Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Dziewczynka na tropie zbrodni – recenzja książki „Zatrute ciasteczko”

Czarna komedia to bodaj najwyższa próba humoru i dystansu. Autor, pisząc utwór, w którym będzie próbował żartobliwie podejść do tematyki śmierci, chorób, cierpienia czy zbrodni, musi pamiętać, żeby – z jednej strony – rozbawić czytelnika, a z drugiej – nie urazić czyichś uczuć. Przynajmniej dotkliwie. Większość udanych tytułów z gatunku ukazała się już jakiś czas temu, a teraz czarną komedię zdominowały raczej niszowe produkcje. I gdyby nie Jakub Ćwiek, rodzimy rynek świeciłby pustkami w tej materii. Czy cykl o „Flawii de Luce” może jeszcze jakoś wzbogacić księgarnianą różnorodność?

„Zatrute ciasteczko” stanowi pierwszy tom niezwykłych przygód Flawii de Luce – jedenastoletniej dziewczynki, przewyższającej większość rówieśników bystrym umysłem oraz sprytem, a przy tym wciąż nietracącej dziecięcej fantazji. Alan Bradley, autor cyklu, przed przejściem na emeryturę i poświęceniu się w całości pisarstwu, przez dwadzieścia pięć lat był profesorem Uniwersytetu Saskatchewan, co pozwoliło mu zarówno obserwować zmiany stylu życia studentów, jak i mieć wgląd w popkulturę. Mimo iż jego książki w głównej mierze skupiają się na tematyce detektywistycznej, to nierzadko zahaczają o sfery naukowo-edukacyjne.

Młoda Flawia, jako córka ojca samotnie wychowującego dzieci nie ma lekkiego życia; zwłaszcza, że dwie starsze siostry – jedna nieprzywiązująca większej wagi do niczego poza czubkiem własnego nosa, druga niewyciągająca nosa z książek – nieustannie dokuczają Flawii. Ale karma nie śpi, a młodsza siostra nie pozostaje im dłużna. I tak toczyłoby się jej (pozornie normalne) życie, gdyby pewnego razu nie znalazła w ogródku… trupa. Na nieszczęście całej rodziny, to właśnie głowa rodu zostaje głównym podejrzanym. Mała Flawia jest stuprocentowo przekonana, że ze zbrodnią jej ojciec nie miał nic wspólnego, dlatego postanawia rozpocząć śledztwo na własną rękę oraz rozwiązać przedziwną tajemnicę.

Bradley na miejsce akcji swojej powieści wybrał prowincjonalne miasteczko Bishop’s Lane, osnute angielską sielanką czasów Jerzego VI, gdzie jedna plotka jest w stanie obiec całą miejscowość zaledwie w parę godzin. Kluczową lokacją jest posesja rodziny de Luce, a w szczególności gotycki dworek z mnóstwem zakamarków. Wydaje się to sztampowe, że akurat taką scenerię – malowniczą, ustronną, mistyczną – wybrał autor, ale wyłącznie w takim miejscu, a nie w wielkomiejskim środowisku, mogłaby poradzić sobie nastolatka. Zaścianek z jednej strony znajomy, z drugiej – kryjący pokoleniowe tajemnice.

Wyraźnie widoczne jest, iż pisarz najbardziej się przyłożył kreując główną bohaterkę. Flawia to dziewczynka odróżniająca się od reszty dzieci, ale (być może przez to) nieco samotna. A owa samotność sprawiła, że zamiast zamknąć się w sobie, zaczęła na własną rękę poznawać otaczający ją świat i rozwijać swoje – całkiem ekscentryczne – pasje. Bo która jedenastolatka biegle zna się na chemii i truciznach? Nie można jednak napisać, że reszta postaci została potraktowana przez autora po macoszemu. Drugoplanowi bohaterowie posiadają specyficzne cechy, mają swoje widzimisię i styl. Jedynym uszczerbkiem powieści jest brak wyrazistego antagonisty, acz może to zaszkodziłoby lekkości utworu.

Czarująca historia młodej dziewczyny przedstawiona jest za pomocą lekkiego pióra, wciągającego stylu, współczesnego języka oraz gry słów, co w ostatecznym rozrachunku daje czytelnikowi miłą lekturę na chwilę relaksu. Posługując się zrozumiałym słownictwem literat przepełnił czarną komedię elementami typowo angielskiego humoru, ironią i sarkazmem. Ponadto Bradley w dyskusjach poszczególnych bohaterów często nawiązuje do ówczesnej popkultury, wydarzeń kulturalno-społecznych oraz naukowych, co pozwala czytelnikowi bardziej wczuć się w realia tamtych czasów.

Oceniając „Zatrute ciasteczko” należy zauważyć, że sama powieść kierowana jest głównie do młodzieży. Jednak moim zdaniem, podobnie – jak w przypadku „Małego Księcia” – zarówno nastoletni czytelnik, jak i dorosły, może odkryć w książce wartości i jakiś smakołyczek specjalnie dla siebie. A chociaż w przypadku utworu Bradleya intryga – choć niemal do ostatniej strony nie daje się odkryć – nie jest szczególnie rozbudowana, i jeżeli ktoś liczy na stronę detektywistyczną może się lekko zawieść. Ale przecież warto zaryzykować, choćby dla samej Flawii, która znakomicie sprawdza się w roli dziecięcego odpowiednika Sherlocka Holmesa.

Ocena: 4/5

Dyskusja