Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Z deszczu pod rynnę – recenzja książki pt. „Skald. Kowal słów. Tom 2”

W wyobraźni słychać szczęk żelaza i dudnienie bębnów, słychać weselne pieśni, słychać okrzyki tryumfu… i kapiące krople w celi. Walka, ucieczka, intryga i zemsta w tym cyklu stały się niemal znakiem rozpoznawczym, ustępując pola jedynie tytułowemu lekkoduchowi. Malinowski nie spuszcza z tonu, choć z wiarygodnego źródła (portale literackie) wiadomo, że czytelnikom i tak mało. Drugi – niestety nieobszerny – tom „Kowala słów” to powrót do barwnego melanżu fikcji i historyczno-mistycznego świata X wieku, w którym krew lała się gęsto niemal w każdym rejonie globu, a – i tak kruche – sojusze wisiały na włosku.

Trzecia odsłona „Skalda” to nic innego, jak bezpośrednia kontynuacja losów bohaterów znanych z pierwszego tomu „Kowala słów”. Przerwana nagle historia wprost doprowadzała czytelnika do szaleństwa. Zmiany względem początku cyklu zapunktowały świeżością i ciekawszym spojrzeniem na toczące się wokół wydarzenia. Niestety, w drugim tomie to minus, bodaj jedyny, jaki przeszkadza w odbiorze. Autor co prawda nie traci zapału – wszystko wciąż lśni błyskotliwymi rozwiązaniami i bogatą paletą zabiegów, ale miejscowe zniesienie na boczny tor głównego bohatera nie okazuje się najzmyślniejszym pomysłem, co odróżnia nieco tę książkę od jej poprzedniczki. Poznając akcję z punktu widzenia innych postaci ma się wprawdzie dodatkowy ogląd sytuacji i odmienne scenerie, w których dzieją się przygody poszczególnych bohaterów, aczkolwiek odczuwa się wyraźny brak Ainara.

Tytułowy Skald, zmęczony po wykonaniu matrymonialnego zadania dla Tirusa Wielkiego, zamiast ustalonej nagrody otrzymuje wypoczynkowy pobyt z pełnym wyżywieniem na dworze monarchy… w jego lochach. Mistrz ciętego języka zatem nie ma już wiele okazji do słownych popisów, za to mnóstwo czasu na snucie planów zemsty, a skoro o niej mowa – jego dawni towarzysze również mają swoje koncepcje co do przyszłości zdrajcy. Sam kagan zaś wprost nie może doczekać się własnego ślubu, na którym gwoździem programu będzie egzekucja honorowego gościa lochów. W tle natomiast rozwijają się wojenne sztandary przyszłego teścia – i odwiecznego wroga Tirusa. Jakby tego było mało, na koniec Ainar będzie musiał wywinąć się z całego galimatiasu lokalnych wojenek i intryg.

Esencja wszystkiego co dobre w „Skaldzie” w trzeciej książce w cyklu została zachowana. Malinowski po raz kolejny upaja czytelnika malowniczymi opisami, charyzmatycznymi postaciami, detalami kultury i historią tamtych czasów oraz miejsc, a idealny czarny humor niejednokrotnie wywołuje wybuch śmiechu. Błyskotliwy język, wartka akcja i rześka przygoda tylko nakręcają czytelnika do dalszej fascynacji tytułem. Brak tuzinkowych rozwiązań zaś czyni z drugiego tomu „Kowala słów” oryginalną powieść, która aż prosi się o kontynuację. A ta jest niemal w stu procentach pewna i warta oczekiwania niczym dojrzewające wino.

Pisarz widocznie ma jeszcze całą gamę przeróżnych pomysłów, a przelewając je na papier robi to z właściwą sobie misternością, dbając o to, żeby nie zanudzić odbiorcy i jednocześnie nie zaniedbać istotnych elementów zaistniałych wydarzeń. Przygoda przedstawiona w „Kowalu słów” i obiecująco zapowiadające się przyszłe losy paradoksalnie sympatycznego Ainara pokazują, iż autor czyni z bohatera wędrowca (być może wiecznego tułacza), natomiast zasięg historyczny utwierdza czytelnika w przekonaniu, że wiedza mediewistyczna Malinowskiego na Skandynawii się nie kończy a zaczyna.

„Skald” to ewidentnie powieść dark fantasy, nieszczędząca brutalności, bezwzględności czy niemoralności w zachowaniu mieszkańców przemierzanych przez Skalda krain. I choć wielu może mieć o to do autora pretensje, to jednak czymże jest ten podgatunek, jeśli nie sparafrazowaną inspiracją historycznych poczynań możnych i maluczkich w staraniu o lepszy wikt. Łukasz Malinowski natomiast dumnie pnie się po szczeblach literackiej kariery, tworząc naprawdę wyborne dzieła.

Ocena: 4/5

Dyskusja