Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wampir skalany – recenzja książki „Ogar boga. Popiół i piach”

Kira Santiago to zabójczyni równie groźna, co powabna, bezlitosna dla wrogów i pełna tajemnic. Mając do dyspozycji nieposkromioną, potężną wilczą formę, a w ludzkiej postaci dwa zabójcze miecze, bohaterka wymierza sprawiedliwość istotom magicznym. Wampiry, wilkołaki, elfy, wiedźmy – każde z nich musi się liczyć z pozostającą na uboczu wojowniczką. Kiedy seria brutalnych zabójstw wstrząsa lokalną społecznością, Kira wzywa swych dawnych sprzymierzeńców i szykuje się na łowy. Czy talent pisarski nastoletniej autorki dorównuje bitewnej finezji tytułowej ogarzycy?

Elfy do rezerwatu

Powieść Anny Grędy to, jak na obecne standardy, całkiem typowy przykład literatury młodzieżowej. Akcja osadzona jest w otoczonym przez puszcze amerykańskim miasteczku, z pozoru odludnym, a jednak zamieszkanym przez większość nadnaturalnych gatunków. Sednem społeczności są nie darzący się nadmierną miłością krwiopijcy oraz likantropi. Gdzieś na uboczu znajdują się też przedstawiciele innych ugrupowań, ale nawet, gdy mowa o pomocnikach Santiago, wpływ na zdarzenia mają oni minimalny. Wszystko przypomina tu szablon, z którego powstają utwory pokroju „Underworld”. Od głównej bohaterki poczynając.

Marysia jak się patrzy

Jaka jest Kira – każdy widzi (a przynajmniej postacie, z których perspektywy dzieje się część książki). Pomimo drobnej budowy, natura wyposażyła ją hojnie, co rozpala większość znanych jej mężczyzn. Budzi również powszechny szacunek, prawie nikt nie może się bowiem równać z jej mocą i z każdego starcia wychodzi obronną ręką i ze zjadliwym uśmiechem na ustach. Równie mordercza wydaje się być w potyczkach słownych, wyszczekanymi bon motami zamykając usta płonącym z gniewu oponentom. Nie wolno zapomnieć o jej talencie matematycznym, który pozwala zarabiać na życie w okresach nudnej, szarej codzienności.

Znakomicie tańczy i urzekająco śpiewa, zwłaszcza piosenki Disturbed, których teksty bardzo wyraźnie opisują jej drapieżną naturę. Stylówę ma nienaganną: glany, skórzana kurtka i modne dodatki w postaci kolczyków, trochę liczniejszych niż przystoi damie. Oskarżenia o tendencyjność z pewnością pannie Santiago nie grożą.
Choć dystansuje się od ludzi, na samotność nie może narzekać. W jej umyśle przemawia spleciona z nią duchowo Bestia – nieujarzmione alter ego, trzykrotnie roślejsze od wilkołaków. Drugim towarzyszem jest pies Bruno, którego łączy z bohaterką emocjonalna więź i który pilnuje też jej domostwa.

Dodajmy do tego opiewane w pewnym micie pochodzenie, różnobarwne oczy i liczne inne detale dodające postaci kolorytu. Nie wspominajmy o wadach, bo przecież pewien szczep postaci literackich jest na nie zbyt dystyngowany. Dzierży on wspólne imię, opiewane w niezliczonych opowieściach o, podobnym do „Ogara boga”, okołofanfikowym pochodzeniu. A imię to… Mary Sue, zwiastun grafomanii.

Pościgi, zwroty akcji, wybuchy

Choć książka ma ponad 400 stron, fabuła nie wykorzystuje tego dystansu na rozpędzenie się. Szczątkowe zawiązanie akcji prowadzi tutaj do serii spotkań nie wnoszących wiele do fabuły, niemniej posiadających inną istotną rolę. Przez pierwszą połowę książki Kira ukazuje swą dominację fizyczną bądź psychiczną nad każdą z mijanych osób ludzkich lub magicznych. Gdy sytuacja jest już dobrze nakreślona, coś wydaje się zmieniać w sposobie prowadzenia historii, ale nadal grzęźnie ona w błocku bezcelowości. Zamiast faktycznego wątku kryminalnego albo choć jednej dobrze napisanej walki, czytelnik dostaje iluzję posuwania się do przodu. Widać w tym szpetotę wynikającą z obmyślenia „Ogara boga” jako trylogii. Umieszczanie plastikowych pionków na kserokopii planszy zajęło większość uwagi autorki, przez co zabrakło sił bądź talentu do wykreowania interesującej historii. Nawet nieodzowny wątek romansowy jest tu (powtarzanym przy wielu podobnych dziełach) dreptaniem ku sobie idealnej i idealnego, łączeniem ze sobą tak różnych, a jednak takich samych. Krytykowanie tej części książki nie ma jednak sensu – jedynym wyznacznikiem jej jakości jest zadowolenie grupy docelowej. Tej nie powinno niczego braknąć.

Krwiopijca open-source

Dla wampirofilów znacznie ciekawszy jest sposób ukazania pociotków Draculi. Trudno stwierdzić, czy Gręda ignoruje kanon i tworzy własny (w końcu to świat wypełniony magią), czy też o nim zapomina – rezultat jest ten sam.
W rozdziałach o Amelii, wampirzycy wchodzącej w skład drużyny głównej bohaterki, czytelnik może być nieźle skonsternowany. Najmniejszym chyba grzechem jest przyjęcie, że światło słoneczne nie szkodzi wampirom (ten motyw mógł już gdzieś zaistnieć w popkulturze). W drodze wyjątku śmiertelne jest dlań światło poranka, podobnie jak przedmioty wykonane ze złota (srebro działa tylko na likantropów). Poddana przemianie ponad 200 lat temu Amelia oddycha, żywi się po człowieczemu, zraniona – krwawi jak gdyby nigdy nic. Po walce w jej żyłach krąży adrenalina. Tylko raz rezolutnie stwierdza (notabene na widok głównej bohaterki), że na szczęście wampiry nie mogą się rumienić. W dialogu pada też stwierdzenie niemal burzące czwartą ścianę – że „nie jest to przecież powieść Brama Stokera”. To vanity publishing – można zripostować w duchu.

Krew w piach

Jedyne, co w „Ogarze boga” może uchodzić za zadowalające, to sam styl, choć zbyt mocno przyprawiony manieryzującymi przymiotnikami. Książkę czyta się całkiem sprawnie, zwłaszcza że, pomijając zbędne sceny i opisy, dałoby się ją skrócić co najmniej o połowę. Z zegarmistrzowską precyzją, bo średnio co 3 strony ktoś się tutaj uśmiecha. Wariantów jest wielość: lekko, zjadliwie, ponuro, kpiąco, czasem ukazując przy tym cały komplet nieludzkiego uzębienia. Większych błędów językowych brak, ale wiele opisów kuleje – albo przez przepoetyzowane sformułowania, albo powtarzanie tych samych wyrażeń. Jeśli postać ma długie nogi, to na pewno biegacza, zwinność ruchów nieraz jest zaś kojarzona z panterą.

Pierwszy tom planowanej trylogii można zaś kojarzyć z literaturą niskiego sortu. Komu ma się spodobać, spodoba się i tak, niezależnie od piętrzących się mankamentów, pozostali tego gatunku twórczości powinni jednak zdecydowanie unikać.

Ocena: 1.5/5

Dyskusja