Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Epicki niewypał – czyli o tym, jak doskonale spartaczyć Apokalipsę, a potem fachowo kaskadować obowiązki – recenzja przedpremierowa książki „Komornik”

Człowiek – to brzmi dumnie. Człowiek to jedyna istota we Wszechświecie, która potrafi doskonale kłamać, oszukiwać, lawirować, unikać odpowiedzialności i spieprzyć dosłownie wszystko. Nawet Apokalipsę. Taaak… Aniołowie mogą się wiele od człowieka nauczyć. I uczą się, uczą, a jakże! Szkoda, że czasami odrobinę za późno…

„Bo czas płynął, armie Armageddonu szalały, a my wciąż jeszcze żyliśmy”

Brzmi jak klasyczny cytat z dowolnej postapokalipsy, prawda? Bo postapo, jak wiadomo, ma różne oblicza. Grzybki nuklearne, eksplozje termojądrowe, broń biologiczna, katastrofy ekologiczne, globalne ocieplenie, tajemnicze, dziwaczne pandemie, zombie, a potem tylko lodowe pustynie albo nieznośny skwar. Wszędzie krew, śmierć, dym, zgliszcza, upadająca ludzkość dążąca do samozagłady, niedobitki kryjące się po kanałach i te sprawy… Stop! A może by tak… postapokalipsa biblijna? Aniołowie Zagłady, Jeźdźcy w płonących rydwanach, siedem pieczęci, rzeki piołunu, deszcze ognia, spadające gwiazdy, grzmot spiżowych trąb, Szarańcza, Cherubini, Serafini… Jebudu bum! I świata nie ma. Badum tsss… Eeee, nie dramatyzujmy. Od razu, że nie ma. A gdyby tak coś jednak, mówiąc kolokwialnie, nie pykło? Serio? No serio!

Dokładnie takie pranie mózgu zafundował swoim czytelnikom Michał Gołkowski, znany już z cyklu o Stalkerach i „Stalowych szczurów”, a także doskonałych przekładów literatury rosyjskiej. O ile już od udanego debiutu autora uważam go za pisarza zdolnego i ambitnego, o tyle tym razem nie mogę przegonić ze swoich myśli natarczywego pytania: „Jaki chory umysł mógł stworzyć taką wizję?”. Powszechnie zaś wiadomo, że umysł im bardziej chory, tym genialniejszy. Toteż niniejszym już teraz pragnę serdecznie pogratulować Michałowi Gołkowskiemu genialnie chorego umysłu.

Już sam pomysł na świat przedstawiony powala oryginalnością i poziomem absurdu. A co z wykonaniem?

„Na naszych oczach z założenia epicka Apokalipsa zamieniła się w smętną tragifarsę”

Brzmi pięknie! Tylko jak to opisać? Da się? Da się! Gołkowski udowodnił, że potrafi.

Cięty dowcip, absurdalny humor słowno-sytuacyjny i solidna dawka charakterystycznego cynizmu w połączeniu z naturalizmem i obrazowością opisów, naprawdę ciężką brutalnością i ponurym klimatem, z wierzchu okraszone tak cudnie idiotycznie (Pardon!) brzmiącym stylem urzędowo-kancelaryjnym. Oto idealny przepis na literacką bombę – niezwykle trudną do poprawnego skonstruowania, a jednocześnie wybitnie spektakularną, jeśli tylko plan się powiedzie. A Gołkowskiemu się powiódł. (W tle ryk trąb jerychońskich i łoskot walących się murów).

„Komornik” mimo wszechobecnego, doskonale abstrakcyjnego humoru jest lekturą ze wszech miar dołującą. Tak, to naprawdę możliwe! Świat przedstawiony został tu zaprezentowany z dużą dozą dystansu, jest wprawdzie groteskowy, ale także okrutny, brutalny i w bardzo pokrętny sposób depresyjny. Powieść wzbudza całą paletę najróżniejszych emocji – wywołuje niekontrolowane wybuchy śmiechu, wzrusza, skłania do refleksji, a niekiedy… zwyczajnie dezorientuje.

Jeśli dorzucić do tego wartką akcję, naturalne dialogi i potoczysty, zgrabny język… Powiedzcie sami… czy to nie brzmi świetnie?

Naprawdę nie wiem, co jest trudniejszym zadaniem – wymyślenie czegoś równie oryginalnego i innowacyjnego czy opisanie tego w sposób niemęczący i strawny dla potencjalnego odbiorcy. Ale czy to ważne, skoro Gołkowskiemu udało się jedno i drugie?

I jeszcze coś! Gołkowski potrafi posługiwać się nawet językiem powszechnie uważanym za typową, skandaliczną i generalnie nie do przyjęcia tzw. mowę nienawiści w sposób zupełnie nierażący, nieoburzający i niebudzący jakiejkolwiek niechęci.

„Ezakiel Siódmy, oficjalny Komornik na usługach Góry w trakcie wykonywania obowiązków służbowych…”

Jeszcze jednym, niezwykle istotnym atutem „Komornika” jest kreacja głównego bohatera. Ezekiel Siódmy to postać wykreowana pod każdym względem genialnie. Taki Geralt koszernej postapokalipsy. Cyniczny profesjonalista bardziej ludzki niż większość normalnych przedstawicieli gatunku homo sapiens. Do tego prowadzi pierwszoosobową narrację w przecudnie gawędziarskim, lekkim stylu, dzięki czemu czytelnikowi bardzo łatwo jest się z nim utożsamić.

„Na początku miało być inaczej: świetliste kręgi, chóry i stopnie abstrakcji…”

A na koniec: Miało być merytorycznie, fachowo i profesjonalnie. Ale się nie da! Nie! Nikt (włącznie z redakcją, korektą i samym Naczelnym) nie powstrzyma mnie przed wyrażeniem mojej euforii w totalnie kolokwialnej i do granic możliwości niedopuszczalnej formie.

Panie Gołkowski, tak bardzo trafiłeś Pan w moje klimaty! Jaram się! Koszernie, rzecz jasna. Niczym krzew gorejący, głowa Serafina i gladius Ezekiela Siódmego razem wzięte.

Ocena: 5/5

Dyskusja