Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Rzymianie do domu! – recenzja książki „Zapomniany legion”

Za każdym razem, gdy sięgam po kolejną powieść, której akcja osadzona jest w jakimś wycinku historii antycznego Rzymu, przypomina mi się sławetna scena z filmu „Żywot Briana”.

Główny bohater, będąc członkiem Żydowskiego Ruchu Oporu (albo Ruchu Oporu Judei lub innej organizacji antyrzymskiej, bo nazwy tej bojówki wciąż ulegały zmianie), za nieznajomość łacińskiej gramatyki miał napisać na murach Jerozolimy sto razy – tym razem poprawnie – hasło „Rzymianie do domu”. Po lekturze kolejnej powieści sandałowej (co prawda ten termin odnosi się głównie do filmów, ale myślę, że w tym mogę go użyć także w tym przypadku) mam ochotę zakrzyknąć: „Pisarze do domu!”. No bo ile razy mam czytać odgrzewany kotlet w postaci kolejnej wariacji na temat losów Cezara, Brutusa i Kleopatry? Ile można wałkować ten sam (choć arcyciekawy) wątek upadku republiki rzymskiej? Ile razy jeszcze legiony będą przekraczać Rubikon?

Ben Kane akcję swojego debiutu literackiego również osadził w okresie schyłku republiki, gdy w Rzymie karty rozdawali Krassus, Pompejusz i Juliusz Cezar. Jednak w przeciwieństwie do innych pisarzy, skupił się na działaniach tej pierwszej postaci. A to „Zapomnianemu legionowi” wyszło tylko na dobre.

Spektakularna klęska

Przegrana w bitwie pod Carrhae (53 rok p.n.e.) to jedna z nielicznych militarnych klęsk Rzymian. Dość dobrze udokumentowana historycznie, rzadko jest kanwą powieści. Kane umiejętnie wykorzystał tę lukę snując swoją wersję historii sprzed dwóch tysięcy lat, gdy po przegranej bitwie ponad dziesięć tysięcy legionistów zaginęło gdzieś na wschodnich rubieżach republiki.

Głównymi bohaterami „Zapomnianego legionu” są trzej mężczyźni oraz jedna kobieta. Tarkwiniusz jest etruskim wojownikiem oraz ostatnim wróżbitą tego ginącego ludu. Brennus pochodzi z Galii, a przywieziony do Rzymu staje się jednym z najlepszych i najbrutalniejszych gladiatorów. Z kolei młody Romulus to chłopiec, który sprzedany do szkoły gladiatorów marzy o zemście. Jedyna w tym gronie niewiasta to niewolnica i prostytutka Fabiola chcąca za pomocą swego kochanka, Brutusa (tak, tego Brutusa), wyrównać rachunki ze swoim ojcem.

Bohaterowie z nizin społecznych

Tym, co wyróżnia powieść Kane’a od innych tytułów, są bohaterowie i tło społeczne. Postacie grające pierwsze skrzypce pochodzą z najróżniejszych, ale jednak najniższych warstw ludności zamieszkującej Rzym. To dzieci niewolników, jeńcy ze świeżo powstałych prowincji, gladiatorzy czy wreszcie ostatni przedstawiciele wymierającego ludu niegdyś podbitego przez potęgę znad Tybru. Senatorowie i nobilowie stanowią tło, ale także spiritus movens wydarzeń, bo to oni podejmują decyzje, które zaważą na losach czworga bohaterów. A tych, choć tak różnych, łączy jedna cecha – nienawiść do wszystkiego, co rzymskie.

Wydawać by się mogło, że ciekawe tło historyczne i tak różnorodne postacie sprawią, że powieść Kane’a, pomimo objętości (ponad sześćset stron) przeczyta się jednym tchem. Niestety, tak nie jest. Początek wlecze się niemiłosiernie, ale można powiedzieć sobie: dobra, dopiero zaczynam czytać, potem będzie lepiej. Nie, nie będzie. Kolejne strony to miejscami zbyt szczegółowe zapoznawanie się z losami postaci, przeskoki czasowe i opisy, które zamiast wprowadzać w klimat tamtych czasów, po prostu nużą. Być może jestem zwyczajnie niesprawiedliwa, ponieważ zajmowałam się antycznym Rzymem naukowo i nieraz trudno mi ocenić, czy, przykładowo, opisując miasto autor zwyczajnie leje wodę, czy może jednak stara się bardziej przybliżyć czytelnikom nieznającym historii realia antyku. Dopiero gdzieś w drugiej połowie akcja staje się ciekawsza i wciągająca, by w pewnym momencie zaskoczyć… końcem, bo nie wiadomo kiedy dotarłam do ostatniej strony.

Wydaje mi się, że głównym powodem takiego stanu rzeczy jest chęć autora by pokazać losy swoich bohaterów jak najwierniej, jednak czasami miałam wrażenie, że pisarz po prostu za bardzo się stara i skupia na sprawach mało istotnych. Ilość wyraźnie nie przechodzi w jakość, na czym cierpi dynamika powieści. Można to jednak Kane’owi wybaczyć, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że to pierwszy tom trylogii.

Rzymskie orły

W tekście widać wyraźnie wieloletnią pasję autora do tego okresu historycznego. Co prawda wtrącanie łacińskich zwrotów w zwyczajnym dialogu wydaje mi się zbyt pretensjonalne i często robione na siłę, szczególnie, gdy istnieje równie dobry odpowiednik w języku polskim, ale ta praktyka jest często stosowana w tego typu powieściach i Kane nie stanowi wyjątku.

Laikom w odnajdywaniu się w gąszczu rzymskiej nomenklatury pomaga zamieszczony na końcu słowniczek najważniejszych terminów, a czytelnikom lepiej orientującym się w ówczesnych realiach wiele wyjaśni komentarz autora, w którym zaznacza, dlaczego niektóre fakty historyczne przedstawił w powieści nieco inaczej.

Podsumowując, „Zapomniany legion” to niezłe preludium do dobrze zapowiadającego się cyklu o losach rzymskich żołnierzy na dalekim wschodzie Imperium Romanum. Oby kontynuacja była równie dobra.

Ocena: 4/5

Dyskusja