Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Western a kryminał w Ostatnim Imperium – recenzja książki „Stop prawa”

Brandon Sanderson to nazwisko, o którym jest ostatnio niezwykle głośno w literackiej gałęzi fandomu. Nie ma się zresztą co dziwić – Amerykanin tempem i jakością pisania zamiata większość współczesnych autorów fantasy pod dywan poczytności, a skonstruowane przez niego systemy magiczne nie mają sobie równych. W ramach jego twórczości wykształciły się nawet swoiste toposy – motyw boga („Stalowe Serce”, „Siewca Wojny”) oraz miasta („Elantris”, „Z Mgły Zrodzony”). Sam pisarz zaś niejednokrotnie sięga po sprawdzone przez siebie i kanon schematy, lecz nie pisze kropka w kropkę na ich podstawie. Sanderson je rozdziera, składa z nich nowy twór i zszywa za pomocą nici wykwintnej, skondensowanej intrygi, dodając niemało deseni własnych pomysłów. „Stop prawa” stanowi powrót do Ostatniego Imperium, jednak czy jest to powrót udany?

Minęło niespełna trzysta pięćdziesiąt lat odkąd Elend i Vin poświęcili życie w walce ze Zniszczeniem. Kraina wiecznych mgieł i sypiących się z nieba popiołów przeminęła, została uwolniona od przekleństwa Ostatniego Imperatora, teraz świat stał się bardziej przyjazny człowiekowi – przeobraził się w krainę pary i prądu. Nareszcie ludzkość otrzymała szansę rozwoju, a progres technologiczny i społeczny widoczny jest już po tych kilkuset latach. Quasi średniowieczny entourage zastąpiła architektura rodem z dziewiętnastego wieku – pierwsze wieżowce, fabryki i koleje stają się nieodzownym elementem krajobrazu. Społeczeństwo również przeszło gruntowne zmiany, chociaż wiele cech właściwych dawnej obyczajowości pozostało. Arystokracja wciąż stoi na najwyższym szczeblu hierarchii, spędzając mnóstwo czasu na spotkaniach kurtuazyjnych i balach, u ich boku wyrosła jednak burżuazja, ciesząca się majętnością, ale bezustannie zazdroszcząca błękitnej krwi statusu. Skaa zaś nie są już zniewolonym pospólstwem, dostali możliwość awansu, z czego oczywiście skorzystali. Jednym udało się wybić z robotniczego stanu, zyskać bogactwo, inni jednakowoż musieli nająć się w licznych zawodach – w tym zostało wielu proletariuszy. Natomiast najważniejszy element Scadrial – świata Ostatniego Imperium – wciąż ma niezmieniony charakter. System magiczny (bo o nim mowa), czyli Allomancja, Feruchemia i Hemalurgia są na porządku dziennym i sprawdzają się w życiu nowego imperium, acz posiadacze magicznych talentów nadal są nieliczni.

Waxillium Ladrian – Podwójny, człowiek obdarzony zarówno Allomancją, jak i Feruchemią – wraca po latach z Dziczy (swoistego odpowiednika Dzikiego Zachodu), gdzie mierzył się z przestępczością, do Elendel, stolicy nowego imperium i swego dawnego domu. Po śmierci wuja musi objąć ––stanowisko głowy wysokiego rodu i wejść na przepełnione polorem i pompatycznym tonem salony, gdzie staje się łakomym kąskiem dla panien na wydaniu. Wysokie rody mają już jednak wobec niego plany na przyszłość – zostaje przyrzeczony córce jednego z lordów, lecz para w ogóle do siebie nie pasuje. Jego „wybranka” podczas jednego z bali zostaje porwana, a były stróż prawa widzi w tej sytuacji szansę na wyrwanie się z arystokratycznego światka. W rozwiązaniu sprawy pomaga mu stary druh, Wayne, oraz – niespodziewanie – krewna porwanej, młoda Marasi. Po pewnym czasie okazuje się, że narzeczona Waxa nie jest jedyną uprowadzoną, a prócz tajemniczych zniknięć coraz częstsze stają się rabunki pociągów. Jak się później wyjaśnia, obie sprawy mają ze sobą co nieco wspólnego.

