Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Szybko, przyjemnie i przewidywalnie – recenzja „Pierwszego dnia wiosny”

Ostatnio coraz trudniej trafić na nową książkę fantasy łączącą w sobie klasyczne komponenty mediewistycznej odmiany z lekką, humorystyczną historią oraz innowacyjnym pomysłem. Księgarniane półki wprawdzie uginają się od nowości spod znaku quasi-średniowiecznej fantasy, jednak większość to opowieści przypominające „Grę o Tron”, „Wiedźmina”, Ziemiomorze” czy „Fionavarski gobelin”. Czasem pojawia się coś w rodzaju „Z Mgły Zrodzonego” bądź „Pierwszego Prawa” – te pozycje to raczej pesymistyczne wizje świata, bazujące na toposach gatunku oraz przesiąknięte posępnym nastrojem. „Przekraczając granice” Oksany Pankiejewej, mimo że zawierała klasyczne motywy, odcinała się niejako od swoistego nurtu dominującego w powyższych przykładach – była przyjemną powieścią, łatwą w odbiorze oraz okraszoną wesołą atmosferą. „Pierwszy dzień wiosny”, jej kontynuacja, w niczym nie ustępuje poprzedniczce, a i niejednokrotnie zachwyca.

Olga była studentką i singielką, lecz pewnego dnia, w dość mało spektakularny, a zarazem tajemniczy sposób, przeniosła się do świata równoległego (królestwa Ortanu, nad którym pieczę sprawuje Szellar) i tam zamieszkała między smokami i elfami.- To wszystko poznaliśmy w poprzednim tomie, więc przejdźmy do drugiej odsłony cyklu. Olga przyzwyczaiła się do pruderyjnych w niektórych aspektach, acz w innych swawolnych, zwyczajów i zasad panujących w tym kraju, znalazła niezbyt ciekawą pracę i wciąż jest nieszczęśliwą singielką – co istotne – borykającą się z niechcianą cnotą… Niby nic takiego, przecież kiedyś w końcu zjawi się ten rycerz na białym rumaku, a może nawet sam król, który i tak już ma na nią oko. Niestety, pewnej damie te ciągoty monarchy do dziewczyny – nomen omen z innego świata – były bardzo nie w smak, dlatego uknuła spisek i za jednym zamachem pozbyła się czterech niepożądanych konkurentek, w tym i Olgi. A owa grupka została przeznaczona jako pasza… ofiara-danina dla smoka. Większość białogłów z królestwa Ortanu zapewne modliłaby się o ciepłe przyjęcie w niebie, czy gdzieś tam w innych zaświatach, ale Olga nie ma zamiaru wybierać się ot tak do paszczy jaszczura. Olga postanawia ruszyć na pojedynek z gadem.

wklejając

Kompozycja świata została zachowana w zgodzie z gatunkową konwencją – mamy rządzone przez baśniowego króla państwo Ortan w anturażu magicznych istot i barwnych ras, mediewistyczne realia, magię i walki na miecze czy włócznie rodem z pradawnych podań, błędnych rycerzy oraz przygód bez liku. Pankiejewa natomiast dodała tam parę elementów świadczących o bardziej nowatorskim podejściu – znane chociażby z „Fionavarskiego gobelinu” bądź „Kronik Amberu” przeniesienie się z jednego wymiaru do innego, a przy tym wrzuciła do tej klasycznej, quasi-średniowiecznej wizji, znany nam współczesny arsenał, chociaż nieużywany powszechnie. Widok filigranowej dziewczyny z karabinem stającej naprzeciw smoka robi wrażenie. Do tego nie mogło zabraknąć motywu królewskiego dworu – przesiąkniętego spiskami, knowaniami oraz politycznymi gierkami – dodającego intrydze lepszego smaku i odciągającego od czasu do czasu uwagę czytelnika od wątku Olgi. Owa linia fabularna niejako usprawiedliwia brak reakcji króla – zajętego podówczas polityką – na wybranie głównej bohaterki do składu smoczej potrawki.

Dla osób zaznajomionych z poprzednią częścią nie będzie nowością, że autorka i w „Pierwszym dniu wiosny” zadbała o to, aby czytelnik w trakcie poznawania opowieści miał doborowe towarzystwo bohaterów. Poczynając od postaci pierwszoplanowych, na tła kończąc, Pankiejewa dba o szlif rysunku psychologicznego oraz cech zewnętrznych. Olga, protagonistka, to była studentka z Ziemi, która musiała przyzwyczaić się do życia w nieprawdopodobnych realiach, patrząca na nową egzystencję i własną przyszłość sceptycznie. Stara się przezwyciężyć ciążące na niej fatum, no i odszukać drugą połówkę jabłka – co jest dość istotne dla fabuły. Poza nią jest oczywiście Szellar III, król iście królewski, choć nie według znanych nam historycznych standardów. Na szczęście mamy do czynienia z optymistyczną fantasy, dlatego owa postać nie jest kreowana na szaleńca, tyrana czy nicponia, tylko na władcę sprawiedliwego, który przekonuje do siebie czytelnika charyzmą i aktywnym działaniem. Odbiorca może też nawiązać więź z tajemniczym zabójcą i buntownikiem – Cantorem, czy dobrodusznym rycerzem Elmarem. A na deser zostaje Żak – błazen, który wprost urodził się do swojego zawodu. Nie brak także antagonistów różnego pokroju i dalszoplanowych bohaterów – i niemal żaden z nich nie jest wybrakowany czy pretensjonalny, w tym aspekcie wszyscy pasują do całości niby puzzle.

„Pierwszy dzień wiosny” stanowi godną kontynuację „Przekraczając granicę”, dającą mocne nadzieje na kolejne tomy. Powieść napisana jest plastycznym, żywym językiem, lekkim piórem, z niemałą dawką humoru we wszelakiej postaci, z bohaterami, których nie sposób nie polubić, malowniczym i bogatym światem. Przede wszystkim jednak prezentuje historię niesztampową w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Kto jeszcze nie miał okazji poznać „Kronik Dziwnego Królestwa” i szuka czegoś przyjemnego i ciekawego – ma ku temu okazję. Dwa tomy pełne przygód oraz ciętego żartu zostały już w Polsce wydane, tylko czekać aż pojawią się następne.

Ocena: 4/5

Dyskusja