Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Niebanalna opowieść o rycerzu – recenzja książki „Czerwony Rycerz” autorstwa Milesa Camerona

„Zapomnijcie o Jerzym i smoku. Zapomnijcie o sir Lancelocie i rycerskich opowieściach. To będzie brudna robota. Poleje się krew, pofruną flaki. Oto najemny rycerz, jakiego jeszcze nie widzieliście”. Oto krótki opis, który sugeruje, że „Czerwony Rycerz” różni się od zwykłej opowieści o czasach średniowiecznych. Czy aby na pewno tak jest?

„Czerwony Rycerz” to z pozoru zwyczajna powieść fantasy. Tytułowym bohaterem jest kapitan oddziału najemników, który zostaje wynajęty do obrony żeńskiego klasztoru przed stworzeniami z Dziczy (choć na początku miał być to tylko jeden stwór, nazywany wiwernem…). Ciekawy świat, oparty na wczesnochrześcijańskiej Brytanii (królestwo Alby), kompania rycerzy-najemników, a do tego wojna z nieludzkimi siłami zła – to bez wątpienia brzmi oryginalnie.

Na początku książki pojawia się tak duża liczba bohaterów, że trudno się połapać w tym, kto jest kim. Czerwony Rycerz to postać, która najbardziej przykuwa uwagę – ze względu na młody wiek i skrywane tajemnice. Bardzo ciekawym elementem powieści jest świat przedstawiony, zwany Dziczą. To tak rozbudowana infrastruktura, że sama mogłaby być bohaterką całkiem obszernego utworu. W państwie dzieje się wiele, ale (co ważne) wszystkie wydarzenia – z pozoru tak różne – łączą się w konsekwencji w ciekawą całość. Co prawda w książce pojawia się sporo zapożyczeń z innych dzieł fantasy, ale są one tak wykorzystane i wplecione w fabułę, iż dodają jej niebanalnego uroku. Co ważne – Cameron bazuje nie tylko na nich, ale także na własnej pomysłowości. Stworzył szczegółowo opisany chrześcijański świat oraz wyrazistych bohaterów.

Książka jest wielowątkowa, a autor nie skupia się na przedstawieniu opowieści z perspektywy tylko jednego z bohaterów, ale pozwala nam spojrzeć na wydarzenia z każdej strony – zarówno tej dobrej, jak i złej. W jednym rozdziale znajdują się opisy sytuacji z wielu różnych fragmentów świata przedstawionego. Z jednej strony to pozytyw – czytelnik jest obeznany ze wszystkim, co dzieje się w całym państwie. Z drugiej jednak sprawia to, że łatwo zgubić się w opowieści, ponieważ ciężko skupić się na jednej sytuacji, a wyrywanie z zadumy i wyobrażeń przez przeskoki narracyjne między perspektywami poszczególnych postaci prowadzi do dezorientacji. Choć nagłe zmiany osób opowiadających mogą być gubiące, z pewnością tajemniczość rozmów, niewyjaśnione sprawy z przeszłości i niepełna wiedza o wątku, jaki autor przedstawia czytelnikowi prowadzą do jeszcze większej chęci poznania prawdy, a co za tym idzie – przeczytania książki.

„Poleje się krew, pofruną flaki” – tego nie zabrakło w tej powieści! Brutalne opisy bitew, zwłok i wylewających się ludzkich organów oraz dialogi między bohaterami, w których często pojawiają się wulgaryzmy, zostały zgrabnie napisane. Odbiorca jest w stanie sobie wyobrazić, co może widzieć dana postać, ale dobór słownictwa nie jest przesadzony, a wszystko zostało ubrane w klarowny język, dzięki czemu ma się wrażenie, że czytelnik ma do czynienia z literaturą wysokich lotów.

Książka należy do pozycji obszernych – liczy 847 stron. Charakteryzuje się solidnym wydaniem w grubej oprawie i z idealnie dopasowaną do tematyki ilustracją na okładce. Czcionka jest drobna, ale czytelna. Na dwóch ostatnich stronach znajdują się podziękowania od Milesa Camerona, z których możemy się dowiedzieć, że imiona rycerzy z pierwszej kompanii są imionami jego przyjaciół z lat studiów, a sam autor przyznaje, że do powstania powieści przyczyniło się jego uwielbienie dla takich pisarzy, jak wszystkim znany J.R.R. Tolkien czy (już mniej znany) współczesny autor E.R. Eddison. Nic dziwnego, że aż tyle uwagi Cameron poświęcił dokładnym opisom walk, bo (jak sam powiada) studiował rycerskie sztuki walki i jest to jego wielką pasją.

Ostatnimi czasy coraz ciężej jest trafić na książkę z kategorii fantasy, która będzie miała oryginalną fabułę i wniesie powiew świeżości do tego typu literatury. Miles Cameron zdecydowanie tego dokonał i wprowadził czytelników w nowy świat fantastyki, choć oparty na tym, co już było przedstawiane w innych pozycjach z tej kategorii (np. życie rycerskie). Wielu pewnie może odstraszyć tak spora objętość powieści, mimo wszystko jednak warto jest do niej zajrzeć i zaczerpnąć czegoś nowego.

Ocena: 3/5

Dyskusja