, Wszystkim oczekującym monumentalnych zdarzeń, jak w „Z Mgły Zrodzonym” czy „Siewcy Wojny”, Sanderson zrobił nie lada psikusa i zupełnie zmienił wydźwięk powieści. Intryga, choć pieczołowicie skonstruowana oraz zrealizowana z właściwą pisarzowi pompą, nie jest aż tak dalekosiężna czy skrojona na ogromną skalę. Skupia się raczej na wątkach nie mających większego wpływu na świat, ale za to intrygujących ze względu na inne aspekty. Autor zmyślnie pomieszał cechy kilku typów i gatunków powieści, nie tworząc przy tym groteski, lecz spójną historię. Przede wszystkim kompozycja utworu uległa zmianie w odniesieniu do poprzednich trzech książek – czytelnik nie mierzy się już z formułą young adult, Sanderson tym razem stara się zwrócić uwagę na inne strony i kierunki życia bohaterów.

Jeżeli o nich chodzi, to fakt, iż nie są odpowiednikami Vin, Sazeda czy Kelsiera, wcale nie wychodzi powieści in minus. Wręcz przeciwnie, Sanderson ma smykałkę do wymyślania postaci przekonujących, pełnych nieodpartego czaru i zróżnicowanych cech, które nie są kalkami innych bohaterów z prozy pisarza. Choć łączy je niejedno podobieństwo, są sylwetkami zupełnie nowymi, wśród których czytelnik zdoła odnaleźć charakter, z którym będzie się mógł integrować, zarazem czując sympatię do innych.

Na pierwszym planie jest Waxillium (w skrócie – Wax), stróż prawa, posiadający nielekki bagaż ciężkich doświadczeń i zahartowany w świecie mniej ucywilizowanym. Teraz jednak musi mierzyć się z czymś o wiele bardziej niebezpiecznym niż ordynarne bandziory, ponieważ w mieście, jakim jest Elendel, rzadko kto gra w otwarte karty, a taka ruletka to małe piwo przy salonowych gierkach. Wax ciągle stara się wyglądać na zimnego, cynicznego gościa, dla którego zmysł dedukcji podczas śledztwa stoi na pierwszym miejscu, a sarkastyczny dowcip nigdy go nie nudzi. W sukurs przychodzi mu kompan – Wayne, który w wielu aspektach różni się od przyjaciela. Jest bardziej otwarty, w kontaktach z płcią piękną nawet za bardzo, grę aktorską opanował do perfekcji, dzięki czemu żadne środowisko nie jest mu straszne, a i ciętej riposty nie boi się używać (nierzadko w nieodpowiednim miejscu i czasie). Ów duet pełen kontrastów wspiera Marasi – iście dziewiętnastowieczna kobieta wyzwolona, która nie cierpi konformistycznych panien i woli do tradycyjnych kobiecych zajęć dorzucić jeszcze kilka zupełnie nieprzystających damie.

Na dalszym planie odbiorca znajdzie chociażby Steris, narzeczoną Waxa, arystokratkę idealnie wpasowaną w sztywny i dystyngowany świat możnych, do której jednak specjalnie Waxilliuma nie ciągnie. Są również ciekawi antagoniści, a wśród nich Miles, dawny przyjaciela Ladriana, który porzucił ideały stróża porządku i zboczył na ścieżkę bezprawia. U Sandersona nie mogło zabraknąć także zagadkowego – głównego, acz póki co stojącego w cieniu – wielkiego złego, Pana Garnitura, sterującego półświatkiem, z którym przyjdzie się zmierzyć Waxowi. Inne postacie tła zostały napisane równie dobrze, tworzą często portret społeczeństwa podzielonego i zróżnicowanego, lecz wielce odbiegającego od tego skrajnie zhierarchizowanego, przedstawionego w „Z Mgły Zrodzonym”.

„Stop prawa” to nie kolejne „Ostatnie Imperium”, które już znakomicie znamy. Brandon Sanderson z właściwym sobie kunsztem języka i lekkością pióra nakreśla wspaniały, bogaty świat przedstawiony, w którym umieszcza wciągającą, nietypową historię na całkowicie odmienną skalę aniżeli w trylogii o „Z Mgły Zrodzonym”. Jest to niezwykła mieszanka powieści pikarejskiej, przygodowej, westernu oraz doylowskiego kryminału, bo sam Wax stanowi swoistą wariację Sherlocka Holmesa i doktora Watsona, a z tej dwójki niejedna cecha skapnęła i na Wayne’a – towarzysz głównego bohatera potrafi z gracją londyńskiego detektywa choćby przywdziewać różny kamuflaż. Sanderson po raz kolejny – dosłownie – czaruje i zaskakuje!

Ocena: 4.75/5

Dyskusja