Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Mały krok w stronę Kosmosu – recenzja „Długiego Marsa”

Kiedy fundamenty długoziemskiej cywilizacji się zawalają, w życiu długoziemian coraz mniej jest dawnej sielanki. Najwybitniejszym z jej przedstawicieli nie przeszkadza to marzyć o dalszych skokach cywilizacyjnych, a szczególnie tajemniczemu Willisowi Linsay, ojcu Sally i wynalazcy krokera. Przez lata uznawany za zaginionego, wychodząc z ukrycia, kontaktuje się z niespodziewającą tego córką. Jego nowy pomysł rozmachem przebija wszelkie plany Lobsanga, nawet trzecia już ekspedycja, szacowana na setki milionów Ziemi, zdaje się nie dorastać do pięt szalonym ideom naukowca. Jakie marzenia o Marsie snuje Linsay i czy trzewia Długiej Ziemi skrywają przed ludźmi nowe zagrożenie?

Po wydarzeniach wieńczących „Długą Wojnę” Ziemia Podstawowa staje się praktycznie niezdatna do zamieszkania, a sąsiadujące z nią Wschodnie i Zachodnie zalewają fale przymusowych emigrantów. Pewne rzeczy już nigdy nie będą takie same. Mimo tego pozostaje poczucie ulgi, że możliwość przekraczania pozwoliła ludzkości przetrwać kataklizm zgubny dla jednego świata. Nawet tak tragiczne wydarzenia nie zatrzymują jednak zgłębiania tajników multiwersum. Pragnąc powiększyć grono poznanych Ziemi o kolejny rząd wielkości, a być może też nawiązać kontakt z innymi inteligentnymi tworami ewolucji, Stany Zjednoczone wystawiają do rejsu jeszcze jeden nowoczesny sterowiec. Kapitan Maggie Kauffman ponownie staje się odpowiedzialna za największą operację logistyczną swoich czasów, chociaż nie wie ona wszystkiego o celu tej wyprawy. We wnętrzu gigantycznego statku, wśród załogi i naukowców, ukryty jest bowiem niespodziewany pasażer.

Tymczasem dobrze znane ludzkości poczucie zagrożenia powtórnie pojawia się na Długiej Ziemi. Jak nigdy wcześniej odpowiadają za nie całkowicie ludzkie oblicza o zgoła odmiennym sposobie myślenia. Są to postludzie zwani Następnymi, nowy gatunek człowieka o niekoniecznie pokojowych zamiarach wobec przodków. Nieuchronnie starzejący się Joshua wplątany zostaje w kolejną wielką misję swego życia, wytropienie przedstawiciela znacznie inteligentniejszej odmiany homo sapiens. Odkrycia, których dokona wniosą sporo nowego w sposób pojmowania przezeń świata, choć nie zmieni to zauważalnie psychiki samej postaci. Pod tym względem opowieści z cyklu Pratchetta i Baxtera nigdy nie wyróżniały się szczególnie analitycznym podejściem do jednostki, skupiając przede wszystkim na ich zgrupowaniu, zachowaniu społecznym.

Co do Długiego Marsa… Przemilczając pomysłowy sposób dostania się nań, prawdziwa przygoda zaczyna się od próby symbolicznego zatknięcia flagi na nowym dla ludzkości gruncie. Warunki, na jakie natrafiają Willis, Sally i towarzyszący im Frank Wood, niedoszły astronauta z czasów sprzed Dnia Przekroczenia, przyprawiłyby o rozpacz nawet Marka Watney’a. Podobnie jak bohater „Marsjaninna”, postacie radzą sobie z niegościnną planetą w każdy dostępny sposób, co stanowi najciekawszą część całej książki. Naturalnie jest tu wiele żmudnego przekraczania przez dziesiątki tysięcy jałowych światów, lecz zgodnie z rozkładem prawdopodobieństwa nie każdy takim się stał. Autorzy zastanawiają się nad możliwymi ścieżkami obumierania Czerwonej Planety przed miliardami lat – od zatrzymania się jej jądra, po próby przetrwania teoretycznej marsjańskiej natury. Pewnym jest jedno – cokolwiek zostanie tam odkryte, będzie miało gigantyczny wpływ na rozwój Długiej Ziemi.

Chociaż większa część fabuły powieści to nadal wędrowanie przez światy krok po kroku, „Długi Mars” wydaje się lekturą dynamiczniejszą od poprzednich części. Nie wszystkie wątki zostały tu zadowalająco zamknięte, ich przebieg daje jednak więcej satysfakcji, niż miało to miejsce w „Długiej Wojnie”. Kiedy przyjrzeć się składowym fabuły – trzem objętościowo równorzędnym wątkom, każdy z osobna wydaje się być niezbyt spektakularnym (co najbardziej doskwiera w przypadku kosmicznej eskapady Sally), dopiero razem, przez subtelne splatanie się ze sobą i wpływ na przyszły świat, tworzą wyważoną opowieść, która broni się również pod względem naukowym. Brytyjczycy udanie wplatają w Długie Uniwersum najczęściej eksplorowaną w fantastyce planetę pozaziemską i może nie jest to klasyk na miarę „Kronik marsjańskich” Bradbury’ego ani fenomen popkulturowy jak „Marsjanin” Weira, lecz wciąż stanowi pozycję obowiązkową na półce wszystkich obeznanych z cyklem.

Ocena: 4/5

Dyskusja