Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Puzzle poprzycinane nożyczkami – recenzja książki „Układ”

Dobra opowieść jest jak układanka. Poszczególne wątki i motywy przypominają w niej rozłożone i wymieszane puzzle, które po złożeniu idealnie do siebie pasują, tworząc spójną, harmonijną całość. Czasami zdarza się jednak, że twórca takiej układanki nie podoła zadaniu i, aby dopasować do siebie poszczególne części, musi je trochę poprzycinać, ponaciągać i dostosować ich kształt tak, by chciały się połączyć z pozostałymi fragmentami. Czy taka układanka nadal będzie się dobrze prezentować?

„Układ” Janusza Koryla pod względem gatunkowym stanowi bardzo ciekawe połączenie klasycznego kryminału z powieścią grozy. Codzienna praca zwyczajnych policjantów, rozwiązujących zagadkę tajemniczo wyglądającej serii samobójstw przeplata się płynnie z wątkiem nadprzyrodzonym. Pomysł jest niewątpliwie ciekawy, a sama główna intryga dobrze obmyślana, dzięki czemu historia przedstawiona przez autora trzyma w napięciu.
Niestety, ogólne pozytywne wrażenie burzą bardzo niedopracowane rozwiązania fabularne i często absurdalne zachowania czy reakcje bohaterów.

Już na samym początku spacerująca z psem po osiedlu kobieta zauważa pod jednym z bloków zwłoki młodego mężczyzny, który – jak się potem okazuje – wypadł z okna na szóstym piętrze. Świadek nie wpada jednak na to, że obwąchiwany i obszczekiwany przez nerwowego czworonoga delikwent po prostu nie żyje, snuje za to długie rozważania o tym, dlaczego chłopak tak leży bez ruchu, w piżamie i z kończynami wygiętymi pod dziwnym kątem. Zastanawia się, czy śpi, czy też jest pijany… Sądzę, że naprawdę nie trzeba być doświadczonym śledczym ani lekarzem, by rozpoznać trupa kilka godzin po upadku z tak znacznej wysokości. W tym momencie w głowie czytelnika pojawia się pytanie: czy autor celowo wykreował tę epizodyczną postać na – kolokwialnie mówiąc – przygłupią, czy też tak bardzo nie wierzy w błyskotliwość swoich odbiorców.

Inny przykład: pisarz z Krakowa, chcąc przyjechać do Rzeszowa na spotkanie z policjantem – zupełnie przypadkowym człowiekiem, z którym przeprowadził wyłącznie jedną, dość zaskakującą rozmowę telefoniczną. Tylko raz, na początku dialogu, usłyszał nazwisko komisarza, a pod koniec konwersacji otrzymał informację, że znajdzie go na komendzie. Żadnego adresu, żadnego powtórzenia nazwiska… A literat? O nic nie dopytuje, grzecznie się żegna i obiecuje przybycie na miejsce następnego dnia przed południem. Czy wobec tego w Rzeszowie jest tylko jedna komenda, a w niej urzęduje jeden policjant? A jeśli nawet, to czy pisarz z Krakowa o tym doskonale wie?

Sam główny bohater – komisarz Paweł Wolański – także miewa dość abstrakcyjne myśli. Jego tok rozumowania od czasu do czasu biegnie naprawdę niezrozumiałymi dla przeciętnego czytelnika torami. Przykładowo – na widok numeru bloku (13), w którym doszło do przestępstwa, zamierzający zaraz przesłuchać zrozpaczonych rodziców 20-letniego samobójcy, policjant rozpoczyna dość rozbudowany monolog wewnętrzny na temat pechowości odczytanej przed chwilą liczby.

Najbardziej naciągana wydaje się jednak reakcja innej bohaterki. Matka, po zaginięciu córki proszona o identyfikację zwłok wyłowionej z rzeki dziewczyny, nagle przypomina sobie, że przy ostatniej rozmowie z policjantem, nie odpowiedziała precyzyjnie na pytanie, czy zauważyła w zachowaniu nastolatki coś dziwnego. Gdy ma już wyjść z komendy, by udać się do kostnicy i być może zobaczyć zwłoki własnego dziecka, zatrzymuje się i dzieli z komisarzem cennym spostrzeżeniem – jej córka ostatnio czytała Biblię.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Janusz Koryl po prostu wielokrotnie decydował się na sztuczne, nie do końca logiczne i źle przemyślane rozwiązania tylko po to, by skleiły mu ogólny rys fabularny i doprowadziły do rozwiązania zagadki. To nic, że niektóre puzzle w tej układance wyglądają, jakby zostały zwyczajnie przycięte nożyczkami, aby pasowały do całości. Ważne, że pisarz uzyskał efekt zgodny ze swoim zamysłem. Tylko gdzie w tym toku myślenia podział się szacunek dla inteligencji czytelnika?

„Układ” nie jest książką złą, czyta się go szybko i sprawnie, a intryga potrafi utrzymać odbiorcę w napięciu. Powieść sprawdzi się całkiem nieźle jako lekkie czytadło do zajęcia sobie czasu w podróży albo przejazdów komunikacją miejską. Pod warunkiem, że podejdzie się do tej niej z lekkim przymrużeniem oka. Bardziej czepialskich czytelników może jednak zirytować naciąganymi, nienaturalnymi rozwiązaniami fabularnymi.

Ocena: 2/5

Dyskusja