Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Jak opowiadać historię? – recenzja książki „Turniej cieni”

Historia to chyba jeden z najbardziej znienawidzonych przedmiotów w szkole, szczególnie gdy uczniowie mają mieć do czynienia z dziejami dziewiętnastowiecznej Polski. Jednocześnie jest to niewdzięczny przedmiot nie tylko dla młodzieży poznającej dzieje swej ojczyzny, ale także nauczycieli, bo niejednokrotnie ci drudzy nie potrafią lub nie mają czasu na zainteresowanie niektórymi wydarzeniami tych pierwszych.

A historia, taka przez wielkie „H”, może być zaskakująca i pasjonująca. Zamiast wkuwać nudne daty, nic nieznaczące nazwiska czy nazwy organizacji, wystarczy sięgnąć po powieść. Zbeletryzowana w odpowiedni sposób historia Polski może być naprawdę fascynująca. Przykładem na to jest „Turniej cieni” Elżbiety Cherezińskiej.

Wielką Grę czas zacząć

Akcja powieści rozgrywa się w latach trzydziestych XIX wieku. Kluczem do panowania nad Azją jest Afganistan, o który Wielka Brytania rywalizuje z Rosją. W rozgrywkę pomiędzy mocarstwami wplątani są także Polacy. Jan Witkiewicz, zesłany na Syberię, trafia do Afganistanu, z którego pragnie za wszelką cenę wrócić do Polski. Adam Gurowski, uczeń Hegla i przyjaciel Heinego, rozgoryczony po porażce powstania listopadowego, zmienia swoje poglądy i staje się zdrajcą sprawy polskiej. Z kolei Rufin Piotrowski pozostaje wiernym patriotą i najsłynniejszym uciekinierem z syberyjskiej katorgi. Losy tych trzech postaci przetną się gdzieś daleko od domu, a wszyscy dostaną się w żarna, których kamieniami są Anglia i Rosja.

Elżbieta Cherezińska ma niebywały talent do tworzenia bardzo rozbudowanych fabuł. Rozmiarami straszyły „Korona śniegu i krwi” oraz „Niewidzialna korona”. Do kolekcji prawdziwych książkowych cegieł dołączył też „Turniej cieni”. Tomiszcze ma ponad osiemset stron i wcale nie za dużą czcionkę, ale czyta się je jednym tchem.

Martyrologio, idź precz!

Na ludziach biorących udział w jakimkolwiek powstaniu narodowym ciąży przekleństwo mitologizacji postaci i tworzenia ich kryształowych wizerunków. A wiemy przecież, że nie ma ludzi idealnych, Jasnej czy Ciemnej strony Mocy (choć co niektórzy chcą nam za wszelką cenę wmówić, że „białe jest białe, a czarne jest czarne”). W życiu dominują odcienie szarości, a powstańcy byli po prostu ludźmi takimi jak my, postawionymi w trudnych momentach historii.

Cherezińska doskonale rozumie ten mechanizm i nie waha się wejść w szarości. Bohaterami jej powieści są postacie historyczne, ale nie te znane ze stron podręczników, tylko stojące nieco w tle i zapomniane. Dzięki temu autorka dysponowała większą swobodą w opisywaniu poszczególnych osób i pokazywaniu, jakie pobudki skłoniły je do takich, a nie innych wyborów. Gurowski, pomimo antypatycznej natury i tego, że raczej nie daje się lubić, posiada cechy, które można jednak zaakceptować. Z kolei Piotrowski to nie taki anioł, za jakiego można by go uważać, patrząc na dokonania i poglądy.

Początkowo odniosłam wrażenie, że każdy osobny wątek poświęcony danej postaci prowadzi na manowce – są tak różne i toczą się w odmiennych miejscach: Anglia, Francja, carska Rosja czy odległe Syberia i Afganistan. Jednak losy bohaterów są przedstawione w tak ciekawy i plastyczny sposób, że dość szybko przyzwyczaiłam się do charakterystycznych przeskoków i po kilkudziesięciu stronach nie miałam już problemu z odnalezieniem się w tym świecie. Obserwowanie wielkiej szachownicy, jaką stał się Afganistan i pionków przesuwanych przez ówczesne polityczne europejskie potęgi sprawiło mi niemałą przyjemność. Nudne polityczne spory, jakimi raczą w szkołach nauczyciele historii, nabrały rumieńców, a zapamiętane z lekcji nieliczne fakty – sensu.

Szpiedzy tacy jak my

„Turniej cieni” to powieść, w której niebagatelną rolę odgrywają agenci specjalni mocarstw Anglii i Rosji, ale nie tylko, bo na ciągłym ścieraniu się dwóch potęg chcą także zyskać mniejsi gracze. To także historia przedstawiająca ogromny wpływ mediów na nastroje społeczne. To, co dzisiaj jest na porządku dziennym i odbywa się na wielką, światową skalę, miało swe początki w dziewiętnastowiecznej prasie. Manipulacja informacjami przez największe i najpoczytniejsze ówczesne gazety brytyjskie jak żywo przypomina działania dzisiejszych mediów.

Najnowsza powieść Cherezińskiej imponuje rozmachem. Plastyczne opisy, świetne dialogi czy sugestywne przedstawienie motywacji, jakimi kierują się bohaterowie, to niewątpliwie największe plusy tego tytułu. Owszem, w fabule zdarzają się zgrzyty czy dłuższe przestoje, ale nie występują one aż tak często, jak mogłoby się wydawać, patrząc na rozmiary książki. „Turniej cieni” warto przeczytać, by przekonać się, że historia Polski jest równie fascynująca jak dzieje innych państw.

Ocena: 4/5

Dyskusja