Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Powrót do Miasta Grzechu – recenzja retro „Sin City 2. Damulka warta grzechu”

To parszywe miasto zniszczy każdego. Rządzone przez skorumpowanych polityków i policjantów wykorzystujących prawo dla własnych korzyści. Miejsce, gdzie kradzież jest tak naturalna jak oddychanie. Gdzie prostytutki mają własną dzielnicę, a kostnice nigdy nie stoją puste.

Fabuła filmu to (podobnie jak w poprzedniej części) kilka luźno powiązanych ze sobą historii. Pierwsza z nich opowiada o losach pewnego kanciarza, granego przez Josepha Gordona-Levitta, który powraca do rodzinnego Sin

City, aby się obłowić. Niestety, swój cel wybiera wyjątkowo niefortunnie, gdyż jest nim senator Roark, najważniejsza osobistość oraz pan życia i śmierci w Sin City. Druga opowieść to historia znanego z pierwszego epizodu Dwighta, ale z czasów przed operacją plastyczną. To właśnie on zamieszany jest w perypetie z tytułową damulką, elektryzująco piękną i szalenie niebezpieczną, graną przez Evę Green. Pomiędzy oboma wątkami snuje się Nancy Callahan (w tej roli Jessica Alba), tancerka w podrzędnym barze, która stacza się w otchłań szaleństwa i alkoholizmu. Chcąc raz na zawsze zamknąć niedokończone sprawy planuje krwawą wendetę zahaczającą o najwyższe szczeble władzy.

„Damulka warta grzechu” to kolejny owoc współpracy Roberta Rodrigueza i Franka Millera. Panowie spotkali się na planie pierwszej części „Sin City”. Wiele elementów oryginału znalazło się również w sequelu. Mroczna, czarno-biała stylistyka, w której gdzieniegdzie wyszczególnione zostały kolorowe elementy. Klimat noir dodatkowo buduje fantastyczna ścieżka dźwiękowa, przepełniona odgłosami trąbek i saksofonów, przypominająca najlepsze klasyki filmów z Humphrey’em Bogartem. Kadry niczym komiksowe obrazki. Ekspresyjne sceny akcji momentami ocierające się o groteskę (jak na przykład scena, w której prostytutka-samuraj ucina głowy jednocześnie czterem zbirom). Wszystko to fani pierwowzoru znajdą w kontynuacji. Duet Rodriguez – Miller musiał jednak wymyślić coś świeżego. Coś, co sprawiłoby, że widz nie uległby wrażeniu oglądania tego samego po raz drugi.

Wyszło im to połowicznie. Część fabuły skupiona na tytułowej bohaterce jest najlepiej rozpisanym wątkiem w całym filmie. To klasyczna historia z femme fatale równie piękną, co niebezpieczną. Bezlitośnie wodzi za nos silnych

mężczyzn i wykorzystuje ich do swoich celów. Dodatkowo w tym zimnym, pozbawionym kolorów świecie jej głębokie zielone oczy są jak dziki las. Nic dziwnego, że ktoś tak hipnotyzujący i bezwzględny może sobie pozwolić na tak wiele. Zemsta Nancy jest z kolei pomostem łączącym bohaterów części pierwszej z nowymi. Bardzo sobie cenię to, że reżyser pamięta o widzach oryginału. Ponownie pojawi się zatem odpychający Mickey Rourke w roli brutala Marva, a także (choć jedynie jako zjawa) Bruce Willis grający policjanta Hartigana. Z tego wszystkiego najbardziej boli mnie nie do końca wykorzystany wątek z udziałem Josepha Gordona-Levitta. A szkoda, bo historia karcianego cwaniaka miała wielki potencjał na świeży element w mitologii Basin City.

Gra aktorska stoi na bardzo dobrym poziomie. Z nowych postaci Eva Green wspaniale odgrywa przepiękną manipulatorkę, a Gordon-Levitt ze swoim uśmiechem jest wprost stworzony do roli kanciarza. Ciekawa przemiana zaszła w Jessice Albie. Słodka dziewczynka z pierwszej części „Sin City” została zastąpiona staczającą się na dno kobietą łaknącą zemsty. Szalone spojrzenie aktorki zostanie ze mną jeszcze przez długi czas. Mickey Rourke ponownie świetnie sprawdził się jako osiłek, któremu niestraszna jest uzbrojona po zęby ekipa bandytów. Według mnie od wszystkich tych postaci odstaje trochę Josh Brolin. Aparycja aktora nie współgra z postacią, którą gra. Amerykanin nie sprawia wrażenia niestabilnego emocjonalnie psychopaty, za którym kobiety wprost szaleją.

W filmie zawarte jest wiele elementów, które z pewnością rozpoznają fani oryginału. Tak jak wspomniałem, przewijają się znane wcześniej postacie Rourke’a i Willisa, pojawia się również prostytutka Gail (w tej roli ponownie zjawiskowa Rosario Dawson), pewne blondwłose siostry bliźniaczki i jeden czarnoskóry dryblas, który jeszcze nie został pozbawiony jednego oka. Nieznajomość poprzedniej części zatem nie wyklucza przyjemności z oglądania, aczkolwiek tylko ci, którzy wcześniej pierwszą część widzieli, będą mogli w pełni czerpać radość z seansu.

„Sin City 2 – Damulka warta grzechu” to zdecydowanie nie jest produkcja dla młodszego widza ani dla bardziej wrażliwych odbiorców. Na ekranie reżyser odważnie eksponuje goliznę. Krew leje się strumieniami, a niektóre postacie giną w wyjątkowo widowiskowy sposób. Film pełen jest brutalnych scen (np. wyłamywania palców kombinerkami) i innych równie „cudownych” atrakcji. Jeżeli nie możesz znieść widoku swojej krwi, kiedy zatniesz się kartką papieru – omijaj film z daleka!

Nowe dzieło Roberta Rodrigueza doskonale trafi do grupy odbiorców oczekujących dobrego kina akcji, okraszonego nutką noir z dużą ilością czerwonej polewy. Solidna kontynuacja bez zwalających z nóg fajerwerków. Do Sin City wchodzicie jednak na własną odpowiedzialność, bo – tak jak powiedziałem we wstępie – „To parszywe miasto zniszczy każdego”.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja