Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Budować zamki każdy może. Trochę lepiej lub czasem trochę gorzej… – recenzja książki „Selistis”

Są książki, które da się czytać wielokrotnie, zawsze i wszędzie – bez względu na nasz humor, poziom zmęczenia czy panujący dookoła chaos. Są też takie, do których możemy zasiąść wyłącznie w odpowiednim miejscu i nastroju, a mimo to ich lektura będzie stanowiła dla nas wyzwanie. „Selistis” jest niestety tym drugim typem powieści. Czym jednak zasłużyła sobie na taką opinię? Przekonajcie się sami.

Jest to opowieść o…

Autor książki, ukrywający się pod pseudonimem Fanagann Hartelion, jest w rzeczywistości Polakiem. Wykorzystywana do ukrycia jego prawdziwych danych tożsamość to nie kto inny, jak stworzony przez niego narrator – starzec snujący niezwykłe historie. Powieść „Selistis” należy do serii „Ostatniego Żywego Cyklu”, z którą można zapoznać się na stronie internetowej artysty.

Fabuła utworu obraca się wokół prób zjednoczenia rozbitego królestwa. Po śmierci króla Henryka Wspaniałego jego synami zawładnęła żądza władzy, która doprowadziła do rozdrobnienia ziem oraz nieustannych potyczek o miedze między coraz mniejszymi i uboższymi księstwami. Wybrańcem mającym doprowadzić wzniosłe dzieło odrodzenia państwa do końca jest potomek dawnych władców, niezbyt rozgarnięty Leoharl, któremu misję i pomoc oferuje tytułowa Selistis – nazywana również Panią w Czerni. Zanim bohaterom uda się skończyć zadanie przeżyją mnóstwo przygód, przebędą setki kilometrów i poznają całą rzeszę nowych przyjaciół oraz przeciwników. Powoli też wyjaśniać się będzie tożsamość obdarzonej magiczną mocą sprawczyni wszystkich zdarzeń. Każdy z tych motywów jest bardzo dobrze znany niejednemu miłośnikowi fantasy. Co zatem mogło pójść nie tak?

…denerwujących, płaskich jak kartka papieru bohaterach…

Na przykład osoby występujące na kartach powieści. Przekrój pojawiających się w utworze protagonistów jest ogromny, niestety – są oni w większości płytcy, irytujący, a czasami po prostu… głupi. Czytelnik naprawdę rzadko będzie w stanie pojąć ich dziwnego, nieracjonalnego zachowania i decyzji. Nie przypominają ludzi z krwi i kości, raczej postacie z kreskówek, obdarzone jednym lub dwoma cechującymi je przymiotami. Cóż nam po tym, że bohaterów jest naprawdę sporo, jeśli żadnego nie możemy pokochać? Poza głupawym rycerzem i złośliwą wiedźmą na scenie pojawiają się demony, stary gwardzista króla, książęta, dowódcy wojsk czy pijani chłopi z karczmy. Jedną z najbardziej nieznośnych bohaterek jest Katia, nazywana powszechnie Kaktusem. Raz zachowuje się jak kompletna idiotka, by po chwili zabłysnąć erudycją i dojrzałością. Nigdy w sumie nie wiadomo, czy tylko udaje głupią (ze względu na swoje doświadczenia z ludźmi) czy może cierpi na jakieś rozdwojenie jaźni. Towarzyszy jej również niezwykle „dramatyczna” i „wzruszająca” historia, którą w rzeczywistości trudno jest się przejąć. Szczerze powiedziawszy, fabuła utworu byłaby bardziej spójna bez jej wątków. Chwilami autor stara się nas przekonać o tym, że niektóre z wykreowanych przez niego person są – jednym słowem – zajebiste. Niestety, nie wychodzi mu to najlepiej, a wychwalana na każdym kroku Selistis zaczyna po prostu irytować. Jej zachowanie i sposób mówienia nie ułatwiają zapałania do niej jakąkolwiek sympatią i stanowczo uniemożliwiają postawienie jej na piedestale. Bardzo rzadko zdarzają się książki, w których nie ma ani jednej naprawdę fascynującej i zyskującej przychylność czytelnika postaci. Tutaj wszyscy są wyjątkowo przeciętni i głupio-mądrzy.

…i serii żenujących, nieśmiesznych gagów…

O ile ktoś nie jest miłośnikiem dzieł o bardzo specyficznym poczuciu humoru, będzie żałował wydanych na tą powieść pieniędzy. Pełno w niej bowiem gagów, które czytelnik może odebrać jako niezbyt inteligentne, bezsensowne i nie wnoszące do lektury nic oprócz dodatkowego zamieszania. Poza tym brak jakiegokolwiek związku przyczynowo-skutkowego, odrobiny logiki. Wszystkie perełki sytuacyjne kwitowane są zazwyczaj w podobny sposób – „czytelniku, nie zastanawiaj się zbyt wiele, bo to w rzeczywistości nie ma żadnego znaczenia. Nie warto wnikać w tak skomplikowaną tematykę”. Odbiorca odnosi wrażenie, jakby narrator sam nie umiał ich wyjaśnić. Dodatkowo książkę cechują nagłe zwroty akcji i szybkie tempo, które sprawiają, że momentami nie wiadomo, co się dzieje. Wszystko zostało okraszone bezsensownymi dialogami, które w zamierzeniu miały chyba bawić, lecz tylko męczą i sprawiają, że czytelnik ma ochotę przerwać lekturę i sięgnąć po jakąś inną pozycję. Zastanawiające – autor chciał przy ich pomocy wydłużyć treść powieści czy po prostu nie umiał poprowadzić rozpoczętych przez siebie wątków i próbował je urywać lub kontynuować w taki właśnie sposób? Jakby literackich nieszczęść było mało, przez cały tekst towarzyszy nam przeplatający się styl wysoki i niski – wzniosłe mowy, stylizowane na archaiczny język, przerywane prostackimi, współczesnymi odzywkami. Na dodatek raz na jakiś czas błyśnie nam złota myśl, niczym wyrwana ze zbioru cytatów Paulo Coelho. Czegoś takiego spodziewamy się raczej po blogu pisanym przez nastolatkę, a nie po dziele autorstwa dorosłego mężczyzny…

…zamkniętych na kartach pięknie wydanej książki

Pod względem wizualnym wydawnictwo Novae Res wykonało kawał dobrej roboty. Na szczególną uwagę zasługuje okładka, która przyciąga wzrok intrygującą i śliczną ilustracją. Co prawda z tyłu przypomina ona bardziej obrazek z czytadła o wampirach dla gimnazjalistek, jednak mimo to sprawia ogólnie bardzo dobre wrażenie. Kartki książki są grube i przyjemne w dotyku. Jeżeli zaś chodzi o kwestie językowe, to trudno jest powiedzieć, czy w utworze pojawiają się błędy, czy są to celowe zabiegi autora – jednym z najbardziej zastanawiających zdań było to o „podawaniu komuś miecza prosto w twarz”. Twarz miała ten miecz chwycić? Czy oręż miał się w nią wbić? Grosik za myśli twórcy…

Zastanawiające jest, dlaczego ktoś podjął tak wielkie ryzyko, jakim jest wydanie podobnego tytułu. Przy ogromie pozycji, które można znaleźć na współczesnym rynku fantastyki, ta nie wyróżnia się niczym pozytywnym. Moim zdaniem naprawdę szkoda czasu i pieniędzy, kiedy do przeczytania jest tyle innych, ciekawszych książek. Ostateczna ocena powieści zależy jednak od prywatnego gustu czytelnika, dlatego też każdy powinien sam zmierzyć się z tym utworem i spróbować go ocenić według własnych, indywidualnych kryteriów. Podchodząc do lektury nie należy mieć zbyt wysokich oczekiwań. Znaczne grono odbiorców pozycja ta może po prostu rozczarować.

Ocena: 2/5

Dyskusja