Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

W stronę światła – recenzja książki „Assassin’s Creed: Podziemie”

„Podziemie” to kolejna już odsłona literackiego uniwersum asasynów wykreowanego przez Olivera Bowdena. Akcję najnowszej powieści osadzono na sześć lat przed wydarzeniami znanymi z gry „Assassin’s Creed: Syndicate”. Fabuła koncentruje się na perypetiach młodego hinduskiego skrytobójcy Jayadeepa. Zhańbiony podczas inicjacyjnej misji chłopak zyskuje szansę na odkupienie win poprzez podjęcie szpiegowskiej działalności w szeregach zakonu templariuszy w wiktoriańskim Londynie. Jako Duch pełni rolę obrońcy najuboższych mieszkańców metropolii, a pod fałszywym imieniem Bharata Singha zatrudnia się przy budowie pierwszej w historii kolei podziemnej, gdzie natrafia na spisek związany z artefaktami Prekursorów, pozostałościami po wysoko rozwiniętej cywilizacji, zniszczonej przed wiekami przez potężny kataklizm.

Bowdenowi udała się rzecz zaskakująca. O ile jego poprzednie książki o Asasynach były przepisanymi scenariuszami gier, na których bazowały, o tyle „Podziemie” oferuje nową jakość. Powieść można podzielić na dwie części. Pierwszą, obejmującą większość rozdziałów, na którą składa się historia Jayadeepa oraz drugą, zawartą na ostatnich stu stronach pozycji, poświęconą pobieżnemu opisowi wydarzeń z „Syndicate”.

Opowieść o hinduskim asasynie czyta się z przyjemnością. Z kartek bije humor, intryga jest zwarta, czytelnik obcuje z gamą ciekawych postaci i angażuje się w konflikt pomiędzy skrytobójcami a templariuszami. Historia Jayadeepa jest autonomiczna i buduje fundamenty pod wydarzenia z „Syndicate”, gdzie bohatera poznajemy jako mentora jej głównych protagonistów, rodzeństwa Frye.

W tym momencie książka powinna się skończyć. Tak się jednak nie stało. Pozycję zamyka wątek bazujący na fabule gry, gdzie dwójka młodych asasynów podejmuje się zadania ostatecznego wyswobodzenia Londynu z rąk templariuszy. Niestety został on napisany z gracją godną słonia zamkniętego w składzie porcelany. Jayadeepa odsunięto na bok na rzecz Evie Frye, z której perspektywy poznajemy wydarzenia. Finalne rozdziały drastycznie odstają od reszty powieści. Są napisane po macoszemu i spłycają historię do granic możliwości. Ukończenie wątku fabularnego w grze zajmuje przeciętnemu odbiorcy kilkanaście godzin, a na lekturę jej literackiego odpowiednika można poświęcić maksymalnie godzinę (i to przy robieniu długich przerw). Pierwszą część „Podziemia” napisano z pomysłem i humorem, istnienie drugiej można tłumaczyć jedynie kuriozalnym wymogiem Ubisoftu (wydawcy i właściciela marki), aby książki o asasynach odzwierciedlały treść gier.

W powieść utkano wiele smaczków dla fanów w postaci nawiązań do wcześniejszych utworów z uniwersum. Co ciekawe, autor w paru miejscach subtelnie zwraca uwagę na irracjonalizmy rządzące zakonem asasynów i kwestię wyrzutów sumienia jego członków. Obiektywnie patrząc, skrytobójcy walczący o wolność i inne szlachetne wartości, ze względu na naturę swojego fachu, pasują bardziej na wyznawców ciemnej strony mocy.

Jako odbiorca mający wcześniej styczność tylko z przeciętną nowelizacją „Assassin’s Creed 2” pt. „Renesans”, podchodziłem do nowej książki Bowdena bardzo sceptycznie. Okazało się, że niesłusznie, ponieważ historia Jayadeepa to bardzo dobra opowieść osadzona w świecie asasynów. Bohaterowie wzbudzają sympatię czytelnika, akcja jest wartka, intryga wciąga, nie zabraknie także niewymuszonego humoru. Niestety, żenujący poziom ostatnich rozdziałów rzutuje na odbiór całości. Najwyższa pora, aby Ubisoft pozwolił Bowdenowi na napisanie całkowicie niezależnej powieści o zakapturzonych zabójcach. Książka jest skierowana głównie do fanów uniwersum, rozdziały o Jayadeepie można polecić każdemu, natomiast nowelizacja fabuły „Syndicate” nie porwie ani graczy, ani czytelników z produkcją niezaznajomionych.

Ocena: 2.5/5

Dyskusja