Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Kosmiczne podróże i sztuczna inteligencja – recenzja książki „Głębia. Skokowiec”

Marcin Podlewski to pisarz i publicysta znany szerszemu gronu odbiorców głównie dzięki opowiadaniom, które ukazywały się w m.in. w „Nowej Fantastyce”, „Science fiction po polsku 2”, „Zombiefilii” i „Księdze Wampirów” oraz powieści „Happy End”. „Głębia. Skokowiec” jest pierwszym tomem cyklu o Wypalonej Galaktyce, utrzymanego w konwencji postapokaliptycznej space opery. Zapowiedź takiej mieszanki sama w sobie wydawała mi się obiecująca, zwłaszcza że na współczesnym polskim rynku fantastycznym raczej trudno natknąć się na podobne połączenie. Miałam nadzieję, że nie zawiodę się, dając mu szansę, a wizja Podlewskiego będzie na tyle fascynująca i rozbudowana, że nawet nie odczuję, kiedy skończę wertować ponad siedemset stron książki. Bądź co bądź, autor doczekał się nominacji do nagrody imienia Janusza A. Zajdla i wygrał kilka konkursów literackich, więc uznałam to za pewien wyznacznik jakości, jaką powinna reprezentować jego twórczość. Co otrzymałam? Czy pierwszy tom „Głębi” spełnił moje oczekiwania i pozostawił z apetytem sięgnięcia po kolejną część serii?

Wydarzenia przedstawione w „Głębi. Skokowcu” mają miejsce w odległej przyszłości i dotyczą działań załóg statków kosmicznych, które przemierzają wyniszczoną przez wojny Drogę Mleczną. Myrton Grunwald kompletuje nową załogę i wyrusza w podróż skokowcem o wdzięcznej nazwie Wstążka. W tym samym czasie swoją wyprawę kontynuuje również kilku innych indywidualistów z intrygującą przeszłością, sekty – Elohim, Stripsowie oraz Zbiór sieją postrach i zniszczenie, a astrolokatorka, Pinsleep Wise, zmaga się z nietypowymi, niepokojącymi wizjami. Przemieszczanie się po galaktyce ułatwia tajemnicza Głębia, która jednak może być przyczyną postradania zmysłów. Nieodłącznym elementem życia ludzi jest dostęp do nowoczesnych technologii, personali i Strumienia. Maszyny kontrolują statki i są podporządkowane załodze, ale jednocześnie wciąż budzą trwogę o powrót czasów ich dawnej świetności oraz konfliktów pomiędzy nimi a ludzką rasą. Czy strach przed powrotem niesamowicie inteligentnych maszyn okaże się uzasadniony? Co wydarzy się podczas wyprawy załogi Wstążki? Jeżeli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania – sięgnijcie po powieść Marcina Podlewskiego.

Postacie wykreowane przez Podlewskiego to bardzo różnorodne, szczegółowo zarysowane grono. Nie ma tu stricte czarnych bądź białych charakterów – większość z nich to w pewnym zakresie indywidualiści z bogatą przeszłością i sporymi ambicjami. Główne bohaterki, Kirke Bloom i Pinsleep Wise, to złożone, silne osobowości. Umiejętność zachowania stalowych nerwów w niemal każdej sytuacji sprawia, że ich działania śledzi się z przyjemnością. Losy męskich postaci również przykuwają uwagę i są dość nieprzewidywalne, ale odniosłam wrażenie, że zostały opisane w bardziej ogólnikowy sposób, jakby ich los był nieco mniej ważny w kontekście całej historii. Myrton Grunwald jest odważny, zdeterminowany, ale uzależniony od alkoholu. Pomimo swojej złożoności, traci na wyrazistości w porównaniu do reszty swojej załogi i agresorów. Bardzo ciekawie i wiarygodnie zostały przedstawione reakcje ludzi na sekty, ich zagadkowość oraz obcość. Relacje między bohaterami wypadają całkiem nieźle i intrygująco, choć znacznie lepiej śledziło mi się ich samodzielne poczynania i monologi wewnętrzne.

W „Głębi. Skokowcu” jest sporo szczegółowych opisów różnych urządzeń i technologicznych określeń, ale nie przeszkadzało mi to w czytaniu. Język charakteryzuje barwność i prostota. Fabuła bywa nieprzewidywalna, nie brakuje pełnych akcji scen i odrobiny mrożących krew w żyłach momentów. Powieść ma świetny klimat, a wszystkie wydarzenia ładnie się ze sobą wiążą. Marcin Podlewski prowadzi narrację z kilku perspektyw, dzięki czemu czytelnik ma okazję lepiej poznać osobowość i punkt widzenia poszczególnych bohaterów. Rozdziały rozpoczynają się krótkimi fragmentami z dzieł wymyślonych na potrzeby uniwersum, co stanowi dodatkowy atut. Realia, w których toczy się historia, są świetnie wykreowane, wiarygodne, intrygujące, dokładnie omówione, ale jednocześnie pozostawiają odbiorcę głodnego nowych informacji, bo znajdzie się tu kilka niewyjaśnionych zjawisk i zagadnień – choćby tytułowa Głębia bądź nieznane fakty z Wojny Maszynowej. Połączenie postapokalipsy ze space operą okazało się w tym wypadku dobrym i przemyślanie rozwiniętym pomysłem.

Powieść Marcina Podlewskiego to obiecujący początek serii o przygodach ludzi w wyniszczonej przez wojny galaktyce. Uniwersum stworzone przez autora jest bardzo złożone i klimatyczne. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że kolejna część „Głębi” będzie co najmniej tak samo intrygująca.

Polecam: wielbicielom science fiction – zarówno tym początkującym, jak i zagorzałym czytelnikom poszukującym rozbudowanego, oryginalnego uniwersum.

Nie polecam: osobom wrażliwym na dość szczegółowe, pełne technologicznych informacji opisy.

Ocena: 5/5

Dyskusja