Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Tkając opowieść – recenzja książki „Studnia Zagubionych Aniołów”

„Muszę się do czegoś przyznać. Nie cierpię całej tej współczesnej, modnej, militarno-etnograficzno-soapoperowej fantasy – Eriksona, Martina, etc. Tego epatowania mnogością bitew, ras, intryg… z którego tak naprawdę nic moim skromnym zdaniem nie wynika. Tęsknię za starą dobrą fantasy w stylu Ursuli Le Guin, Stephena Donaldsona, Guya Gavriela Kaya, Tanith Lee, Patricii McKillip czy Petera S. Beagle’a. Kiedy trzeba baśniową, kiedy trzeba przygodową, kiedy trzeba śmieszną, kiedy trzeba smutną, subtelnie operującą ukrytymi znaczeniami i archetypami. Nie wiem, czy jestem w stanie napisać taką fantasy, ale przynajmniej chciałbym spróbować”* – pisze na swoim blogu Artur Laisen, autor „Studni Zagubionych Aniołów”, książki mającej rozpocząć cykl powieściowy „Teraia”.

Publikacja pierwszego tomu jest już za pisarzem. Czy udało mu się sprostać zadaniu, które sam sobie wyznaczył? Czy pierwszy tom nowej serii jest właśnie tym, co chciał osiągnąć?

Nie ma sensu się oszukiwać, Artur Laisen – pod względem warsztatu pisarskiego – nie dorasta jeszcze do pięt Le Guin, Donaldsonowi, Kayowi, Lee, McKillip czy Beagle’owi, sądzę jednak, że początkujący pisarz doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Nie popełnia więc kardynalnego błędu „młodych ambitnych” – nie stara się kopiować nikogo z powyższych autorytetów, powołuje się na klasyków gatunku, ale ich nie małpuje. Tworzy coś własnego i nawet jeśli nie jest to do końca doskonałe, to jednak świeże i oryginalne. Autor ma swoją koncepcję i pomysł oraz indywidualny styl, a to niezwykle istotne i cenne. Zdecydowanie wolę nieperfekcyjnego, ale prawdziwego, naturalnego i wiarygodnego Leisnera niż nieudaną próbę naśladowania czyjegokolwiek stylu.

„Studnia Zagubionych Aniołów” to powieść refleksyjna, przepojona magią i przesycona melancholijnym, nostalgicznym nastrojem. Napisana została językiem lirycznym, jednak prostym i doskonale zrozumiałym dla odbiorcy. Dzięki ciekawym zabiegom zastosowanym przez autora i nieszablonowej konstrukcji stanowi swego rodzaju „opowieść w opowieści”.

Fabuła toczy się wokół wzajemnych powiązań pomiędzy równoległymi światami. Losy bohaterów przenoszą się płynnie z jednego planu w drugi. Te zależności nie zawsze są jasne, a nie każdy wątek znajduje swoje wyjaśnienie, widać jednak, że taka konstrukcja to rezultat jakiegoś większego projektu świata przedstawionego. Autor nie odkrywa przed czytelnikami od razu wszystkich kart, nie podaje na tacy gotowych odpowiedzi. To jednak nie przeszkadza, nie irytuje, raczej wydaje się fascynujące, a przynajmniej intryguje. Nad wieloma elementami opowieści można się długo zastanawiać i snuć własne teorie, dopisywać w myślach swoje rozwiązania. Laisen zostawia ogromne pole do popisu dla wyobraźni odbiorcy.

Atutem jest także różnorodność świata przedstawionego. Laisen roztacza przed czytelnikiem barwną rzeczywistość, pełną zagadek do rozwiązania i tajemnic do odkrycia. Raczy go ciekawymi, żywymi opisami malowniczych miejsc, przetyka je onirycznymi wizjami, by za chwilę powrócić do prozaicznych scen z życia codziennego bohaterów, gdzie język z poetyckiego zmienia się w znacznie bardziej kolokwialny.

To właśnie w przejściach pomiędzy stylami język nieco kuleje. Autorowi nie zawsze udaje się utrzymać ich płynność czy wyważyć proporcje między liryzmem a potocznością. Nie jest to jednak rażący mankament, nie psuje on radości z odkrywania przenikających się światów i rozkoszowania pięknymi opisami.

Największy minus powieści stanowią natomiast mało wyraziste kreacje głównych bohaterów. O ile postacie drugoplanowe, a nawet epizodyczne, wydają się niezwykle barwne i ciekawe, o tyle w protagonistów autor tchnął jednak nieco za mało życia. Przydałoby się ich podkolorować, uwypuklić jakieś charakterystyczne cechy, bo chwilami – niestety – giną w tłumie.

Na pochwałę z kolei zasługuje twórca projektu okładki. „Studnia Zagubionych Aniołów” została wydana w minimalistycznej, bardzo estetycznej oprawie, której piękno tkwi właśnie w genialnej prostocie i symetrii. Biało-grafitowa kolorystyka i symboliczny motyw graficzny nie tylko są przyjemne dla oka, ale także świetnie oddają nastrój powieści.

„Studnia Zagubionych Aniołów” to tylko część większej całości, jedna z wielu powiązanych ze sobą historii. Właśnie ten fakt wydaje się najbardziej intrygujący. Po lekturze pierwszego tomu cyklu „Teraia” można zastawiać się w nieskończoność, jak dalej potoczą się dzieje świata wykreowanego przez Laisen – czy w kolejnych częściach wrócimy do towarzyszenia tym samym bohaterom, w jaki sposób splecie się tajemnicza „sieć opowieści”, czy rozpoczęte wątki znajdą swoje zakończenie, czy może pojawią się nowe. Ja jestem tego wszystkiego bardzo ciekawa, czekam więc na kontynuację serii.

* http://arturlaisen.blogspot.com/p/teraia.html [dostęp: 15.12, godz. 10:17]

Ocena: 4/5

Dyskusja