Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Supernatural dla początkujących – recenzja książki „Żniwiarz. Początek obłudy”

Interesujący pomysł, choć już wielokrotnie wykorzystywany przez twórców fantastyki young adult. Pełna akcji opowieść owiana aurą tajemniczości. Nadprzyrodzone zjawiska i zagadki kryminalno-paranormalne z dramatem rodzinnym w tle i pozytywnym akcentem przepięknej braterskiej miłości. Klimat przywodzący na myśl popularne amerykańskie seriale. Młodzież to lubi! Czy zatem pierwszy tom cyklu „Żniwiarz” ma szansę spodobać się młodym czytelnikom?

„Ryan zawsze inaczej patrzył na świat. Nie tylko potrafił poczuć, dotknąć i usłyszeć więcej, ale był w stanie zobaczyć nawet duszę.

Rodzina Ryana należała do grona Łowców, którzy od pokoleń zajmowali się odszukiwaniem i likwidowaniem demonów. Przez trudne dzieciństwo bohater nie mógł zdobywać wiedzy na ten temat ani brać udziału w konfrontacjach z demonami. Częsta krytyka ze strony ojca powoduje, że w końcu ze starszym bratem ucieka z domu. Czy misja Ryana się powiedzie? Czy uda mu się zrozumieć, kim tak naprawdę jest oraz co się dzieje z jego umysłem? Jak daleko się posunie, aby zabić jednego z najgroźniejszych demonów – rakszas? Kim jest tytułowy Żniwiarz, który stale pojawia się w jego snach?”

„Żniwiarz. Początek obłudy” to mała, poręczna książeczka, w sam raz do pochłonięcia w jeden deszczowy wieczór lub do poczytania w komunikacji miejskiej. Fabuła także jest nieskomplikowana, dość szablonowa, ale sympatyczna, dzięki czemu powieść czyta się szybko i sprawnie.

O Beacie Goździewskiej niewiele wiadomo i trudno doszukać się jakichkolwiek informacji poza tym, że jest ona „młodą i dobrze zapowiadającą się autorką”. Pierwsze pytanie, jakie nasunęło mi się po przeczytaniu jej debiutanckiej książki, brzmi: „Jak bardzo młodą?”. Zakładam, że musi być to osoba w wieku najwyżej licealnym, jeśli nie gimnazjalnym. Szkoda, że nigdzie nie podano dokładnego wieku początkującej pisarki. Gdyby to zrobiono, o wiele łatwiej byłoby mi ocenić jej umiejętności, bo przecież czego innego wymaga się od 18-latki niż od dziewczyny 13-letniej.

Goździewska pisze bowiem językiem dość dziecinnym (co oczywiście może zostać w pełni uzasadnione jej wiekiem). Prezentuje ciekawe pomysły, jednak wyraźnie widać, że brakuje jej jeszcze umiejętności ubierania ich w słowa.

Autorce, pomimo mocno rzucających się w oczy niedostatków warsztatowych, udało się jednak stworzyć historię, którą da się polubić. Lekka, sensacyjna fabuła powinna wzbudzić u młodego czytelnika emocje i utrzymać go w napięciu.

Na uwagę zasługują też kreacje bohaterów – są one spójne i interesujące, a każda z postaci nosi wyraziste, indywidualne cechy. Do atutów należy zaliczyć także ciekawy pomysł na nietypową zdolność głównego bohatera – „widzenie dusz”. Ta zagadkowa umiejętność została przedstawiona w udany sposób i zdecydowanie przykuwa uwagę podczas lektury. Zachęcający jest również wątek relacji między przedwcześnie pozbawionymi opieki rodzicielskiej braćmi. Autorka ukazała także wpływ, jaki patologia w domu rodzinnym może wywrzeć na młodego człowieka.

Kolejnym elementem mogącym przyciągnąć do powieści Beaty Goździewskiej jest sposób, w jaki wykorzystała ona mocno zakorzenione w popkulturze elementy mitologii, ezoteryki czy okultyzmu. Zaprezentowała je wprawdzie dość stereotypowo, jednak bardzo zgrabnie wplotła w świat przedstawiony.

Niestety, ogólne pozytywne wrażenie psuje całkowity brak korekty. Błędy językowe wszelkiego możliwego typu pojawiają się niemal na każdej stronie książki. Od licznych, rażących powtórzeń (typu: „Potwór zbliżył się zbyt blisko” czy „Ze wszystkich stron trysnęła krew, brudząc jej sukienkę i twarz ciemną krwią”), poprzez nieprawidłowy szyk zdań, zdarzające się czasem błędy ortograficzne („Zwolnił tępo”), narrację trzecioosobową, w której – ni z tego, ni z owego – pojawiają się zupełnie nieuzasadnione pojedyncze zdania w pierwszej osobie, aż po konstrukcje takie jak: „Po chwili po demonie nie zostało nic, nie licząc czarnej plamy przypominającej gęstego oleju” lub „Nie tylko potrafił poczuć, zobaczyć, dotknąć, usłyszeć lub zasmakować wszystkiego wokół”.

Do wad należy zaliczyć również sztuczne dialogi. Czasami czytelnikowi trudno zrozumieć, dlaczego bohaterowie wypowiadają słowa zbyt oczywiste, przypadkowe lub zupełnie nie pasujące do sytuacji. Niektóre konwersacje pomiędzy postaciami po prostu zaprzeczają ich inteligencji, chociaż nic w fabule nie uzasadnia takiego stanu rzeczy.

„Żniwiarz. Początek obłudy” to w zasadzie dopiero wprowadzenie do historii, która powstała w głowie Beaty Goździewskiej. Pierwszy tom stanowi raczej zapoznanie odbiorców z ogólnym zarysem pomysłu autorki, zawiązanie fabuły. Cykl zapowiada się jednak na tyle interesująco, że – mimo wyraźnych defektów warsztatowych – warto dać debiutantce szansę i zobaczyć, jak poradzi sobie z rozwinięciem opowieści. Mam tylko szczerą nadzieję, że przy pracy nad kolejnymi tomami Goździewska otrzyma rzetelną pomoc ze strony redakcji i korekty.

Ocena: 2/5

Dyskusja