Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wykroczne tam i z powrotem – recenzja „Długiej Ziemi”

Wskaźniki ekologiczne od lat potwierdzają, że ludzkość przejada Ziemię ponad jej miarę. Rachunkiem, jaki wystawiamy ojczystej planecie za postep technologiczny, są topniejące zasoby surowców i niemalejący wpływ ich konsumpcji na klimat. Przy zachowaniu tej tendencji katastrofa naturalna może być kwestią kilku dekad, a jej widmo zawisa nad nami już teraz. Cóż jednak, jeśli w walce o przetrwanie otrzymamy niespodziewaną pomoc od Wszechświata? Duet cenionych brytyjskich pisarzy – Pratchett i Baxter – eksploruje motyw multiwersum, z rozmachem kreując wizję oddanego ludziom nieskończonego świata. Tylko czy nie jest to dar na miarę mitycznej puszki Pandory?

Do chwili znanej później jako Dzień Przekroczenia, bardzo niewielu jednostkom udało się odkryć tę tajemnicę: istnieje więcej niż jedna Ziemia! Nie chodzi tu o planety jej podobne, rozsiane po Kosmosie bliźniaczki błękitnego globu. Owe „inne Ziemie” znajdują się w wymiarach równoległych, dostępnych na wyciągnięcie ręki lub – wyrażając się precyzyjniej – odległość Kroku. Przekraczanie jest, niczym teleportacja, zniknięciem z jednego miejsca i przemieszczeniem do tego samego w świecie alternatywnym. Jest to w pewien sposób ograniczone, lecz i tak stwarza ogromne możliwości logistyczne. Gdy anonimowy naukowiec publikuje schemat urządzenia do podróży między Ziemiami, nieunikniona jest rewolucja na wszelkich możliwych płaszczyznach. Wystarczy pudełko z odrobiną samodzielnie połączonej elektroniki (w książce zresztą zawarty jest schemat), ziemniak w roli zasilania i przed każdym człowiekiem otwiera się droga przez nieskończoną Ziemię. Długą Ziemię.

Tym, co odróżnia wizję Brytyjczyków od pozostałych obrazów alternatywnego świata, jest skala. Kiedy pomyślimy o innej błękitnej planecie, odmienią ją pewnie rezultaty którejś z wojen – jak w wielu powieściach z cyklu wydawniczego „Zwrotnice czasu”. Długą Ziemię natomiast zapełnia kombinatoryka procesu formowania się planety. Stąd, pomimo wszechobecnego na niej życia, nie trafi się tu na inny świat z rdzennymi homo sapiens. Chociaż zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa zdarzyć się może wszystko, nieskończoność Długiej Ziemi nie jest aż tak pojemna. Dobitnie pokazuje to, jak niewiele było trzeba, byśmy jako cywilizacja nigdy nie powstali – jak w opowiadaniu „De impossibilitate vitae” Lema, rozbijającym na nieprawdopodobny ciąg przyczynowo-skutkowy narodziny jednej osoby. Każdy, nawet najmniejszy czynnik z przeszłości, w skali czasu urasta niby tocząca się kula śniegu. Cóż poza nami zamieszkuje te światy? Na to frapujące pytanie przyjdzie czytelnikowi poznać odpowiedź wraz z bohaterami książki.

Pierwszym z nich jest Joshua Valienté, wychowanek prowadzonego przez zakonnice domu sierot, przy tym utalentowany przekraczający i – co często wiąże się z tym darem – odludek. Drugim jest Lobsang – postać będąca bardzo nieszablonową wariacją na temat sztucznej inteligencji. Ci dwaj razem wyruszają w pierwszą ekspedycję dokumentującą bogactwo światów dostępnych ludzkości. W dialogach pary podróżników niemal nieprzerwanie iskrzy, narracja okrętowego życia nie przyćmiewa jednak rozmachu samej wyprawy – imponującej, acz na swój sposób monotonnej. Wszak poza sporadycznymi światami odbiegającymi od normy, większości inteligentne życie nigdy nie spotkało, pozostawiając planetę wypełnioną przez puszcze i różne formy dzikich zwierząt. Wyjątkami są tak zwane Jokery, światy wyróżniające się czymś szczególnym, wśród nich naturalnie prym wiedzie kolebka ludzkości. Chociaż Jokerów jest niewiele, niektóre z nich mogą nosić cywilizacje podobne naszym – a to już droga do kontaktu, może nie pozaziemskiego, ale nie mniej fascynującego.

Równolegle, powieść ukazuje losy pierwszych współczesnych pionierów, którzy, uciekając od zgiełku i zanieczyszczenia Ziemi Podstawowej, szukają swego kawałka przestrzeni. Wraz z opisami ich losów, pisarze pokazują, jak zgubne dla ludzkości może być zachłyśnięcie się wolnością. Jakie są korzyści z nieograniczonych złóż, kiedy migracje pozbawiają narody rąk do pracy? Choć eksploracja Długiej Ziemi utrzymana jest w sielankowym tonie, niemało tutaj nut pesymistycznych, jeszcze silniej rozbrzmiewających w kolejnych tomach. Niezdolność niektórych jednostek do przekraczania prowadzi do społecznych poruszeń, ksenofobii i dzielenia na stronnictwa, co dezorganizuje ruch tak bardzo potrzebujący sprawnego zarządzania. Zapoczątkowany tym tomem cykl o wiele bardziej niż na fabule, skupia się właśnie na wątkach socjologicznych. Brak tu utrzymywania czytelnika w napięciu, nie ma też poczucia humoru, z którego słynie autor „Świata dysku”. Całość jest stonowana, nie motywuje do pośpiechu w lekturze, niemal do końca trudno też dostrzec długoterminowy cel tej opowieści.

Tę bowiem bardziej niż relacje pomiędzy bohaterami buduje sam świat przedstawiony i wynikające z niego zachowania społeczeństwa. Jest on przemyślany, rządzą nim określone i sukcesywnie odkrywane zasady. Na wiele pytań odpowiedzi mogą przynieść dopiero kolejne tomy – cała seria zaplanowana jest bowiem na pięć książek. „Długa Ziemia” jest dla tego cyklu bardzo obiecującym, choć niespiesznym startem. Pierwsza wyprawa dotyka wierzchołka nieskończonego świata, otwierając przy tym kilka obiecujących wątków. Nie jest to lektura równie porywająca, co większość powieści o Świecie Dysku, niemniej w swoim gatunku stanowi wartą polecenia pozycję. A przy okazji pozwala się rozmarzyć, poczuć zazdrość wobec bohaterów mających przed sobą bezgraniczny świat.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja