Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wywiad z Aleksandrą Filą-Jankowską

Rysy na tęczy” to debiutancka powieść Aleksandry Fili-Jankowskiej, dr hab. z dziedziny psychologii, wykładowcy z sopockiego Uniwersytetu SWPS. Książka ukaże się już niebawem nakładem wydawnictwa Papierowy Motyl, a Bestiariusz objął tę pozycję patronatem medialnym.

Premiera zbliża się wielkimi krokami, tymczasem, aby pobudzić ciekawość czytelników, redaktorka Bestiariusza – Magdalena Stawniak, zadała autorce kilka pytań.

MAGDALENA STAWNIAK: Co skłoniło Panią do napisania powieści science-fiction? Ten gatunek literacki nie jest zbyt popularny wśród debiutantów.

ALEKSANDRA FILA-JANKOWSKA: Forma science-fiction daje możliwość kreowania rzeczywistości bez studiowania historii na przykład, czy też bez grzęźnięcia w nudnych detalach, których nie brak w czasach obecnych… A bardziej serio: zawsze wierzyłam w progres ludzkości i w to, że przyszły świat będzie ciekawszy, uczciwszy i radośniejszy niż obecny. Nie odnalazłabym się jednak w fikcji, która jest fantazją baśniową i rządzącą się zasadami magii. Jako naukowiec potrzebuję ugruntowania w jakimś przyszłościowym wariancie nauki i technologii – co nie znaczy, że mam ochotę zanudzać czytelnika zbyt wieloma technicznymi detalami.

MS: Pani powieść jest raczej twardą fantastyką naukową czy raczej gatunkowo przynależy do fantastyki socjologicznej?

AFJ: Bardziej niż na przyporządkowaniu powieści do konkretnego gatunku fantastyki zależało mi na przekazaniu w tej formie ważnych dla mnie treści. Forma odpowiada chyba w większym stopniu definicji fantastyki socjologicznej. Starałam się bowiem zobrazować, albo tylko nakreślić mechanizmy – głównie psychologiczne – kierujące społecznością zamieszkującą przyszłą Ziemię. Pokusiłam się również o szkic zasad społecznych, panujących na wyimaginowanej planecie Uldri, no i o prezentację spójnego w moim mniemaniu modelu świata, którym posługuje się to jakże odmienne od naszego społeczeństwo.

Co do twardej fantastyki naukowej – powieść mieści się chyba również w granicach takiej definicji, gdyż starałam się dbać o rzetelne fundamenty naukowe (które konsultowałam) i na ich podstawie antycypować przyszłość… Jak to poważnie brzmi! Tak naprawdę bawiłam się przewidywaniem wynalazków, które czasem niemal wyprzedzały w jakiś sposób moje pisanie, a część z nich pewnie już za chwilę wkroczy w nasze życie. Szczerze mówiąc, wydawało mi się, że wprowadzam bardzo niewiele nowości, aż usłyszałam uwagę któregoś z czytelników: „Rany, to zupełnie nowy świat! Trzeba się koncentrować na trudnych nazwach, by się połapać, o co chodzi”. Wtedy pozmieniałam nazwy na takie, które brzmią już, mam nadzieję, swojsko i przewidywalnie, a część słowotworów zupełnie wyrzuciłam. Wydaje mi się, że ta nieodległa u mnie przyszłość (czyli świat za piętnaście w porywach do trzydziestu trzech lat) jest jednak mocno zbliżona do naszej, choć trochę bardziej zaawansowana. Nie tylko technologicznie, ale również, nazwijmy to, psychologicznie – ludzie mają większy kontakt z własnymi emocjami i lepszy wgląd w siebie niż obecnie.

MS: Jakie są Pani inspiracje literackie i filmowe?

AFJ: Zawsze deprymuje mnie takie pytanie, gdyż nie przepadam za mroczną fantastyką, która święci triumfy i w literaturze, i w filmie (błagam, proszę nie pytać o przykładowe tytuły, bo nikogo nie skrytykuję) i tak naprawdę słabo ją znam. Do pozytywnych inspiracji filmowych zaliczyłabym na przykład „Star Treka” czy „Gwiezdne Wojny” (te ostatnie najbardziej w warstwie poruszającego do szpiku kości przekazu). Spośród zachodnich inspiracji literackich wymieniłabym np. „Diunę” Franka Herberta, zaś spośród polskich autorów Janusza Andrzeja Zajdla.

MS: Jak wyobraża sobie Pani pierwszy kontakt ludzkości z obcą cywilizacją?

AFJ: No właśnie tak, jak go opisałam – sporo nieporozumień i kolizji z powodu odmiennego funkcjonowania organizmów, kolosalnych różnic kultury i stylu życia, nieznajomości języka kontrpartnerów, niekoniecznie zaś złej woli którejś ze stron kontaktu.

Nie chciałam czerpać inspiracji z dość powszechnych koncepcji wyzysku Ziemi przez inne, technologicznie bardziej zaawansowane cywilizacje, jak i z przeciwstawnych idei, według których to Ziemianie nie dojrzeli jeszcze do kontaktu, nie tylko technicznie, lecz głównie psychicznie. Wybrałam opcję, w której przybysze, nie pasujący do powszechnego wzorca „złych kosmitów”, są niejako zmuszeni do kontaktu z Ziemianami, rzeczywiście nie w pełni jeszcze gotowymi na takie spotkanie.

MS: W większości powieści z gatunku science-fiction przyszłość ludzkości rysowana jest raczej w ciemnych barwach. Wszechobecna technologia, zalew niepotrzebnych informacji, brak prywatności… A jak Pani wyobraża sobie Ziemię za kilkadziesiąt lat? Czy tak, jak przedstawiła ją Pani w „Rysach…”?

AFJ: Powiedzmy, że wybieram dla Ziemi świat równoległy w jaśniejszych barwach 🙂 Opisana przeze mnie tęcza ma wciąż rysy, ale jest nęcącą wersją przyszłości w porównaniu ze stanem obecnym. Tak, mam nadzieję, że Ziemia zmierza jednak w stronę szeroko pojmowanej miłości, a nie bezduszności (choć nie obejdzie się bez polaryzacji w gronie jej mieszkańców) i że technicyzacja temu nie przeszkodzi.

MS: Kiedy, Pani zdaniem, ludzkość będzie w stanie wyruszyć na podbój kosmosu? I czy w ogóle jest to możliwe?

AFJ: Niełatwo mi odpowiedzieć na to pytanie, gdyż część fizyków uważa, że podbój kosmosu jest obecnie na tyle nieopłacalny (przy zestawieniu inwestycji z przewidywanymi zyskami), iż należy go póki co odpuścić. Inni z nich natomiast twierdzą, że nie mamy wyjścia, bo zasoby ziemskie wkrótce się wyczerpią. Problemem są tu koszmarnie duże odległości nawet od planet Układu Słonecznego, nie wspominając już o innych gwiazdach czy ich planetach. Ale odległość to rzecz względna i zależna od używanego napędu, czy szerzej – od technologii podróży. Liczę na czekające nas wkrótce odkrycia w tym zakresie, ale nie mam prawa się wymądrzać, kierując się tylko intuicją.

MS: Jakie ma Pani plany pisarskie na przyszłość?

AFJ: Chcę kontynuować tę historię, czyli napisać ciąg dalszy „Rys na Tęczy”. Taki plan istniał zawsze, gdyż przedstawiona tam historia, mimo że chwilowo domknięta, urywa się w specyficznym, niestabilnym momencie. Główni bohaterowie ziemscy przeczuwają, co ich czeka i nawet zdradzają się z tym w swoich ostatnich wypowiedziach, a i od przybyszów oczekuje się, że teraz pokażą, na co ich stać. Zatem czas na pełen kontakt dwu cywilizacji.

Wywiad przeprowadziła Magdalena Stawniak

Dyskusja