Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Wampir, wilkołak i sztampa?” – recenzja książki „Wszyscy jesteśmy martwi”

Świat otrząsnął się z wizerunku wampira, który zaserwowało pewne romansidło. Na szczęście nie wywołało zniechęcenia do krwiopijców i hrabia Drakula znów mógł powrócić na swój tron, do czego doszło także w książce Katarzyny Grzędowskiej. Jednak czy tak wyeksploatowany temat można jeszcze zaprezentować w ciekawy sposób?

„Wszyscy jesteśmy martwi” opowiada historię dwójki rodzeństwa, Alice i Dana, którzy podczas podróży autostopem trafiają do dziwnej miejscowości o nazwie Koniec Świata. W tym nadmorskim mieście czas zatrzymał się kilka wieków temu, a odmienność mieszkańców nie polega jedynie na zamiłowaniu do przestarzałej garderoby, takiej jak gorsety, fraki i cylindry. Bratu z siostrą przyjdzie nie tylko poznać wampiry i wilkołaki, lecz także odkryć własne tajemnice.

Najważniejszym aspektem książki jest podejście do tematu istot mroku i księżyca. Autorka zaprezentowała go, opierając się na mitach i legendach znanych wielu odbiorcom, jednak czuć powiew świeżości. Ani przez chwilę nie ma się wrażenia zapoznawania z rzeczą wałkowaną od lat. Przesyt nie występuje. Można to odczuć dzięki pomysłowi wymieszania elementów właściwych czasom współczesnym z XVIII-wiecznymi oraz bohaterów fikcyjnych z postaciami historycznymi. Ci ostatni dodatkowo uzyskali nowe życie, poprzez dodanie do ich życiorysów ciekawych wątków. Widać, że pisarka odrobiła lekcje, gdyż pojawiają się fakty zmiksowane z ich alternatywnymi wersjami, np. mówiącymi, iż Maria Antonina była wampirem. To bardzo ubarwia dzieło i stawia je daleko od sztampowych wizji krwiopijców. Fani przeinaczania historii będą wielce zadowoleni.

Cechą szczególną twórczości Katarzyny Grzędowskiej jest zasypywanie czytelnika szczegółami. Kiedy opowiada np. o pokrewieństwie, to wymienia wiele osób, czyniąc tak długą listę, że warto by było to sobie zanotować, bo trudno spamiętać. Podobnie jest z wyglądem postaci oraz pomieszczeń. Twórczyni chce wytłumaczyć dokładnie, jak wygląda dana osoba lub pokój, w którym się znajduje, opisując to rozwlekle i z detalami. Chęć wprowadzenia czytelnika w klimat pozycji jest pozytywną cechą, ale debiutantka nieco przesadziła, przez co nie każdy wbije sobie do głowy wszystkie imiona, które padły w pewnym akapicie. Przedstawienia wizerunków są w dodatku ogromnie pedantyczne, gdyż pojawiają się informacje choćby o kolorze paznokci, czyli nie mające wpływu na fabułę albo atmosferę.

Książka „Wszyscy jesteśmy martwi” jest pełna szczegółów, za to historii nie podano od razu na tacy. Jeśli chodzi o odkrywanie tajemnic, to pisarka zasługuje na piątkę z plusem. Doskonale dozowane napięcie wraz ze skrupulatnym odkrywaniem zagadek wyszło świetnie i są to mocne cechy dzieła. Nieco gorzej prezentuje się sposób przedstawiania wątków. Intrygi poznajemy z punktu widzenia Alice oraz Dana, co oczywiście nie jest minusem, wręcz przeciwnie – ciekawie zgłębia się historię z dwóch perspektyw, zwłaszcza że bohaterowie znacznie różnią się charakterem oraz podejściem do życia. Jednak podczas czytania trzeba często przeskakiwać między tymi postaciami, ponieważ rozdziały są bardzo krótkie. To czyni fabułę niezwykle poszarpaną i trudno wczuć się w klimat, bo za chwilę przechodzi się do innych scen. Dodatkowo Katarzyna Grzędowska pewne fakty zaserwowała kilkakrotnie, np. najpierw widzimy je oczami Alice, by za chwilę patrzeć na to samo z perspektywy Dana. Takie powtarzanie zdarzeń spowalnia akcję, jednocześnie jednak ją ubarwiając i rozbudowując. Zabiegi te stawiają pozycję wydaną przez Novae Res na miejscu zarezerwowanym dla fanów delikatnie utkanej fabuły.

Patrząc na zawartość dzieła należy je zakwalifikować do fantastyki młodzieżowej, z zastrzeżeniem od szesnastego roku życia, bo zawiera sporo brutalnych scen. Wiek głównych bohaterów pomaga młodszym czytelnikom utożsamić się z nimi. Podpowiedzą oni, jak poradzić sobie z problemami, odszukać własne „ja” oraz odnaleźć się w społeczeństwie. Śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że i dorośli będą zadowoleni z lektury. Bohaterowie nie zachowują się infantylnie, a wydarzenia nie są przaśną opowiastką o całuskach w szyję i szczekaniu w lesie.

Przyglądając się bliżej dokładności autorki można dostrzec rozbudowaną hierarchię magicznych stworów, podzielonych nawet na rasy. Bestia bestii nierówna. Aż chciałoby się podziwiać między rozdziałami choćby czarno-białe ilustracje. To wpłynęłoby pozytywnie na odbiór książki, a wraz z odpowiednim rysownikiem pisarka zdziałałaby cuda, ponieważ stworzyła solidne fundamenty do interesujących grafik. Nietoperze i wilki to nie jedyne monstra, a o reszcie celowo nie piszę, aby czytelnik poznał je sam.

„Wszyscy jesteśmy martwi” to bardzo dobry debiut. Historia jest przepełniona mrokiem oraz odpowiednim klimatem, a stworzono ją z precyzją zegarmistrza. Fanom krwiopijców i owłosionych potworów na pewno się spodoba, ponieważ sięga po klasykę, jednocześnie wprowadzając nowatorskie pomysły.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja