Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Fantastyka manichejska – recenzja książki „Lux Aeterna. Wieczne Światło”

„Lux Aeterna. Wieczne Światło” to pierwszy tom debiutanckiej trylogii polskiego autora ukrywającego się pod pseudonimem Mike Wysocky, aktora, tłumacza, podróżnika i pasjonata futurologii z Opolszczyzny. Jak głosi blurb, powieść traktuje „o istocie bytów wplecionej w sens istnienia Wszechświata”. Brzmi interesująco?

I rzeczywiście jest interesująco. Wysocky niewątpliwie miał pomysł. Oryginalny, ciekawy, nietuzinkowy. Pisarzowi udało się usnuć barwną, dynamiczną fabułę na bazie nietypowej koncepcji funkcjonowania Wszechświata i autorskiej ontologii wyraźnie inspirowanej filozofią manichejską i gnozą. Sprawnie przemycił do utworu elementy filozoficzne w sposób bardzo prosty i przystępny, budując na nich wciągającą, łatwą w odbiorze opowieść fantastyczną, a jednocześnie nie spłycając przy tym nadmiernie swojej koncepcji.

Najciekawszy element powieści, obok konstrukcji świata przedstawionego, to niewątpliwie kreacja głównego bohatera. Czytelnik poznaje Janka jako zwykłego, bardzo swojskiego „chłopaka z sąsiedztwa”, borykającego się z dokładnie takimi codziennymi problemami, z jakimi może mieć do czynienia sam odbiorca – kłopotami ze znalezieniem pracy, żalem po śmierci matki, lękiem o chorego na białaczkę młodszego brata, kłótniami z zestresowanym ojcem czy przyjaźnią rozwijającą się powoli w uczucie. Dzięki temu czytelnikowi łatwo jest polubić protagonistę i utożsamić się z nim. Tę swojskość i zwyczajność bohatera autor sprawnie i harmonijnie połączył z elementami fantastycznymi, uwiarygodniając je w ten sposób. Taki zabieg to doskonały wstęp do spektakularnej metamorfozy, jakiej z biegiem czasu podlega główna postać – łagodzi szok, jednocześnie nie ujmując niczego aurze tajemniczości.

Ogromne brawa należą się też autorowi za przedstawienie samej natury przemiany bohatera. Gdyby powiedzieć komuś, na czym dokładnie ona polega, jeszcze zanim miał okazję zapoznać się z książką, z pewnością już by po nią nie sięgnął. Uznałby pomysł autora za zbyt naciągany, mało wiarygodny i szyty naprawdę grubymi nićmi. I rzeczywiście może się on taki zdawać. Metamorfoza Janka to bowiem znacznie więcej niż zwykłe „od zera do bohatera”. Pisarz dokonał jednak czegoś niemal niemożliwego, wykazał się opanowaniem niebywałej sztuki uwiarygodnienia koncepcji pozornie kompletnie nierealistycznej i naiwnej. Udało mu się to głównie dzięki wnikliwemu nakreśleniu rysu psychologicznego postaci i wprowadzaniu ostrożnych, powolnych i bardzo stopniowo, subtelnie zachodzących zmian.

Kolejny atut to oniryzm przeplatający się zaskakująco płynnie z wątkami obyczajowymi, fantastycznymi, filozoficznymi i przygodowymi. Proroctwa, wizje, sny i przeczucia stanowią tu naturalny element rzeczywistości przedstawionej, są nieodzowną częścią składową świata wykreowanego przez Wysockiego. To one napędzają mechanizm fabuły, ale jednocześnie nie wysuwają się na pierwszy plan, nie przytłaczają, nie dominują akcji. Jeśli dołożyć do tego jeszcze interesujący wątek choroby psychicznej, śpiączki i zaników pamięci, będący narzędziem ciekawego zabiegu literackiego – zawieszenia między rzeczywistością a fikcją, realnością a urojeniem – koncepcja przedstawia się naprawdę imponująco. To właśnie na tych motywach pisarz opiera elementy niewiadomej, całą nieoczywistość fabuły i większość nieoczekiwanych, zaskakujących zwrotów akcji.

Autor posługuje się dość zgrabnym, choć nie wybitnym językiem. Zadowalająco płynnie przechodzi od stylu potocznego w dialogach czy początkowych monologach wewnętrznych Janka do stylu wysokiego, patetycznego we fragmentach dotyczących warstwy filozoficzno-ontologicznej. Co ciekawe – główny bohater w miarę swojej przemiany zaczyna myśleć i mówić inaczej. Bardzo interesujący i dobrze przeprowadzony zabieg, skutecznie uwiarygodniający metamorfozę protagonisty. Jedyne, co może irytować czytelnika, to nieprzyjemna maniera – Janek, mówiąc o sobie, notorycznie używa sformułowania „moja osoba”. Można to tłumaczyć jako nawyk językowy postaci, jednak niektórym odbiorcom z pewnością będzie on działał na nerwy. „Lux Aeterna” nie jest językowym majstersztykiem, jednak książkę czyta się szybko, sprawnie i przyjemnie.

Powieść Wysockiego polecam czytelnikom szukającym w fantastyce „czegoś innego”, oryginalnych wątków i nietypowych koncepcji. Nie jest to książka, która spodoba się każdemu, przeznaczona raczej dla odbiorców o dość specyficznych zainteresowaniach. Domorośli ontolodzy, ezoterycy, gnostycy i manicheiści będą zachwyceni, osoby nastawione po prostu na ciekawą, pełną akcji lekturę także powinni być usatysfakcjonowani. Z kolei odbiorcy oczekujący twardej fantastyki naukowej mogą się rozczarować – niewątpliwie znajdą tutaj wątki futurologiczne, jednak nie do końca wpisujące się w znane i lubiane konwencje, a ich warstwa naukowa pozostawia wiele do życzenia. Ja mam jednak wrażenie, że tak właśnie miało być, gdyż autorowi chodziło o przekazanie czegoś zgoła innego – pewnej koncepcji ontologicznej dla wygody ubranej w płaszczyk beletrystyki, wzbogaconej o elementy fantastyczne. Ja taką formę kupuję. Inni czytelnicy niech ocenią sami.

Ocena: 4/5

Dyskusja