Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Lęk przed roślinnością” – recenzja „Dżungli”

Marzenia o zamieszkaniu na Marsie w umysłach fantastów i naukowców pojawiają się już od dawna. Czerwona Planeta jawi się niczym raj, planeta, na której wszystko możemy zacząć od nowa, zostawiając w tyle zniszczoną przez nas samych Ziemię. Dariusz Sypeń jednak nie uważa, że przyszłość będzie kolorowa…

Według wizji autora w XXIII wieku ludzkość zamieszkuje już dwa ciała niebieskie naszego układu słonecznego. To trzecie od Słońca jest zniszczone licznymi wojnami, a na dodatek ONZ wprowadziło kwarantannę i osoby żyjące z czerwonym piachem wokół, nie mogą wrócić na Ziemię. Nastąpiło tak z powodu tytułowej dżungli – inteligentnej roślinności, rozrastającej się na coraz większe obszary Marsa. Niewiele o niej wiadomo, lecz wytwarzane przez nią Pyłki Priega, unoszące się w powietrzu, niszczą wszelkie urządzenia elektryczne. Chcąc tego uniknąć, wstrzymano podróżowanie międzyplanetarne.

Najistotniejszym elementem książki jest dżungla. Zbita roślinność, z potworami nazywanymi bliznakami na czele, nie pozwala na zbadanie się. Wszelkie drony wytrzymują w gęstwinie maksymalnie kilkadziesiąt sekund, a rozmaite ekspedycje po wyruszeniu giną bezpowrotnie. Budzi to wśród mieszkańców niewyobrażalny lęk, co bardzo da się odczuć. Klimat dzieła jest wręcz przesycony zaszczuciem i paranoją. Mars, u wielu będący obiektem marzeń, w pozycji napisanej przez Dariusza Sypnia jest więzieniem. Flora bezustannie się rozrasta, a media i wieści przekazywane z ust do ust pełne są obaw. Zbliżenie się do zieleni oznacza śmierć, dlatego wiele osób postanawia wyprowadzić się ze swych domów do zon (miast), otoczonych hermami, w których pozostaje nadzieja na ocalenie. Ci bardziej odważni pozostają w swych domostwach, licząc, że przeżyją tam jeszcze trochę czasu. Brak możliwości ucieczki u wielu osób wywołuje depresję i zatracenie w alkoholu czy narkotykach. Bohaterowie często starają się odejść od rzeczywistości za pomocą odurzającej mazi, wsmarowywanej w dziąsła bądź spraw łóżkowych. Ta druga metoda często się pojawia, lecz prezentowana jest w wysmakowany sposób. Pisarz, przedstawiając homoseksualizm czy seks grupowy, robi to delikatnie, tak, aby wpłynąć na czytelnika, a nie odrzucać wulgarnością. Chce zaprezentować różne kierunki, w które może zmierzać ludzka psychika utrzymywana w tak nieprzyjaznych i nerwowych okolicznościach.

Dariusz Sypeń ma na swym koncie sporo tekstów, lecz „Dżungla” jest jego pierwszą książką. Bez wahania można rzec, iż jest to jeden z najlepszych debiutów 2015 roku. Każdy, kto lubi dzieła dystopijne i przepełnione niedolą społeczeństwa, będzie zadowolony z lektury. Książka charakteryzuje się skrupulatnym budowaniem nastroju. Fabuła jest tkana powoli i ostrożnie. Wielu czytelników może narzekać na wolno rozkręcającą się akcję, ale w tej pozycji nie chodzi o zapewnienie rozrywki wybuchami i strzelaninami. Pisarz skupił się na psychice postaci i to ona jest najbardziej uwydatniona. Historia najmocniej przyśpiesza na ostatnich 150 stronach i, nie biegnąc „na łeb, na szyję”, zmierza stanowczo do zaskakującego końca. Mało kto oderwie się wtedy od książki, ponieważ chęć poznania finału będzie niezwykle silna.

Smutny obraz Marsa przedstawiany jest z perspektywy dwóch bohaterów. Pierwszym jest Daniel, mnemonista, czyli osoba produkująca pozytywki i pomagająca zawrzeć w nich czyjeś wspomnienia. Mieszka on poza zoną i nie chce pogodzić się z zaistniałą sytuacją. Nie poddaje się lękowi, a jego znajomości sprawią, że zostanie wplątany w wir wydarzeń i przyjdzie mu zmierzyć się z dżunglą, niechybnie zwiększającą swą objętość i zbliżającą się do domu protagonisty. W świecie opanowanym przez chaos, człowiek myślący chłodno i spokojnie jest na wagę złota, dlatego przemyślenia tej postaci są cennym aspektem powieści.

Drugie spojrzenie na dzieło oferuje Francesca – naukowiec, borykający się z trudami rozstania z dziewczyną. Otrzymuje propozycję powrotu do prac nad sztuczną inteligencją, a dokładniej nad „związkiem hybrydowego układu obliczeniowego, składającym się z maszynerii komputera kwantowego i żywych strun neuralnych”. Losy obojga bohaterów ani na chwilę się nie połączą. Dzięki temu czytelnik poznaje fabułę z dwóch perspektyw, oddalonych od siebie, jednak mających ze sobą wiele wspólnego. Te dwa spojrzenia są nieodzownymi elementami, tworzącymi spójną całość.

„Dżungla” jest fantastyką naukową, o czym świadczy choćby osadzenie historii na Marsie. Równie dobrze mogłaby to być pustynia gdzieś na naszej planecie, lecz odrzucenie Ziemi jest kropką nad „i” w słowie „klimat”. Bohaterowie podróżują łazikami, a smartfony dawno już odeszły do lamusa. Operacje plastyczne wskoczą na taki poziom, że Pamela Anderson byłaby wniebowzięta. Kobieta w podeszłym wieku może wyglądać jak nastolatka, nie cierpiąc w bandażach kilka tygodni po zabiegu. W XXIII wieku popularne też będą Hexy, czyli takie Androidy lub iOSy wszczepiane do mózgu. Bezdotykowo i wygodnie, jednak atak ze strony złośliwego oprogramowania, takiego jak Cyfrobak, jest znacznie groźniejszy niż zniszczenie komputera czy smartfona w XXI wieku. Podczas czytania można odnieść wrażenie, że pisarz tworzył według schematu „rozterki bohatera – żargon naukowy – akcja”. Po długich przemyśleniach narrator serwuje nieco nowinek technicznych, a potem posuwa akcję do przodu niespodziewaną sytuacją. Ten układ nie przeszkadza, ale należy podkreślić, że twór Dariusza Sypnia jest propozycją dla osób lubujących się w poddawaniu refleksji, a nie śledzeniu strzelanin kosmicznych marines.

„Dżungla” jest delikatnie snutą opowieścią o rozwoju cywilizacji, który pozwolił na podbój kosmosu, ale równocześnie sprawił, że ludzkość zrobiła kilka kroków do tyłu. Władzę w zonach zapewniają pieniądze i rodowód, a odczuwanie bezpieczeństwa jest rarytasem. Czerwona Planeta panującymi tam warunkami gwarantuje zepsucie i lęk. Pisarz doskonale zagłębił się w psychikę społeczeństwa żyjącego w ciągłym strachu.

Ocena: 5/5

Dyskusja