Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Rodzinne porachunki w amerykańskim stylu – recenzja książki „Mam na imię Freedom”

Główną bohaterką debiutanckiej powieści Jax Miller jest tytułowa Freedom – niestroniąca od alkoholu barmanka koło czterdziestki, o szorstkiej powierzchowności. To jednak tylko pozory, które skrywają mroczną tajemnicę, ponieważ Freedom Oliver tak naprawdę nie jest zwykłą awanturniczką ani nawet osobą, za którą się podaje. W obliczu niebezpieczeństwa grożącego jej najbliższym zostaje zmuszona ujawnić swoją prawdziwą tożsamość i stawić czoło demonom przeszłości.

Fabuła „Mam na imię Freedom” nie należy do oryginalnych, ale zyskuje dzięki stopniowemu wprowadzaniu nowych postaci i jednoczesnemu pociągnięciu kilku wątków pobocznych. Dodatkowym plusem jest pierwszoosobowa narracja, nadająca całości, przeplatanej wspomnieniami głównej bohaterki, charakter pamiętnika. Dzięki nim odkrywamy przeszłość Freedom kawałek po kawałku. Już na samym początku dowiadujemy się, że od dwudziestu lat jest ona objęta programem ochrony świadków. Miała też kiedyś dwoje dzieci, lecz była zmuszona oddać je do adopcji. Teraz odkrywa, że jej córkę uprowadzono i wyrusza na drugi koniec Ameryki, aby uwolnić ją z rąk porywaczy.

Opowieść Freedom rozpoczyna się w małym oregońskim miasteczku i prowadzi nas aż do Goshen w stanie Kentucky, dokąd – niezależnie od siebie – zmierzają wszyscy jej bohaterowie. Jak na dobry thriller przystało, napięcie wzrasta wraz ze zmniejszającą się odległością do celu. Niespodziewane zwroty akcji i obrazowe opisy również przemawiają na korzyść książki. Niestety, nie obyło się bez minusów – najbardziej przejmujące momenty są często przerywane wstawkami przywodzącymi na myśl filmy familijne oraz ckliwymi wątkami romantycznymi, które w zderzeniu z thrillerową estetyką wydają się nie na miejscu. Dlatego „Mam na imię Freedom” jest przede wszystkim łatwą i przyjemną lekturą, łączącą elementy sensacji i romansu.

Powierzchowne obserwacje

Realia opisane w książce są kwintesencją amerykańskości, znanej Europejczykom głównie z filmów. Choć Jax Miller urodziła się i dorastała w Nowym Jorku, jej powieść sprawia wrażenie napisanej przez kogoś, kto przedstawioną w niej rzeczywistość zna raczej z obserwacji na odległość. Wszystko przez powierzchowny sposób, w jaki autorka potraktowała swoich bohaterów oraz sytuacje i miejsca, w których się znaleźli. Mimo że poznajemy wydarzenia sprzed tych opisanych w książce w czasie rzeczywistym, nie dodają one postaciom stworzonym przez Miller wiarygodności. To zdecydowanie największa wada książki – bohaterowie, z którymi mieliśmy się identyfikować, są jednowymiarowi i pobieżnie nakreśleni. Dlatego kierujące nimi motywacje mogą wydawać się czytelnikom nie do końca jasne. Sama kreacja Freedom, najbardziej spośród nich dopracowana, jest dość niekonsekwentna. Z jednej strony mamy do czynienia z nieokrzesaną buntowniczką, dźwigającą na plecach bagaż doświadczeń, która nie cofnie się przed niczym, aby ratować najbliższych. Z drugiej – z bojącą się własnych uczuć kobietą, emocjonalnie przypominającą infantylną nastolatkę, podnieconą faktem, że wreszcie może grać rolę niegrzecznej dziewczynki.

Pozostałe postacie nie wypadają na tym tle lepiej. Ich stereotypowe portrety psychologiczne zostały ograniczone do prostych ról: męskiego policjanta, wziętego prawnika, zepsutych do szpiku kości kryminalistów oraz fanatycznych członków sekty. Nie ma w nich miejsca na żadne inne rysy, poza tymi mającymi służyć fabule. Najlepiej widać to na przykładzie członków dawnej rodziny Freedom – Delaneyów – których jedynym życiowym celem jest jej zabicie: to okrutne, nieogolone typy, ubrane w skóry i poruszające się na motorach, w wolnych chwilach słuchające Metalliki. Po drugiej stronie barykady stoi natomiast dzielny posterunkowy Mattley – rozwodnik, sprawujący opiekę nad małym synkiem na zmianę z byłą żoną. Troskliwy i opiekuńczy, wraz ze swoim dzieckiem tworzy pakiet idealnie pasujący do samotnej głównej bohaterki, w której budzą się niespełnione matczyne uczucia. Część innych drugoplanowych bohaterów nie miała tyle szczęścia i w momencie, gdy okazali się zbędni dla fabuły, zniknęli, co nasuwa podejrzenia, że autorce po prostu zabrakło pomysłów na zakończenie ich historii.

Co za dużo, to niezdrowo

„Mam na imię Freedom” to książka nietypowa o tyle, że ważną rolę gra w niej… muzyka. Większość opisów Miller zawiera wzmianki o konkretnych utworach, sączących się z głośników w domowym zaciszu bohaterów lub zagłuszających rozmowy prowadzone w przydrożnych barach. Ten ciekawy zabieg niewątpliwie pomaga w budowaniu atmosfery. Z czasem jednak częstotliwość pojawiania się „soundtracku” zaczyna drażnić. Niestety, autorka ma tendencję do nadużywania środków artystycznego wyrazu – tak jak w przypadku przekleństw, których w książce zdecydowanie nie brakuje. Trzeba przyznać, że bez wulgaryzmów lektura straciłaby na wiarygodności, więc ich zastosowanie można uznać za w pełni uzasadnione. Pojawiają się one jednak zbyt często i dlatego w pewnym momencie tracą swój nieprzyzwoity wydźwięk. Podobnie ambiwalentne uczucia budzi pomysł rozpoczynania tym samym zdaniem każdego rozdziału. Możliwe, że autorka osiągnęłaby lepszy efekt, umiejętnie dawkując te – w gruncie rzeczy nieszablonowe – zabiegi, dzięki czemu nie wpisałyby się one w schematyczną konwencję książki.

Przesłanie wolności

Choć „Mam na imię Freedom” jest raczej niezobowiązującą lekturą, można uznać ją za dobrze wróżący debiut, zdradzający potencjał, który Jax Miller niewątpliwie posiada. Nadmiar środków artystycznych oraz niedopracowanie postaci pod względem psychologicznym rekompensuje zgrabnie budowane napięcie, a także kilka zaskakujących rozwiązań fabularnych. To obowiązkowa pozycja dla wszystkich ceniących sobie lekkie, ale jednocześnie wciągające książki, które oprócz wartkiej akcji mają do zaoferowania ciepłe przesłanie – pomimo słodko-gorzkiego zakończenia historia Freedom jest opowieścią o wolności i tym, ile jesteśmy w stanie w jej imię poświęcić.

Ocena: 2.5/5

Dyskusja