Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Panteon Bogów Grozy – recenzja książki „Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści”

Niejeden współczesny mistrz grozy oddałby wiele, żeby móc zajrzeć do zakamarków wyobraźni Howarda Lovecrafta i wyłącznie na podstawie tych jednorazowych odwiedzin móc stworzyć coś, co choć w ułamku byłoby tak oryginalne i niepowtarzalne jak utwory pióra Samotnika z Providence. Rzadko się zdarza, że wykreowana przez pisarza mitologia na wskroś przenika popkulturę i zaczyna mieć wpływ na inne dzieła (już nie tylko z danej dziedziny). Lovecraft zalicza się do tego nielicznego grona klasyków, które wokół swojej twórczości zgromadziło niegasnącą rzeszę fanów. Nie ma się zresztą co dziwić, Lovecraft stanowi bowiem kanwę wielu współczesnych – wychodzących poza obręb gatunku – utworów. Głównie literackich.

„Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści” to zbiór najlepszych i najbardziej kultowych opowiadań, związanych głównie z tak zwaną mitologią Cthulhu. Uporządkowanych chronologicznie według daty napisania, dzięki czemu czytelnik może zobaczyć przebieg rozwoju twórczości i warsztatu pisarza. Wydawnictwo Vesper, którego nakładem wyszła książka, postarało się, aby szata graficzna oddawała jak najbardziej klimat opowieści. Tłumaczeniem zajął się Maciej Płaza, doskonale – co wypada podkreślić – przekładając utwory na archaiczny język polski, z paletą charakterystycznych dla autora słów i zachowując przy tym staroświecki styl, czego brakowało w poprzednich przekładach dzieł Lovecrafta.

Fabuła poszczególnych opowiadań przedstawia odmienne historie, zgodne ze specyficznym schematem, wykorzystywanym przez literata w tworzeniu nowych dzieł. Opowiadania „Dagon”, „Zew Cthulhu”, „Zgroza w Dunwich” czy „Widmo nad Innsmouth” to bodaj najbardziej reprezentacyjne i rozpoznawalne opowieści z mitologii Cthulhu, skupiające się w dużej mierze na Wielkich Przedwiecznych i ich ziemskich wyznawcach. W „Święcie” Lovecraft przedstawia swoją wizję staronordyckiego święta przesilenia zimowego. „Muzyka Ericha Zanna” to najlepszy przykład zamiłowania autora do gotyckiego stylu i klimatu, a linia fabularna w pewnym sensie stanowi alegoryczne wyobrażenie jego wnętrza. W „Nawiedzicielu mroku” z kolei przenosi czytelnika niemal dosłownie na własne podwórko, stwarzając zjawisko grozy czające się we wnętrzu rodzimego kościoła Providence. I chociaż wszystkie opowiadania w osobliwy sposób wydają się być podobne, różnią się od siebie diametralnie.

Bohaterowie opowiadań Lovecrafta posiadają tę nietuzinkową duszę, spotykaną coraz rzadziej w nowych dziełach. To postacie z jednej strony romantyczne, z drugiej – ściśle powiązane z nauką i rozumem. Autor stara się wystawiać każdego z nich na swoistą próbę, która ma objawić przed nim samym jego własną moralność. Dla wielu bohaterów tych opowiadań zagadkowość istot oraz tajemnica towarzysząca Wielkim Przedwiecznym i zgromadzonym wokół nich wyznawcom sprawiają, iż sami pragną zagłębić się w owo środowisko, zbadać je, poznać i – ewentualnie – doświadczyć. Ta ciekawość, wprowadzona w praktykę, całkiem często wiedzie ich w pułapkę, co z kolei prowadzi do pomysłowego wydostania się z niej.

Lovecraft to niekwestionowany mistrz metaforycznego obrazowania i wciągającej narracji, a w opisach autor czyni interesujący zabieg. W jego opowiadaniach można odnaleźć Nienazwane, czyli rzeczy, przedmioty, zjawiska czy istoty, które są niemal kompletnie pozbawione jakiegokolwiek opisu (wyjąwszy przymiotnik „bluźniercze”, stanowiący jedyny trop dla wyobraźni czytelnika). Wszystko pozostałe ukazane jest w sposób misterny, sugestywny i malowniczy, będący dla odbiorcy nie lada gratką. Choć, jak zauważył Stephen King, Lovecraft miał trudności z tworzeniem dialogów, czego przyczynę można odnaleźć w trybie życia pisarza – samotnika.

W paru opowiadaniach spostrzegawczy czytelnik może zauważyć smaczki w postaci nawiązań, przytoczeń bądź zapożyczeń. Samotnik z Providence niewątpliwie czerpał pełnymi garściami z jemu współczesnej kultury popularnej. Widać wpływy Howarda, Poego, a nawet Platona, którego opis zatopionej Atlantydy z pewnością miał niemały wpływ na powstanie pewnej lokacji w utworach Lovecrafta. I choć może się czytelnikowi wydawać, że niejedno zapożyczył, to w istocie stworzył coś o wiele cenniejszego. Wzniósł siebie i swoje dzieła na szczyty kultury masowej, gdzie po dziś dzień piastuje jedno z najwyższych stanowisk, a jego utwory przeniesiono na mały i duży ekran, na deski teatru, w ramiona malarstwa czy cosplayu oraz zapożyczono (czy jakkolwiek inaczej wykorzystano) do kilkudziesięciu innych dzieł literackich, na arenę gier elektronicznych, planszowych oraz RPG.

Koło „Zgrozy w Dunwich” po prostu nie można przejść obojętnie. To klasyka jedyna w swoim rodzaju – na miarę Tolkiena, choć z o wiele mniejszym procentem naśladowców wśród późniejszych twórców. Zasadniczo fenomen Lovecrafta kryje się w jego odmienności i oryginalności wręcz niemożliwej do skopiowania. Pisarz, żyjący myślami we własnym uniwersum, przedstawił je w swojej prozie, po czym stało się ono bardzo istotne i przełomowe dla kultury. Nieraz bywa uznawane przez zapaleńców za prawdziwe. Taki świat musi być niewątpliwie wart poznania, dlatego po „Zgrozę w Dunwich” każdy miłośnik fantastyki prędzej czy później musi sięgnąć.

Ocena: 5/5

Dyskusja