Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Na miarę czasu… – recenzja książki „EuroDżihad”

Czytelnicy, którzy nie sięgnęli po „EuroDżihad” Marcina Wolskiego bez świadomości, że jest to już drugie wydanie książki napisanej w 2008 roku (a do tego ominęli przedmowę), mogą być mocno zdziwieni, dowiadując się o tym fakcie. Dlaczego? Ponieważ fabuła i problematyka książki jest tak do bólu aktualna, że aż trudno uwierzyć, że autor nie inspirował się wydarzeniami, które… wydarzyły się nie dalej jak kilka miesięcy temu.

Intryga na miarę czasu

Powieść doskonale wstrzeliła się w obecne nastroje społeczne. Jej akcja rozpoczyna się od zamachu dokonanego przez nieznaną dotąd organizację terrorystyczną. Sprawcami są oczywiście ekstremistyczni islamscy imigranci, planujący zniszczyć aktualny ład kultury europejskiej od wewnątrz. Do pierwszych tragedii dochodzi natomiast… uwaga, uwaga!… we Francji. Brzmi znajomo? Ofiarami padają homoseksualiści celebrujący zawarcie związków małżeńskich, a następnie Żydzi wybierający się do Auschwitz na Marsz Żywych. Robi się coraz bardziej tendencyjnie, prawda?

Jakby tego wszystkiego było mało, autor wprowadza do fabuły kolejne „swojskie” elementy. Motyw zamachów terrorystycznych nagle płynnie łączy się z innym wątkiem – aferą polityczną, podszytą jakże dobrze znanym współczesnemu czytelnikowi fałszem, obłudą, hipokryzją i ideologiczną manipulacją. Okazuje się, że nic nie jest takie, jakim się wydaje. Wolski umiejętnie wykorzystuje doktrynę szoku znaną z głośnej publikacji Naomi Klein, a głowy czołowych państw UE ukazuje w genialnie akuratnym krzywym zwierciadle, z doskonale wyważoną dawką błyskotliwej ironii.

Bond na miarę czasu

Jak na porządną popową sensację przystało, w powieści takiej jak „EuroDżihad” nie mogło zabraknąć bohatera na kształt nieśmiertelnego Jamesa Bonda. Również na miarę czasu, a jakże! W tej roli obsadził więc Wolski nie kogo innego, jak… polskiego hydraulika (sic!). Stanisław Frąckowiak także okazuje się oczywiście nie tym, kim wydawał się z pozoru – w rezultacie czytelnik dowiaduje się, że zamieszkały na francuskiej prowincji imigrant z kraju nad Wisłą to wybitnie zdolny były policjant śledczy, poszukujący świętego spokoju po rozwodzie i aferze korupcyjnej, jaką wykrył kilka lat wcześniej na swojej macierzystej komendzie.

Ślepy traf sprawia, że Staś zostaje mimowolnym świadkiem obu zamachów, co nieoczekiwanie rozbudza w nim uśpione instynkty i w efekcie przemienia w prawdziwego superglinę. I tutaj zaczyna się robić naprawdę ciekawie! Frąckowiak, bohater wykreowany iście po sienkiewiczowsku „ku pokrzepieniu serc”, wraz z napotkaną po drodze młodą szwajcarską kochanką i starym kumplem – wiekowym Żydem-dziennikarzem, wdaje się w globalną aferę na całego. Nie mogąc znieść wybitnej nieudolności służb specjalnych niemal całej Europy, rozpoczyna prywatne śledztwo i przeistacza się w jedynego człowieka, który może stanąć pomiędzy głowicą nuklearną a pokojem na świecie. Dzielny Polak niczym Jan Sobieski pod Wiedniem rusza do akcji ratowania pogrążonej w moralnym upadku Europy przed zagrożeniem islamskiego terroru. Rozwiązanie jakże piękne w swym naiwnym patosie i oczywistości!

Akcja na miarę czasu

„EuroDżihad” to przede wszystkim bardzo sprawnie napisana powieść sensacyjna. Jednocześnie mocna i typowo rozrywkowa. Dynamiczna akcja, spektakularne pościgi, dość banalna, jednak konsekwentnie snuta intryga, archetypiczni bohaterowie i zaskakujący finał, czyli wszystko to, co w literaturze sensacyjnej – jeśli umiejętnie wykonane – stanowi podstawowe atuty. Nawet ewidentna naiwność niektórych rozwiązań fabularnych nie sprawia wrażenia niedopracowania, ale celowego zabiegu, elementu konwencji. Lekkie pióro Wolskiego sprawia, że książkę czyta się szybko i przyjemnie.

Wnioski na miarę czasu

Możnaby sądzić, że „EuroDżihad” to powieść mocno ideologizująca. Z tego powodu wątpliwości, czy sięgnąć po tę książkę, mogą mieć przede wszystkim odbiorcy o poglądach lewicujących lub raczej liberalnych, szczególnie jeśli znają choć trochę biografię Marcina Wolskiego – pisarza mocno prawicowo-konserwatywnego. Spieszę więc te dylematy rozwiać. Podłoże ideologiczne powieści nie jest nachalne i bez problemu da się przełknąć. Skoro nawet mnie – osobie dość aktywnie działającej w ruchach lewicowych i równościowym – nie przeszkadzało, wnioskuję, że mogłoby uwierać jedynie osoby światopoglądowo nadwrażliwe.

Nie znaczy to, że kontrowersyjne myśli w ogóle się tutaj nie pojawiają. A jakże! Dzielny Polak ratuje świat przed złymi muzułmanami, pod koszulą nosi szkaplerz i święcie wierzy w to, że „jedynie na wartościach chrześcijańskich da się zbudować bezpieczeństwo współczesnej kultury europejskiej”. Wolski unika jednak przemycania tego typu haseł w narracji , wpisuje je raczej w monologi wewnętrzne postaci, dzięki czemu tracą one na autorytarnym charakterze. Pisarz przez cały czas gra na stereotypach, robi to jednak w sposób nierażący, z odpowiednią dawką ironii i humoru.

Na uwagę zasługuje również nowa oprawa graficzna. Utrzymana w czarno-czerwono-białych barwach grafika okładkowa, przedstawiająca posępnego dachowego gargulca obserwującego panoramę Paryża, z wieżą Eiffla wpisaną w tytuł i flagą z arabskimi napisami u dołu, znacznie lepiej harmonizuje z treścią powieści i prezentuje dużo wyższy poziom artystyczny niż wersja znana z poprzedniego wydania.

Podsumowując, „EuroDżihad” to interesujące sensacyjne czytadło na miarę czasu – dotykające aktualnej problematyki, sprawnie napisane, jednocześnie swojskie i doskonale wpisujące się we współczesną popkulturę. Dobra lektura rozrywkowa, mogąca wzbudzić w czytelniku ciekawe refleksje – aczkolwiek z pewnością nie w każdym takie, jakich mógł życzyć sobie sam autor.

Ocena: 4/5

Dyskusja