Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Polskie żywe trupy – recenzja „Zombie.pl”

Temat zombie wymęczono jak Fiata 126p na trasie Moskwa – Lizbona. Fanów gatunku jest sporo i cały czas cieszy się on powodzeniem, a dzieł o żywych trupach stworzono multum. Czy da się jeszcze wprowadzić coś nowego do tej tematyki? A kto powiedział, że trzeba odkrywać Amerykę? Wystarczy napisać dobrą książkę, wpasowującą się w klimat. Takie założenie mieli Robert Cichowlas i Łukasz Radecki.

Karol Szymkowiak dopiął na ostatni guzik projekt otwarcia restauracji w Gdańsku. Z tego też powodu ostro zabalował ze swoim partnerem biznesowym, Jankiem Handke. Następnego dnia obudził się ze strasznym kacem, jednak widoki, które napotkał sprawiły, że ból głowy odszedł w zapomnienie. Jego przyjaciel został zjedzony, gość w aucie uderza głową o kierownicę, a na plaży nieopodal hotelu trup ściele się gęsto. Z powodu alkoholu główny bohater nic nie pamięta z poprzedniej nocy, a więc takie obrazy wprowadziły go w zakłopotanie (delikatnie rzecz ujmując). Karol musi od teraz walczyć o życie, a jego dodatkowym celem jest dotarcie do Poznania, gdyż tam znajdują się jego żona i synek.

Pierwszym pytaniem dotyczącym książki jest „jak poradzono sobie z zombie?”. Otóż głównie standardowo, czyli nieumarli kroczą wolno po miastach, obijając się bezrozumnie o siebie oraz wszelkie napotkane przedmioty. Ich oczy zasnute są bielmem, a w głowie kołacze tylko jedna myśl – „zjeść świeże, ludzkie mięso”. Epidemia zombie wybuchła niespodziewanie i rozprzestrzeniła się po okolicy niewiarygodnie szybko. Bohaterowie są odcięci od świata i bezustannie analizują zachowanie martwych przeciwników, aby zrozumieć zagrożenie. Wyróżnili oni nawet dwa rodzaje zombie: człapacze i rozszarpywacze. Brak informacji na temat apokalipsy, stopniowe ich odkrywanie, a nawet nazwy własne zombiaków doskonale budują klimat. Czytelnik przez to może zrozumieć, w jakim szoku są ci żywi. Nie dość, że nie mają pojęcia, co się dzieje, to jeszcze z każdej strony przychodzi coś chcącego ich zabić.

Mimo iż głównym celem bohatera jest Poznań, to akcja dzieje się głównie w Gdańsku i Malborku. Osadzenie fabuły w polskich realiach pozwala lepiej wczuć się w atmosferę dzieła, choćby przez to, że protagonistą jest Karol, a nie Carl z Chicago. Każdy bez wahania postawi się na miejscu jednego z bohaterów, a ich wachlarz jest naprawdę szeroki, przykładowo: zakonnik, kasjerka z Lidla, tancerka go-go czy stolarz. Zagłada ludzkości dotyka wszystkich bez względu na wykonywaną profesję. Trzeba przyznać autorom, że umiejętnie wykreowali postacie, ponieważ są wiarygodne, i – co najważniejsze – działają logicznie. Oczywiście ucieczka Karola z hotelu w sandałach nie ma ani trochę sensu, bo prawdziwy preppers miałby na sobie lepsze buty, ale główny bohater jest tylko wystraszonym restauratorem! Kiedy na kacu zderzasz się z apokalipsą zombie, to masz prawo nie pomyśleć o odpowiednim doborze obuwia… Pragnienie odnalezienia rodziny przez Szymkowiaka obrazuje też pierwszą myśl, jaka przyszłaby do głowy twórcom dzieła. Z wywiadów z nimi wynika, że są bardzo rodzinni.

„Zombie.pl” w sporej części jest powieścią drogi. Karol, wraz z napotkanymi osobami, które przeżyły, wyrusza w podróż ku przetrwaniu. Jednak druga połowa książki dzieje się głównie w jednym miejscu, a więc coś dla siebie znajdą fani rozjeżdżania zombie na drodze oraz ci lubujący się w wydarzeniach w bezpiecznej kryjówce. Niezależnie od lokalizacji, akcji jest naprawdę mnóstwo. Robert Cichowlas i Łukasz Radecki nie szczędzą realistycznych i dokładnych opisów obrażeń fizycznych. Brutalnych scen jest dużo i nieraz czytelnik, zżyty z którąś z postaci, będzie miał za złe autorom sposób, w jaki ją potraktowano. Mamy zagładę, nie ma lekko. Ze względu na wulgarność książka na pewno nie jest odpowiednia dla sześciolatków, ale to jest horror, a więc rzecz dla osób dorosłych.

Tak jak naturalnie wypadły zombiaki (o ile mogą naturalnie wypaść…) oraz bohaterowie, tak też ich dialogi nie odstają od tego poziomu. Rozmowy nie sprawiają wrażenia wciśniętych na siłę między rozwalaniem nieumarłych a uciekaniem przed truposzami. Nie są to pełne patosu monologi o życiu i przetrwaniu. Wypowiedzi mają sens i czyta się je z wielką przyjemnością.

„Zombie.pl” jest dziełem dla fanów żywych trupów, którzy mają ochotę na standardową powieść o przetrwaniu. Dobrze zarysowana fabuła, napięcie, barwne postacie oraz mnóstwo logicznych zachowań bohaterów sprawią, że nikt nie odłoży książki przed przeczytaniem jej do końca. A jak się już do tego końca dotrze, to można zauważyć, że nie domknięto furtki, więc jest wielka szansa na kolejny tom. A to cieszy!

Ocena: 4.5/5

Dyskusja