Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wszystko za życie – recenzja „Czasomierzy” Davida Mitchella

Co jesteśmy w stanie zrobić dla kilku dodatkowych chwil życia? Jak możemy oszukać widmo śmierci? Powinniśmy zazdrościć czy też współczuć nieśmiertelnym? Na te i wiele innych pytań znajdziemy odpowiedzi w najnowszej powieści autora „Atlasu chmur”.

„Czasomierze” skupiają się na perypetiach Irlandki Holly Sykes. Bohaterkę poznajemy jako krnąbrną nastolatkę mieszkającą w Londynie na początku lat 80. ubiegłego wieku, by towarzyszyć jej aż po okres późnej starości w chylącym się ku upadkowi świecie. Mitchell rezygnuje z tradycyjnego prowadzenia fabuły (nie żeby kiedykolwiek je stosował). Książka składa się z sześciu autonomicznych części, z czego tylko pierwsza i ostatnia są napisane z punktu widzenia Holly. Pozostałe rozdziały poświęcono bohaterom, którzy na przestrzeni lat w dobry lub zły sposób zapisali się w historii życia kobiety.

Co takiego sprawiło, że Mitchell zbudował wokół losów Irlandki oś powieści? Holly od dzieciństwa była wyczulona na zjawiska paranormalne, potrafiła czytać w myślach innych osób i przewidywać fragmenty przyszłości. Swoimi zdolnościami ściągnęła na siebie uwagę niepożądanych sił, zaplątując się w odwieczny konflikt dwóch ugrupowań nieśmiertelnych osób: Atemporalnych i Anachoretów. Pierwsi urodzili się z darem długowieczności, drudzy przedłużają życie poprzez plugawe magiczne rytuały.

Mitchell długo buduje intrygę. Wątki fantastyczne przemykają przez karty powieści na drugim (jeśli nie trzecim) planie, wybuchając ze zdwojoną siłą dopiero w finale. Gdyby nie nadprzyrodzone elementy, „Czasomierze” można by traktować jako powieść obyczajową.

Poszczególne części książki skupiają się na ludziach stąpających twardo po ziemi. Bohater pierwszej, ­ Hugo Lamb, to pochodzący z klasy średniej egoistyczny uczeń Cambridge, chcący od życia więcej, niż może dostać. Historia Edda Brubecka w boleśnie autentyczny sposób odkrywa przed nami tajniki zawodu korespondenta wojennego. Natomiast rozdział zatytułowany „Samotna planeta Crispina Hersheya” stanowi autoironiczny komentarz autora na temat środowiska literackiego. Po jego lekturze wielu czytelników zastanowi się czy Mitchell nie robi sobie przysłowiowych „jaj”, wplatając w powieść wachlarz tanich chwytów psychologicznych, które mają wywołać w odbiorcach określone emocje i doznania. Cwane, Panie Mitchell, cwane. W kwestii dostarczania duchowych podniet sprawdził się Pan znakomicie.

Gdy „Czasomierze” odkrywają swoje karty, czytelnik może doznać zawrotu głowy. Autor rzuca nas w wir konfliktu nieśmiertelnych, zmieniając ton powieści o 180 stopni, opisując magiczne pojedynki, wędrówki dusz oraz oniryczne krainy zawieszone między wymiarami. Jednakże, cytując słowa Timothy’ego Cavendisha z „Atlasu Chmur”, „w tym szaleństwie jest metoda”.

Patrząc na powieść całościowo, otrzymujemy spójny i przemyślany obraz. Pozornie niezwiązane ze sobą wątki, zestawione razem, zyskują nowy wydźwięk. Pisarz zachęca do analizowania historii, a co bardziej uważni czytelnicy dostrzegą w książce liczne nawiązania do poprzednich dzieł Mitchella.

Największą zaletą powieści są jej bohaterowie. Autor w bezpardonowy sposób odkrywa sprzeczności rządzące naturą ludzką. O książkowych protagonistach nie można powiedzieć niczego innego, niż stwierdzić, że żyją. Podczas lektury mamy przeświadczenie obcowania z myślami drugiego, autentycznego człowieka egzystującego na stronach powieści. Nawet postać wzbudzająca najbardziej negatywne emocje potrafi nas zaskoczyć swoją jaśniejszą stroną. Rozbicie powieści na sześć części sprawia, że jesteśmy ciekawi dalszych losów ich bohaterów. Gdy w danym rozdziale dowiadujemy się o śmierci protagonisty z poprzedniego, nie sposób pozostać wobec tej wiadomości obojętnym.

Z „Czasomierzy” wyłania się uniwersalna historia o kondycji moralnej człowieka w szybko zmieniającym się świecie. Każda z części skupia się na innym aspekcie rzeczywistości. Od czytelnika zależy, co z nich wyniesie. Intryga fantastyczna stanowi tutaj tylko tło dla opowiadanej historii. Droga, którą przeszła Holly Sykes, od antypatycznej nastolatki do doświadczonej dramatami rodzinnymi kobiety, porusza. Mitchell nie udziela żadnych złotych rad, mówiących jak powinniśmy żyć. Obnaża prawdę o człowieczej naturze i pokazuje, jakie są – czy też będą – konsekwencje naszych działań dla świata. Nikt z nas nie jest kryształowy, wszyscy popełniamy błędy i nosimy w sobie wewnętrzne demony. Tej świadomości zawsze brakowało ludziom.

„Czasomierze” można polecić wszystkim fanom twórczości Mitchella, fantastyki, jak i czytelnikom stroniącym zazwyczaj od podobnych lektur. To pasjonująca powieść, w której każdy (przysłowiowo) znajdzie coś dla siebie. Śmieszy, bawi i wzrusza. Motyw fantastyczny momentami kontrastuje z poszczególnymi historiami, jednak ostatecznie spaja dzieło w zamkniętą całość. Odkrycie tajemnic „Czasomierzy” polecam każdemu.

Ocena: 5/5

Dyskusja