Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Płatki jej całe we krwi – recenzja książki „Biała Róża”

„Biała Róża” to kontynuacja debiutanckiej powieści Amy Ewing zatytułowanej „Klejnot”. Młoda Amerykanka stworzyła kolejne, z tak modnych w ostatnich latach, uniwersum opierające się na buncie jednostki w obliczu świata podzielonego na wąskie grono uprzywilejowanych i wyzyskiwaną przez nich większość. Całej serii można naprawdę wiele zarzucić, lecz mimo wszystko jest w niej coś, co przykuwa uwagę i sprawia, że każda następna książka wciąga niczym wir wodny, a jej zakończenie budzi niedosyt.

W pogoni za wolnością

Autorka ponownie przenosi nas do Samotnego Miasta. Tym razem opuszczamy bezpieczne mury Klejnotu zamieszkałe przez arystokrację i wraz z Violet Lasting rozpoczynamy niebezpieczną podróż przez kolejne pierścienie wyspy. Po traumatycznych przeżyciach z poprzedniej części, główna bohaterka jest niezwykle zdeterminowana, aby zakończyć niesprawiedliwe i okrutne rządy elit miasta. Towarzyszy jej Ash, z którym połączył ją zakazany romans, oraz najlepsza przyjaciółka – przetrzymywana wcześniej przez Hrabinę Kamienia ‐Raven. Cudem uratowana dziewczyna jest jednak cieniem dawnej siebie, a dziecko, które nosi w łonie, staje się widmem nadchodzącej śmierci. Ta bowiem stanowi nieodłączny skutek porodu dla każdej z surogatek…

Przy pomocy członków Sprzysiężenia Czarnego Klucza, organizacji buntowników prowadzonej przez Luciena, cała trójka stara się opuścić strzeżone kręgi miasta i dostać w bezpieczne miejsce. Droga nie jest łatwa, ponieważ bohaterowie nie mogą być do końca przekonani, komu powinni ufać. Na dodatek w całym mieście rozklejone są listy gończe odbierające Ashowi anonimowość. Niebezpieczeństwo czyha za każdym rogiem… Jednak im dłużej protagoniści wędrują mrocznymi uliczkami i dzielnicami fabrycznymi, tym więcej spotykają ludzi, którym arystokracja wyrządziła ogromną krzywdę. Komuś porwano syna, aby stał się gwardzistą. Czyjaś córka zaginęła bez śladu i prawdopodobnie nie żyje. Poza tym mieszkańcy dzielnic robotniczych mrą jak muchy z powodu ciężkiej pracy i powietrza, które jest gęste niczym smoła. Rozkwita więc nadzieja, że gdy buntownicy rozpoczną atak, nie pozostaną sami na placu boju.

Póki co bohaterom pozostaje liczyć jedynie na tajemnicze umiejętności Violet, starych przyjaciół i łut szczęścia.

Ostatni przyjazny dom…

Amy Ewing poczyniła olbrzymie postępy od czasów opublikowania „Klejnotu”. Świat w „Białej Róży” jest rozbudowany, a bohaterowie zdają się być znacznie lepiej skonstruowani niż w poprzednim tomie. Stają się bardziej ludzcy, a ich problemy przestają być sztuczne i dziecinne. Główna protagonistka w dalszym ciągu popełnia błędy i bywa niezwykle naiwna, nie powinno to jednak dziwić gdy uwzględnimy jej młody wiek. Na kartach powieści pojawia się cała plejada nowych postaci, dzięki czemu akcja nabiera tempa. Atmosfera jest też mroczniejsza i posępniejsza niż w pierwszej części serii, co powinno spodobać się starszym czytelnikom. Jeżeli chodzi o relacje między bohaterami, to fabuła skupia się raczej na stosunkach Violet i Raven. Wątek miłosny nie jest aż tak rozbudowany, jakby się można spodziewać po przeczytaniu „Klejnotu”.

To jeszcze nie koniec niespodzianek! Tym razem zamiast dobrze nam znanego życia surogatek, pisarka pokazuje, jak w rzeczywistości przedstawia się los towarzyszy. Wbrew pozorom nie jest łatwiejszy od tego, co spotyka młode dziewczęta. Chłopcy są bowiem wykorzystywani seksualnie i, nie mogąc znieść swojego położenia, popadają w różnego rodzaju nałogi. Wielu z nich jest również gotowych targnąć się na swoje życie, aby wyzwolić się spod władzy bogatych arystokratek. Nie jest to temat łatwy, jednak autorka usiłuje przedstawić go w miarę delikatnie – brak tutaj nadmiernej wulgarności czy niepotrzebnego obrzydzania lektury szczegółowymi opisami.

Wielu odbiorców ucieszy wieść, że niemal na każdej stronie dowiadujemy się nowych szczegółów na temat uniwersum Samotnego Miasta. W końcu wyjaśnia się, w jaki sposób została zasiedlona wyspa, kim byli pierwotni mieszkańcy tych ziem i co się z nimi stało. Poza tym autorka prezentuje czytelnikom, jaka jest prawdziwa natura mocy, którymi władają surogatki, i w jaki sposób arystokracja je wypaczyła. Objaśniona zostanie też pozycja Rodów Założycielskich. Nowych informacji pojawia się całe mnóstwo, a najciekawsze z nich odpowiadają na pytanie, czym jest tajemnicze dziedzictwo Paladynek – niegdysiejszych strażniczek równowagi i opiekunek wyspy.

Czy ta rewolucja ma szanse przetrwać?

Nie tylko autorka spisała się lepiej niż poprzednio. Również wydawnictwu udało się poprawić nieco jakość wydania. Przede wszystkim w tej części jest znacznie mniej literówek niż w poprzednim tomie. Kardynalnym błędem wydaje się jednak okładka – zupełnie nie pasuje do treści powieści. Kojarzy się z przepychem i pobytem w Klejnocie, którego już nie doświadczymy. Powinna być mroczniejsza i w jakiś sposób odnosić się do ucieczki głównych bohaterów oraz ich walki z systemem. W dalszym ciągu jest też podobna do serii „Rywalki”, co niestety nie może być dobrze widziane. Odbiorcy mogą odnieść wrażenie, że wydawca z braku pomysłu pokusił się na mały plagiat.

Pomimo wszystkich miłych niespodzianek, powieść zawiera cały szereg mniejszych lub większych wad. Główną z nich może być to, że większości czytelników znudziło się już podziwianie nastoletnich wybrańców, którzy jako jedyni mogą uratować cały świat. Bądźmy szczerzy – pomysł mało oryginalny i jeszcze mniej rzeczywisty. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby w prawdziwym świecie dorośli ludzie byli równie bezużyteczni, co w tego typu pozycjach… Jest to jednak uzasadnione z tego względu, że publikacje Jaguara, to najczęściej teksty przeznaczone dla dzieci i młodzieży. Nie ma co ukrywać – w tym wieku chyba każdy z nas marzył, żeby być bohaterem i dokonać wielkich czynów.

Czytelnik może być miejscami rozczarowany przewidywalnością niektórych zdarzeń – zwłaszcza zakończenia. Finał utworu, po raz kolejny, bardzo przypomina motywy z „Igrzysk śmierci” i każdy, kto czytał obie serie, będzie mógł się o tym przekonać na własne oczy. Mimo wszystko powieść wciąga jak mało która książka. Czyta się ją bardzo szybko i przyjemnie. Nawet jeżeli ostatnia scena nie będzie stanowiła dla nas zaskoczenia, to i tak będziemy chcieli wiedzieć, co wydarzy się dalej.

Ocena: 4/5

Dyskusja