Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Ocalić ludzkość – recenzja „Diablo. Wojna Grzechu: Fałszywy Prorok”

Pierwszy tom cyklu „Wojna Grzechu” umożliwiał zagłębienie się w świat gry „Diablo” już od czasów znacznie wyprzedzających fabułę pierwszej odsłony produkcji Blizzard Entertainment. Była to nie lada gratka dla fanów gry komputerowej, jak i okazja do zainteresowania się tym tytułem dla osób, które jeszcze w niego nie grały. Natomiast druga część, „Smocze Łuski”, była tytułem stricte dla graczy, gdyż bohaterowie parli naprzód niczym wicher, mając sobie za nic wszelkie przeszkody. No, czasami zwolnili, aby znów się rozpędzić. Pomniejsi wrogowie, boss, pomniejsi wrogowie, większy boss – i tak w kółko. Istniało ryzyko, że zwieńczenie historii będzie zwyczajnie nudne. Bez obaw! „Fałszywy Prorok” jest najlepszym dziełem wśród trojga.

Uldyzjan ul-Diomed wraz ze swymi edyremami zniszczył kult Trójcy, a teraz pragnie, aby ten sam los podzieliła Katedra Światłości. Uważa, że Sanktuarium należy do ludzkości, a anioły i demony ze swym wiecznym konfliktem, mówiąc kolokwialnie, mogą spadać. Nawet do Radomia. Celem jest Kedżan oraz Inarius – zbuntowany anioł (nie tak zbuntowany jak Milagros). Niestety walka o odzyskanie miejsca dla ludzkości nie będzie łatwa, gdyż zarówno Królestwo Niebios, jak i Płonące Piekła wiedzą już o istnieniu tworu niepokornych sług światłości oraz mroku. Moc zrodzoną w towarzyszach protagonisty czeka niewyobrażalna próba.

Richard A. Knaak w trzeciej odsłonie cyklu niejednokrotnie przypomina wydarzenia z ubiegłych części, czyniąc to w odpowiednich momentach. Ilość wyjaśnień związanych z fabułą również jest wyważona, dzięki czemu czytelnicy, którzy „Smocze Łuski” mieli w rękach dość dawno, bez problemu odnajdą się w historii. Natomiast ci bez styczności z serią, nie będą zmuszeni wyszukiwać informacji o wcześniejszych faktach. Wpleciono to w umiejętny sposób, co wyszło książce na dobre. Zwłaszcza że imiona bohaterów są czasem bardzo wymyślne, ponieważ nie sposób nazwać demona Andrzejem. Każdy chętnie przypomni sobie na przykład, kim był Malik i co robił.

W poprzednim tomie autorowi można było zarzucić, że w przypadku zdolności Uldyzjana za bardzo ponosiła go wyobraźnia. Podobnie jest i w „Fałszywym Proroku”, lecz teraz główny bohater nie jest już tak niezwyciężony. Często upada, a podniesienie się z kolan wymaga od niego sporego wysiłku. Podczas czytania nie ma się wrażenia, że jest on nieśmiertelną postacią, znacząco przewyższającą mocą swych wrogów, a co do zdolności protagonisty, to chwilami można odnieść wrażenie, że są niewyobrażalne lub wręcz głupie. Syn Diomedesa czasami radzi sobie z tarapatami w taki sposób, że należałoby poprosić pisarza o wymyślenie czegoś innego. Twórca książki chciał wykreować tak niebotycznie potężnego bohatera, że aż zabrakło mu pomysłów na wykaraskiwanie się z coraz większych kłopotów. Śnieg, przez który zapada się w sen? Naprawdę?!

Ogromnie cieszy rozwój postaci, ich wewnętrzne rozterki oraz zależności między nimi. Nie jest tak, że w dziele mógłby być jedynie Uldyzjan. Jego przyjaciele tworzą wraz z nim doskonałą drużynę, a każdy wnosi coś od siebie. Pozytywnym aspektem pozycji jest rozdarcie przywódcy armii edyremów. Brzemię odpowiedzialności za losy całego Sanktuarium niezwykle mu ciąży, przez co nieraz wątpi w swe siły. Najciekawszym bohaterem jest jednak Mendeln. Krocząc ścieżką nekromanty, kryje się w mroku, przez co jest bardzo wyrazisty. W jego ślady poszło zaledwie kilku, co czyni go jeszcze bardziej wyjątkowym. Istotna w nim jest konsekwentna postawa – nie popada ze skrajności w skrajność, lecz zawsze wie, jak należy postąpić. Często jest też głosem rozsądku i sprawia wrażenie, że jako jedyny z bohaterów książki myśli logicznie. Inni dają się ponieść emocjom, co często prowadzi do zguby. Zdecydowanie można go nazwać przeciwieństwem jego brata – Uldyzjana, gdyż ten drugi myśli głównie o zemście i zniszczeniu adwersarzy.

Zaletą „Fałszywego Proroka” są między innymi klimat oraz odpowiednie prowadzenie fabuły. Mroku, światłości i pradawnych mocy można tu znaleźć pod dostatkiem, a autor tak przedstawia wydarzenia, że aż czuje się istotność wyniku ostatecznego starcia. Dodatkowo robi to z perspektywy wielu postaci, co ubarwia dzieło, ale też nie wprowadza chaosu. W poprzednich tomach dominowała głównie walka, ponieważ bohaterowie, przemieszczając się z punktu A do punktu B, prawie zawsze musieli napotkać jakiegoś wroga lub wrogów. Trzeciego tomu nie nazwiemy jedną wielką rąbaniną. Richard A. Knaak stworzył wiele zagadek, a odpowiedzi nie przychodzą zbyt szybko. Historia jest zawiła i do końca nie wiadomo, czyj podstęp czy plan wypali. Wartka akcja nie zwalnia podczas prezentowania dialogów, spisków czy opisywania nowych lokacji.

„Diablo. Wojna Grzechu: Fałszywy Prorok” to świetne zwieńczenie serii. Sanktuarium ma niezwykłą historię, a odkrywanie jej sprawi dużo radości nie tylko fanom gry studia Blizzard Entertainment. Z książki zadowoleni będą także miłośnicy magii, fantasy oraz epickich bitew. Ile człowiek jest w stanie zrobić w starciu z Królestwem Niebios czy Płonącymi Piekłami? Jakie szanse ma Uldyzjan w walce z Inariusem? Jak bardzo wtrąci się Władca Grozy? Zdecydowanie warto się o tym przekonać!

Ocena: 4.5/5

Dyskusja