Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Słowiańska dusza – recenzja książki „Miecz Radogosta”

W gęstych puszczach, dzikich krainach, pośród gór Europy Środkowej nie dzieje się najlepiej. Stwory z legend i wierzeń ludowych, prastarzy bogowie oraz demony z zaświatów co chwila nękają ludzi, zaś książęta owych dziedzin toczą między sobą krwawe walki, nie omieszkując sojuszy z najmroczniejszymi siłami pałętającymi się po ziemi. Naprzeciw wszystkim przekleństwom, które niczym czarne chmury zawisły nad rodzimymi ziemiami Słowian, staje Czarny Rogan wraz z wiedźmą Mireną oraz wilczym towarzyszem, Gorywałdem. Po swojej stronie ma paru bogów, ale i po stronie przeciwnika nie brak bytów wyższych. Czy bohaterom uda się przejść przez pola bitew cało i czy zdołają przeszkodzić okrutnemu i chorobliwie ambitnemu księciu?

„Miecz Radogosta” to drugi tom cyklu „Czarnoksiężnik”, opowiadającego historię potomka rodu czarnoksiężników i samego Czarnoboga. Autorem książki jest Juraj Červenák – kilkukrotnie nagrodzony słowacki pisarz fantasy. Przyznaje on, iż jednym z jego mentorów literackich jest Andrzej Sapkowski. W „Mieczu Radogosta”, podobnie jak w „Władcy Wilków”, na tle wydarzeń historycznych stworzył fikcyjną opowieść, przepełnioną wierzeniami i mitologią słowiańską, magią oraz paranormalnymi zjawiskami.

W drugiej części „Czarnoksiężnika” Rogan – półbóg osławiony w boju – powraca z zaświatów Moreny, bogini śmierci, i od razu zostaje rzucony w wir walki, aby następnie razem ze swoją drużyną wyruszyć w podróż po swoje dziedzictwo. Nim jednak dotrą do celu, na ich drodze pojawią się wrogowie wszelakiej maści i gatunków, a ci ludzcy pragną nawet więcej niż tylko śmierci słowiańskiego herosa. Przemierzając malownicze, tętniące życiem ostępy zostają wciągnięci w intrygę i przeddzień wojny między złowieszczym Włościsławem a czeskimi Przemyślidami. Jednak to nie koniec jego problemów. Żeby stawić czoła siłom ciemności, musi pokonać wyznawców antagonistycznego bóstwa i odebrać im potężną broń.

W porównaniu do poprzedniej części „Miecz Radogosta” jest bardziej dopracowany, choć i pierwsza część cyklu trzymała wysoki poziom. Warsztat pisarza znacznie się poprawił. Autor zdecydowanie większą uwagę skupił na wielu aspektach, a nie wyłącznie na bohaterach czy fabule. Natomiast akcja pozostała taka sama jak wcześniej – jednym słowem: świetna. Starzy bohaterowie przechodzą lekkie zmiany, lecz wciąż są barwni, zaś ich motywy stają się znacznie szlachetniejsze niż te, które czytelnik miał okazję poznać we „Władcy Wilków”. Sam świat – inaczej aniżeli miało to miejsce w poprzedniej części – nie stanowi już tylko malowniczego, czczego obrazka. Nabiera roli ważniejszej, staje się elementem istotnym i symbolicznym dla bohaterów – domem, ojczyzną, ziemią, za którą należy walczyć do ostatniej kropli krwi.

Co do fabuły – odeszła od formy przyjętej w poprzedniczce. Przestała być tak rozbieżna. Chociaż wciąż jest wielowątkowa, to poszczególne wątki są bardziej rozbudowane, motywy wyraźniejsze i jasne. Chaotyczna, prosta linia fabularna prowadząca do celu, zmieniła się na skupioną, uporządkowaną, acz wciąż przepełnioną różnorakimi suspensami czy intrygami – dodającymi książce swoistego „pazura”. Poza tym powieść nie jest już taka beztroska. Tym razem wszystkie kierunki są wyznaczone, postacie nie przeżywają tylko luźnych epizodów, a wpadają w prawdziwe szpony zwartej przygody. Wojna, wrogowie i poszukiwanie sposobów na ratowanie świata zabierają Roganowi wystarczająco dużo czasu, aby porzucić życie wagabundy. I tu warto dodać, że jeżeli chodzi o sceny batalistyczne i pojedynkowe, to Červenák wzbogacił je, przestały być krwawą bezwolną rąbanką. Stały się bardziej pomysłowe i różnorodne, choć ciągle pozostają brutalne.

Pisząc powieść w realiach historycznych, ma się nielichy kłopot z zachowaniem poprawności i niepopełnieniem poważnego błędu. Autor „Miecza Radogosta” wybrał pogański okres Słowian, który nie został obszernie opisany w kronikach. Dzięki temu, korzystając z dostępnych dokumentów, miał możliwość sporządzić obraz zbliżony do tamtych czasów, uwzględniając panujące rody, jednak mógł także pobawić się fikcją, dodatkowo wzbogacając przedstawiony świat żywą mitologią i folklorem Słowian. Nie jest to często spotykane w literaturze fantasy, która skupia się w większości na wzorcach przejętych z Zachodu. Dlatego „Miecz Radogosta” – i cały cykl – zasługuje na uwagę nie tylko fanów Sapkowskiego czy Howarda, ale również pasjonatów pogańskiej kultury i czytelników szukających czegoś nowego, świeżego i niepowtarzalnego w literaturze fantastycznej.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja