Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Piękna opowieść o końcu świata– recenzja książki „Łabędzi śpiew”

Wydawnictwo Papierowy Księżyc obdarowało swoich czytelników jedną z najpopularniejszych historii postapokaliptycznych. Na rynku pojawia się coraz więcej tytułów, których akcja rozgrywa się po wojnie atomowej, jednak żaden z nich nie jest aż tak głęboki i wzruszający jak powieść Roberta McCammona. „Łabędzi śpiew” liczy niemalże trzydzieści lat, a mimo to podbija serca kolejnych czytelników. Rzadko się bowiem zdarza, aby tytuł o podobnej tematyce zachował tak wysoki poziom.

Mistrz i jego dzieło

Robert McCammon to amerykański pisarz pochodzący z Alabamy, powszechnie uznawany za jednego z najznamienitszych autorów literatury grozy. Polskiemu czytelnikowi znany jest głównie jako twórca „Magicznych lat”. Warto podkreślić, że wiele spośród stworzonych przez niego dzieł otrzymało liczne wyróżnienia (literat kilkukrotnie zdobył nagrodę Brama Stokera). Sam „Łabędzi śpiew” nazywany jest jedną z najwybitniejszych powieści traktujących o zagładzie ludzkości. Książka została napisana jeszcze przed upadkiem Związku Radzieckiego, w latach 80., i doskonale odzwierciedla strach oraz napięcie polityczne, jakie wówczas panowały.

Pisarz, opisując postnuklearną rzeczywistość, nie demonizuje żadnej ze stron konfliktu, uważając, że obie są tak samo winne tragedii, jaka się dokonała. Amerykanin stawia czytelników przed niewygodną prawdą: to my jesteśmy odpowiedzialni za to, w jakim kierunku podąża świat, a zło tkwi w każdym człowieku. Któż z nas nie zawinił grzechem zaniechania czy obojętności? Ile razy własne dobro przedkładamy nad prawdę i sprawiedliwość?

Bohaterowie jego powieści na własnej skórze doświadczają okrucieństwa zadawanego im rękoma innych ludzi. Ponadto w trakcie lektury odnosimy wrażenie, że społeczeństwo nie uczy się na własnych błędach i większość osób, zamiast jednoczyć się w obliczu tragedii, ulega zezwierzęceniu, poddając się najbardziej pierwotnym instynktom…
Pomimo tak przerażającego obrazu, pisarz nieustannie wpaja nam znaną złotą myśl: nadzieja umiera ostatnia.

„Nie wszystek umrę”

Na samym początku powieści McCammona dowiadujemy się, że Rosja oraz Stany Zjednoczone prowadzą między sobą zimną wojnę. Pech chciał, że w pewnym momencie ktoś nie wytrzymał ciągłego napięcia. Nie ma pewności, która ze stron rozpoczęła atak, ale obie stały się ofiarami swojego „romansu z ogniem”. Miliony ludzi zginęły na skutek wybuchów, zawalenia się budynków lub wykolejenia pociągów. Kolejne setki tysięcy powoli zaczynają umierać w wyniku choroby popromiennej oraz drastycznej zmiany klimatu. Ocalałym przyjdzie zmierzyć się nie tylko z głodem czy strachem, ale też z własnymi demonami. Zdawać by się mogło, że najlepszym rozwiązaniem w takiej sytuacji będzie samobójstwo. Jednak na przekór wszystkiemu nadzieja oraz piękno przetrwały. Są też osoby, które to dostrzegły i uparcie czepiają się życia.

Zagłębiając się w lekturę, śledzimy losy kilku grup bohaterów. Poznajemy ich na krótko przed katastrofą, a później towarzyszymy im w nieustającej wędrówce. „Łabędzi śpiew” jest bowiem powieścią drogi. Tutaj wszyscy protagoniści odbywają zarówno fizyczną, jak i duchową podróż. Niektórzy w jej trakcie ulegną swojej ciemnej stronie, inni zaś odnajdą w sobie dobro oraz odwagę, o które nigdy by siebie nie podejrzewali. Najbardziej wzruszającą parę bohaterów tworzą: czarnoskóry zapaśnik o imieniu Josh oraz kilkuletnia Swan, którą mężczyzna zaopiekował się po śmierci jej matki. W obu tych postaciach jest tyle dobra, prostoduszności i determinacji, że najzwyczajniej w świecie nie można ich nie pokochać. Losy dziecka skazanego na podłą egzystencję chwytają za serce nawet najmniej wrażliwych czytelników. Inną grupę bohaterów prowadzi Siostra Nawiedzona. Ta niezwykle charyzmatyczna kobieta będzie musiała zmierzyć się z własną przeszłością, a na jej drodze stanie tajemniczy demon. Śmierć, którą ten stwór uosabia, nie potrafi znieść wiary, jaką posiada Siostra. Niesiona przez nią nadzieja przyciąga do niej kolejnych towarzyszy podróży, jest bowiem jak promień światła w otaczającym ich mroku.

Zupełnie innymi typami protagonistów są nastoletni Roland oraz pułkownik James „Jimbo” Macklin. Obaj ulegają okrucieństwu i wojskowej dyscyplinie, są odpowiedzialni za śmierć setek osób, a stworzona przez nich armia będzie siała strach oraz zagładę wśród ocalałych w amerykańsko-rosyjskim konflikcie… Bohaterowie tego utworu nie są wszechpotężni, superinteligentni ani nawet piękni. To zwykli ludzie, którzy znaleźli się w niezwykłych okolicznościach. Wszystkich dręczą jakieś problemy oraz obawy. Niektórzy z nich mają wsparcie, zaś inni pomimo przebywania w grupie są skazani na samotność. Ludzi takich jak oni mijamy w szkole, pracy i na ulicy.

Piękno, wiara oraz nadzieja zostały przedstawione przez autora pod postacią magii. Siostra Nawiedzona weszła w posiadanie tajemniczego szklanego pierścienia, który wyczuwa rytm bicia serca oraz ukazuje niezwykłe wizje. Młoda Swan jest obdarzona dziwaczną mocą wyczuwania życia i budzenia go ze snu. Zaś wszystkie grupy bohaterów łączy niedająca się pojąć rozumem więź. Nawet zło i rozkład zostały zobrazowane przez postać zmiennokształtnego demona. Niektórym taka nadnaturalność nie będzie pasowała do powieści o podobnej tematyce. Fakt, książka traci przez to na realizmie, jednak zyskuje niepowtarzalny klimat. Dzięki obecności takich „czarów” oraz nieustannej podróży protagonistów, czujemy się, jakbyśmy czytali baśń. Chwilami smutną i przerażającą, ale też uczącą nas patrzenia w przyszłość. Pisarz wytycza wyraźną granicę pomiędzy tym, co złe a tym, co dobre. Uświadamia nas również, że słuszne czyny nie zawsze zostają nagrodzone, a gdy człowiek stara się być prawy, czeka go droga pełna bólu i wyrzeczeń.

Piękno jest kruche

Robert McCammon jest prawdziwym mistrzem słowa. Napisana przez niego książka to istny majstersztyk – czyta się ją z zapartym tchem, a po skończeniu od razu nabieramy ochoty na sięgnięcie po drugi tom. Fabuły tej wielowątkowej epopei nie da się opisać, trzeba jej doświadczyć. „Łabędzi śpiew” to piękna opowieść o nadziei, ludzkim uporze oraz karze, która nas czeka za popełnione błędy. Rzadko się zdarza, żeby jakieś dzieło aż tak angażowało emocjonalnie. W tym przypadku czytelnicy do samego końca trzymają kciuki za swoich ulubionych bohaterów, do tego uparcie chcą wierzyć, że ich losy nie mogą być wyłącznie przedśmiertną pieśnią świata.
Jedyną rzeczą, do której można się przyczepić, jest ilustracja zdobiąca okładkę. Czaszka na niebie psuje nieco efekt, bez niej obraz byłby bardziej ponury i niepokojący. Jest to jednak szczegół, który nie może zepsuć obcowania z tą pozycją. Ten tytuł naprawdę powinien znaleźć się na półce każdego wielbiciela książek. Nie ma bowiem osoby, która nie znajdzie w tej historii czegoś dla siebie.

Ocena: 5/5

Dyskusja