Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Klasyka w nowym wydaniu – recenzja książki „Sześć światów Hain”

Ursuli Le Guin nie trzeba nikomu przedstawiać. Autorka zawładnęła sercami tysięcy wielbicieli fantastyki, tworząc cykl „Ziemiomorze”, który na stałe wpisał ją do panteonu sław tego gatunku. Ale przygody Krogulca to nie jedyne ważne dla historii literatury dokonanie pisarki. Spod pióra Le Guin wyszedł także Cykl Haiński (Ekumena), który zrewolucjonizował science fiction, wyodrębniając z tego gatunku gałąź nazwaną soft fiction i tym samym wytyczając nowe ścieżki dla kolejnych pokoleń twórców.

Niedawno, nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka, ukazał się zbiór sześciu opowieści, których akcja rozgrywa się w świecie Ekumeny. Wcześniej wydane jako osobne tytuły, teraz zostały zebrane w jednym tomie, zyskując piękną szatę graficzną i… spore rozmiary, bo „Sześć światów Hain” to spore tomiszcze.

Sześć światów

Na omawiany cykl składają się: „Świat Rocannona”, „Planeta wygnania”, „Miasto złudzeń”, „Lewa ręka ciemności”, „Słowo <las> znaczy <świat>” oraz „Wydziedziczeni”. Niestety, brakuje tu zamykającego całość „Opowiadania świata”, które w Polsce ukazało się w 2001 roku oraz opowiadań osadzonych w tym uniwersum. Prezentowane utwory zostały zamieszczone w kolejności ukazywania się oryginalnych wydań na rynku, a nie według chronologii wydarzeń (która nie odgrywa istotnej roli w odkrywaniu tego złożonego uniwersum).

Akcja powieści rozgrywa się w świecie Ekumeny, w której Liga Wszystkich Światów jednoczy planety zasiedlone przez potomków starożytnej rasy Hain. W dalekiej przeszłości Haińczycy skolonizowali liczne planety, które z biegiem czasu utraciły ze sobą kontakt i zapomniały o łączących je więzach. Po wielu latach chcieliby się pojednać i zbliżyć stworzone przez siebie cywilizacje. Początkowe niepowodzenia nie zrażają pomysłodawców i w końcu udaje się im zawiązać konfederację. Tak rodzi się Ekumena, dobrowolny związek światów mający wzajemnie przekazywać sobie wiedzę oraz pomoc.

Sześć kultur

Le Guin zaczęła pisać pierwszą powieść w latach 60. ubiegłego wieku, gdy na rynku dominowały raczej powieści spod znaku hard sf. Jednak zamiast skupiać się na opisywaniu technologii przyszłości, autorka poszła krok dalej – odległa Ekumena stała się pretekstem do snucia refleksji nad konsekwencjami, które pojawiają się, gdy różne światy oraz kultury zderzą się ze sobą. I choć z Cyklu Haińskiego wywodzi się często wykorzystywany przez późniejszych pisarzy (m.in. Orsona Scotta Carda, Franka Herberta czy Dana Simmonsa) wynalazek ansibla (maszyny umożliwiającej natychmiastową komunikację), to jednak uwaga Le Guin poświęcona jest przede wszystkim ewolucji człowieka w danym środowisku. A ta na każdej z opisywanych planet przebiegała w odmienny sposób.

W kolejnych częściach cyklu pisarka koncentruje się na sprawach lokalnych, a nie na tak często spotykanej u innych twórców wielkiej polityce międzyplanetarnej. Takie skupienie na mniejszych społecznościach oraz jednostkach pozwala poruszyć szereg problemów, które są odzwierciedleniem zagadnień trapiących człowieka także współcześnie. Autorka porusza między innymi kwestie z zakresu tożsamości płciowej („Lewa ręka ciemności”), ekologii („Słowo <las> znaczy <świat>”) czy polityki („Wydziedziczeni”); pokazuje problemy, jakie mają dwie współistniejące obok siebie, ale jednak odmienne, kultury („Miasto złudzeń”) oraz trudności z porozumieniem się i wzajemnym zrozumieniem nawet na najniższym poziomie komunikacji przedstawicieli pochodzących z dwóch różnych światów („Świat Rocannona”).

Co ciekawe, choć Le Guin podejmuje wiele ważkich tematów, udało jej się uniknąć nachalnego moralizatorstwa. Pisarka nie wybiera strony, z którą wyraźnie sympatyzuje – tę kwestię pozostawia czytelnikowi, podobnie jak osądzanie działań bohaterów i całych społeczeństw. Dzięki temu, pomimo upływu lat, jej proza w ogóle się nie starzeje, a opisywane kwestie są nadal aktualne.

Sześć historii

„Sześć światów Hain” to pod niektórymi względami wymagająca lektura. Czytelnik szukający wartkiej akcji pełnej gonitw, wybuchów czy kosmicznych walk może poczuć się rozczarowany. Le Guin prowadzi akcję nieśpiesznie, pozostawiając czas na refleksję i dogłębne poznawanie przedstawianego świata, a wizje, jakie kreuje, oszałamiają rozmachem i pomysłowością.

Podobnie rzecz się ma z bohaterami. Trudno tu szukać kogoś na miarę Krogulca, postaci, która spoi wszystkie powieści w jedną całość. Każda część cyklu opowiada o kimś innym, pokazuje jego własne zderzenie z odmienną kulturą. Jednak jedna cecha pozostaje niezmienna – w centrum historii tkwi człowiek, niezależnie od tego czy jest nim etnograf Rocannon, genialny fizyk Szevek czy mobil Genly Ai, wysłannik Ekumeny na planetę Gethen zamieszkałą przez hermafrodytów. Postrzeganie świata i kulturowy bagaż, jakim nacechowany jest każdy bohater książki, to sposób pisarki na pokazanie losów całej ludzkości, zarówno tej z przyszłości, jak i współczesnej.

Jedno wydanie

Pomysł wznowienia „Sześciu światów Hain” i wydania wszystkiego w jednym tomie, z szatą graficzną pasującą do wcześniejszej zbiorczej edycji „Ziemiomorza” to moim zdaniem strzał w dziesiątkę. Młodsi czytelnicy mają niepowtarzalną okazję, by zapoznać się z klasyką literatury fantastycznej, a starsi przypomnieć ją sobie. Szkoda tylko, że zabrakło jakiegoś słowa wstępnego, przedmowy badacza, w którym zostałby omówiony fenomen Cyklu Haińskiego i jego wartość w dorobku światowej fantastyki.

„Sześć światów Hain” to znakomity, opierający się upływowi czasu, cykl, który powinien poznać każdy wielbiciel science fiction oczekujący od tej literatury nieco więcej niż tylko konfliktów zbrojnych na kosmiczną skalę i technologicznych wynalazków zmieniających wszechświat lub niszczących planety. Bo wojny prowadzą cywilizacje, a każda z nich posiada jakąś kulturę, którą warto poznać. A to z kolei skłania do głębszego zastanowienia się nad tolerancją dla różnorodności ludzkich postaw i odmiennych sposobów na życie. Bo tych jest tyle, ilu jest ludzi, a żaden z nich nie posiada monopolu na idealny model społeczeństwa.

Ocena: 5/5

Dyskusja