Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Krzyżem i toporem czarcią hołotę – recenzja wydania DVD filmu „Łowca czarownic”

Vin Diesel jako brodaty rycerz siekający płonącym mieczem czarownice i inne piekielne pomioty w obrazie Brecka Eisnera, reżysera przeciętnych filmów pokroju „Sahary”… Czy to się mogło udać? Okazuje się, że tak!

Tytułowym bohaterem „Łowcy czarownic” jest Kaulder, wojownik mitycznego zakonu Topór i Krzyż, którego rodzina została zebrana przez żniwo Czarnej Śmierci. Protagonista w akcie zemsty unicestwia odpowiedzialną za zarazę Królową Czarownic. „Stety”/niestety, wiedźma przed wyzionięciem ducha przeklina mężczyznę, skazując go na nieśmiertelne życie w samotności. Jednak Kaulder nie próżnuje i postanawia spędzić otrzymany czas na zmniejszaniu populacji sługusów ciemności. Po ośmiuset latach, we współczesnym Nowym Yorku, czarnoksiężnik Belial uknuł intrygę mającą na celu wskrzeszenie Królowej i obrócenie cywilizacji ludzi wniwecz.

Łowcę w ocaleniu świata wspiera rudowłosa czarownica Chloe (Rose Leslie, Ygritte z „Gry o Tron”) oraz Trzydziesty siódmy Dolan* (Elijah Wood). W obsadzie znalazło się także miejsce dla Michaela Kane’a, który wcielił się w Alfreda… wróć! Miałem na myśli Dolana Trzydziestego szóstego, emerytowanego księdza, a prywatnie przyjaciela Łowcy.

Oś fabuły zbudowano wokół wątku detektywistycznego. Kaulder podąża tropem Beliala przez mroczne zakamarki Nowego Yorku odkrywając zakrojony na szeroką skalę spisek czarownic, żądnych eksterminacji rodzaju ludzkiego. Podczas śledztwa, główny bohater nie omieszka skorzystać zarówno z broni białej, jak i palnej, a kiedy trzeba, sięgnie też po magiczne runy, rozpętując prawdziwe piekło. W produkcji nie brakuje widowiskowych pojedynków na czary, strzelanin, pościgów oraz ogromnych potworów.

Trzeba zaznaczyć, że scenarzyści wykreowali w „Łowcy czarownic” ciekawe i spójne uniwersum. Począwszy od zamieszkujących go stworów, po genezę wojny między istotami magicznymi a zakonem Topora i Krzyża. Na płycie z filmem, znajdziemy cztery krótkie animacje, budujące tło opowiadanej historii oraz półgodzinny materiał poświęcony kulisom prac nad filmem. W dobie kastracji wydań DVD „Łowca Czarownic” stanowi bardzo miłą odmianę.

Kreację bohaterów również należy uznać za udaną. Vin Diesel robi wszystko, aby nadać spojrzeniu Kauldera nutę nostalgii i przekonać widza, że mamy do czynienia z protagonistą, który wiele przeszedł podczas ośmiu wieków życia. Oczywiście, głównym zadaniem aktora jest tutaj bieganie ze strzelbą albo wywijanie mieczem, jednakże ten występ stanowi miłą odmianę w jego karierze. Rose Leslie jako młoda, niepokorna czarownica kradnie sceny i stanowi element humorystyczny. Michael Kane nie ukrywa, że ponownie gra Alfreda, ale robi to we wdzięczny i sympatyczny sposób.

Niestety, zdecydowanie słabo wypada postać czarnego charakteru – Beliala, stworzona przez islandzkiego aktora Ólafura Darri Ólafssona. Antagonista w zamierzeniach kreowany na czarnoksiężnika-zakapiora, wywołuje u widzów

co najwyżej pobłażliwy uśmiech. Wszystko z powodu wyraźnej nadwagi aktora. Na nic się nie zdaje chrypliwy głos i potężne czary, gdy podczas scen akcji Belialowi trzęsą się policzki. Rolę Islandczyka rekompensuje na szczęście obecność Królowej Czarownic (co ciekawe, jej odstraszający wygląd został w całości osiągnięty dzięki tradycyjnym efektom specjalnym, których sporo w filmie uświadczymy). Wiedźma wywołuje niepokój, a jej motywacja potęgowana chęcią wytępienia ludzi wcale nie jest naiwna. Królowa należy do przedwiecznego gatunku Hexenów, istot władających siłą żywiołów, których hegemonia została zachwiana poprzez pojawienie się człowieka i jego niszczycielskich zapędów. Niczym szalona obrończyni przyrody, wiedźma postanowiła przywrócić równowagę w naturze, uznając ludzkość za szkodniki i zsyłając na nią zarazę.

Podsumowując: „Łowca czarownic” prezentuje się dobrze. To film nastawiony na czystą rozrywkę, obfitujący w duże ilości dynamicznych sekwencji, przyzwoite efekty specjalne oraz klimatyczną ścieżkę dźwiękową autorstwa Steve’a Jablonskiego (wszystkie części „Transformers”). Nie jest to dzieło idealne, w finalnych aktach, pojawia się sporo nielogiczności oraz „zaskakujących” zwrotów akcji, na których sensowne wyjaśnienie nie starczyło już czasu ekranowego. To kino sensacyjne z elementami fantastyki na poziomie, godne pierwszego „Underworlda”. Oprócz wspomnianych animacji i dokumentu, na płycie z filmem znajdziemy także sceny usunięte oraz teledysk Ciary do jej coveru piosenki „Paint It, Black”. Bogate wydanie DVD jak najbardziej przemawia za kupnem filmu. Jako odprężający, niezobowiązujący seans (przy osławionym schabowym), obraz Brecka Eisnera sprawdza się wyśmienicie.

* Dolanami nazywano zakonników pełniących funkcję doradców i opiekunów Kauldera.

Ocena: 4/5

Dyskusja