Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

W młodym ciele stary duch – recenzja wydania DVD „Klucz do wieczności”

Najnowszy obraz Tarsema Singha, reżysera takich filmów jak „Immortals. Bogowie i herosi” oraz „Cela”, to sztampowy film akcji z elementami science fiction, opowiadający o ludziach przekraczających zakazane granice, aby uzyskać życie wieczne. Brzmi przyzwoicie, niestety – efekt końcowy rozczarowuje.

Twarzą w twarz

Głównym bohaterem produkcji jest Damien Hale (Ben Kingsley), starzec-milioner, który zgromadził majątek budując na nowojorskim Manhattanie monumentalne drapacze chmur. Cierpiącemu na raka mężczyźnie pozostało kilka

miesięcy życia. Zwraca się o pomoc do enigmatycznego doktora Albrigtha (Matthew Goode, znany między innymi z roli Ozymadiasza w „Watchmen: Strażnicy”). Naukowiec za cenę dwu i pół miliona dolarów proponuje przeniesienie świadomości Hale’a do sztucznie wyhodowanego ciała młodego mężczyzny o atletycznej aparycji (Ryan Reynolds). Damien przystaje na propozycję, pozoruje własną śmierć i poddaje się zabiegowi. Niestety, rozpoczęcie nowego życia ma swoje konsekwencje – bohatera dręczą tajemnicze wizje, rzekomo spowodowane powikłaniami, które zaistniały podczas transferu świadomości. Nieufny w stosunku do wyjaśnień Albrighta, Hale postanawia dociec prawdy na własną rękę. To, co odkryje, zatrzęsie całym systemem jego wartości i wystawi go na wielkie niebezpieczeństwo ze strony wszechwładnej korporacji.

Nie za szybko, nie za wściekle

Większość niespodzianek filmu zdradzono już w zwiastunie produkcji. Otrzymujemy sprawnie zrealizowane, pełne strzelanin i pościgów sekwencje akcji, pojawiają się filozoficzne pytania o wartość i czas trwania ludzkiego życia, w tle rozwija się coś na kształt wątku romantycznego, a całość umila przyjemny soundtrack. Jest przyzwoicie, ale nie można nie odnieść wrażenia, że również trochę ubogo. Scenom sensacyjnym brakuje pazura, a obsada (z wyjątkiem Reynoldsa i Kingsleya) to Hollywood klasy B, reprezentująca dosyć średni poziom. Nie należy jednak zbytnio winić aktorów, gdyż skrypt obrazu nie pozostawia im dużego pola do popisu.

Scenariusz produkcji przez długi czas zajmował wysokie miejsce w zestawieniu „The Black List”, obejmującym najciekawsze produkcje filmowe, które nie doczekały się jeszcze realizacji, dlatego smuci fakt, że jego przeniesienie na ekran zostało potraktowane po macoszemu. Historia miała w sobie potencjał, niestety – zastosowano w niej wiele uproszczeń i ogranych do bólu schematów, aby zamknąć całość w metrażu kinowym. Głównym źródłem wiedzy bohaterów o świecie jest Google, potężne korporacje potrafią w parę minut wyśledzić człowieka znajdującego się po drugiej stronie globu, a umyka im fakt, gdy ktoś zjawia się z bronią w ręku przed ich drzwiami, itd.

Damien Hale to przykład zepsutego bohatera, który, dzięki otrzymaniu szansy od losu, postanawia zmienić swoje życie. Wraz z rozwojem fabuły dołącza do niego Madeline, wiecznie zapłakana niewiasta, którą zadziwia i przerasta wszystko, tylko nie wiedza o możliwości transferu świadomości z jednego ciała do drugiego. Natomiast antagonista obrazu, Albright, to nikczemny naukowiec, który nie cofnie się przed nikim i niczym, chcąc zrealizować swoje cele (oczywiście wszystko w służbie ludzkości). Można wymieniać jeszcze wiele podobnych schematów, ale lepiej zapoznać się z nimi podczas seansu.

Wydanie DVD

Produkcja trafiła na rynek w formie bookletu (książka plus płyta). Wydanie prezentuje się dobrze. W załączonej książeczce można przeczytać o tym, co stanowiło inspirację dla twórców obrazu, zapoznać się z wypowiedziami członków obsady, historią procesu powstania dzieła oraz zgłębić portrety psychologiczne postaci. To ciekawa lektura, której podstawowym zadaniem jest zachęcenie widzów do obejrzenia filmu. Na płycie, poza samym „Kluczem do wieczności”, znalazły się także promujące go w kinach zwiastuny, jak również zapowiedzi wchodzących na srebrne ekrany nowych tytułów od dystrybutora (Monolith Films).

Do niedzielnego schabowego

„Klucz do wieczności” to niezobowiązujący film akcji z niespełnionymi ambicjami na chęć bycia czymś więcej. Ma kilka dobrych momentów (świetna sekwencja, w której Damian korzysta z możliwości nowego życia), jest zgrabnie zmontowany, a na uwagę zasługuje wspomniany wcześniej soundtrack. Niestety, produkcja gubi się w powielaniu zagrań z wytartych już klisz filmowych i nie pozwala wybrzmieć poruszanym problemom. To przeciętny obraz, który prawdopodobnie uleci z pamięci widzów krótko po seansie.

Ocena: 3/5

Dyskusja