Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

O dwóch takich co lubili pieniądze i łatwe panienki – recenzja „Starcraft 2: Diabelski dług”

W swojej nowej powieści Christie Golden zabiera nas w przeszłość bohaterów uniwersum kultowej gry komputerowej „Starcraft”. Na długo przed tym, nim Jim Raynor rozpętał rebelię przeciwko Arcturusowi Mengskowi, razem ze swoim przyjacielem Tychusem Findlayem siał postrach w półświatku sektora Koprulu. Panowie postrzegali siebie jako współczesnych odpowiedników Robin Hooda, okradając pociągi z pieniądzmi znienawidzonej Konfederacji, z tą małą różnicą, że przepuszczali je na prostytutki i drinki, zamiast na pomoc biednym.

Bohaterowie będący dezerterami z armii nieustannie tańczyli na ostrzu noża ścigającego ich szeryfa Butlera. Przyjaciele starali się jednak zachować przyjazne relacje z policjantem, np. poprzez zamówienie mu damy do towarzystwa w ramach pocieszenia po nieudanej pogoni. Niestety, beztroskie czasy złodziejaszków kończą się z chwilą, gdy psychopatyczny łowca nagród, Ezekiel Daun, otrzymuje zlecenie na głowy Niebiańskich Diabłów, elitarnej jednostki marines, do której w przeszłości należeli obaj mężczyźni. Chcąc zapewnić sobie bezpieczeństwo, dezerterzy wchodzą w konszachty z potężnym mafijnym bossem Scutterem O’Banonem, który używa ich jako ludzi od brudnej roboty.

Christie Golden uchwyciła na kartach powieści ducha gry, umiejętnie łącząc elementy patosu z humorem. Przygody Raynora i Findlaya bez wątpienia wywołają uśmiech na twarzy niejednego czytelnika oraz dostarczą mu wysokiego stężenia akcji, a gdzieniegdzie pola do refleksji. Fabuła jest naiwna, już po lekturze pierwszych rozdziałów znajdziemy odpowiedzi na większość jej tajemnic i przewidzimy dalszy kierunek rozwoju historii. W skrócie: dwóch kosmicznych zawadiaków mierzy się z największym skurczybykiem w galaktyce, konfrontując się przy okazji z demonami z przeszłości. Banał? Banał. Ale „Diabelski dług” czyta się dobrze. Książka nie udaje, że jest czymś więcej niż przyzwoitą powieścią akcji. Oferuje wzbudzających sympatię bohaterów, zgrabnie przeplata ze sobą humor, grozę oraz dynamiczne sekwencje strzelanin i pościgów.

Charaktery postaci pociągnięto grubą kreską. Findlay to zabijaka na modłę postaci Marva z „Sin city”, biorący do łóżka cztery kobiety naraz i znajdujący w trakcie harców czas na zapalenie cygara. Raynor pod maską zaprawionego w boju żołnierza skrywa twarz emocjonalnego wrażliwca uciekającego od przeszłości i wzięcia odpowiedzialności za swoje życie. Rolę książkowego antagonisty, Ezekiela Dauna, można natomiast przyrównać do znanego z „Gry o Tron” Ramsaya Snowa. To rasowy zwyrodnialec szukający wymyślnych sposobów na pozbawianie swoich ofiar życia. Na kartach powieści nie zabraknie miażdżonych kończyn, obdzierania ludzi ze skóry i innych makabrycznych opisów.

Wiele elementów w książce rozczarowuje. Jedną z większych bolączek są konfrontacje ze wspomnianym czarnym charakterem. Daun, chcąc wzbudzić przerażenie w swoich przeciwnikach, atakuje ich serią holograficznych projekcji przedstawiających zabójstwa bliskich im osób. Sceny stylizowane na mroczne i psychodeliczne ostatecznie nużą czytelnika. Jim i Tychus biegają bez celu w ciemnościach, otoczeni przez makabryczne nagrania, a autorka zdaje się nie mieć pomysłu na włączenie schwarzcharakteru do faktycznej walki. Finalne starcie również nie satysfakcjonuje. Zdecydowanie lepiej wypadają rozdziały skupiające się na pomniejszych, zbójnickich ekscesach Findleya i Ranoyra.

Książka otwiera przed fanami uniwersum wrota do raju. Czytelnicy będę zachwyceni, odkrywając skąd na statku Hyperion wzięła się maszyna grająca, co doprowadziło do rozdzielenia głównych bohaterów itd. Osoby, które przeczytały wydaną w Polsce książkę „Starcraft 2: Punkt krytyczny” (również autorstwa Golden) znajdą w „Diabelskim długu” mnóstwo nawiązań do tej pozycji (mimo iż czas akcji obu utworów dzieli wiele lat).

Najnowsza literacka pozycja ze świata Starcrafta to prościutka, ale przyjemna powieść. Można ją porównać do dobrego filmu sensacyjnego, pochłania naszą uwagę na parę godzin, dostarcza zwartą, uniwersalną historię zarówno do pośmiania, jak i popłakania (dla co bardziej wrażliwych) oraz obfituje w ogromne ilości akcji. Niedługo potem szczegóły intrygi zacierają się w pamięci, ale wrażenie pozostaje pozytywne. To pozycja skierowana głównie do fanów (w każdym wieku), ale bawić się przy niej będą także osoby szukające niezobowiązującej lektury na niedzielny wieczór.

Ocena: 3/5

Dyskusja