Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Dobro ogółu a dobro króla – recenzja komiksu „Królewska Krew”, tom 1: „Świętokradcze zaślubiny”

Kiedy wrogie siły najeżdżają kraj, król Alvar mobilizuje wojska i wyrusza, by bronić granic. W trakcie decydującej bitwy wyzywa na pojedynek wodza przeciwnika i – po wyczerpującym boju – pokonuje go. Jednak strzała, wystrzelona przez podstępnego łucznika, godzi go boleśnie i zmusza do wycofania się z boju. Jego wojska, osłabione moralnie zniknięciem przywódcy, powoli zaczynają oddawać pole. Ranny król, który pod opieką swojego kuzyna Alfreda oddala się od zgiełku, postanawia wykorzystać fakt, że żołnierze znają go tylko jako zakutego w zbroję i hełm idola. Prosi swojego krewniaka, wykazującego znaczne podobieństwo fizyczne, by ten wdział jego rynsztunek i poprowadził zastępy ku zwycięstwu. Nie przewiduje jednak, że skoro nikt nie jest w stanie odróżnić ich od siebie, Alfred zostawi go – konającego z dala od czyichkolwiek oczu – i, posypując ranę zatrutą ziemią, zapewni sobie królewską pozycję. Plan się udaje – kuzyn, przybierając zbroję Alvara, wyrusza ku oddziałom, które – porwane do boju przez niezwyciężonego wodza – z łatwością bronią swojej ziemi. Alfred, odtąd zwany Alvarem, przejmuje niepodzielną władzę i zaczyna rządzić twardą ręką, nie znosząc sprzeciwu.

Nie przewiduje jednak, że pozostawiony na pewną śmierć prawowity król… nie umarł. Ocalony przez upośledzoną wieśniaczkę, szybko leczy rany, jednak traci pamięć i przez wiele lat nie zdaje sobie sprawy z własnego pochodzenia. Co się stanie, kiedy wspomnienia wrócą? Co, kiedy zawrze królewska krew?

Jeden z najbardziej rozpoznawanych scenarzystów komiksowych – Alejandro Jodorowsky – stworzył historię, która swym charakterem nawiązuje do okrutnych i przewrotnych baśni. Wielkie bitwy, intrygi na dworze i kaprysy rządzących, którzy życie swoich poddanych mają za nic, to w jego opowieściach codzienność. W fabułach trudno doszukiwać się pozytywnych, godnych naśladowania bohaterów. Wszystkie pojawiające się postaci są w pewien sposób ułomne fizycznie lub psychicznie. Cyniczni, małostkowi i egoistyczni, idą przez życie, wykorzystując innych, by osiągnąć swoje cele. W światach wykreowanych przez argentyńskiego twórcę nie ma miejsca na litość i miłość. Nawet ta ostatnia jest doprowadzona do poziomu zwierzęcej żądzy. W pewien sposób tworzy to karykaturę rzeczywistości, jednak dzięki temu może poruszyć niektórych czytelników i zwrócić ich uwagę na prawdy dotyczące człowieczeństwa.

Oprawę graficzną „Królewskiej Krwi” stworzył Dongzi Liu, który swoją realistyczną, delikatną kreską, łączącą stylistykę komiksu europejskiego z azjatyckim, nadał jej niesamowitego klimatu. Zmiksował europejską szkołę kadracji z japońskim podejściem do filmowego charakteru ujęć i prowadzenia narracji. Daje to ciekawy efekt, dzięki któremu czytelnik bez problemu podąża przez kolejne sceny. Ulotne kontury kontrastują z okrutnym, często naturalistycznym tłem zdarzeń, pogłębiając dysonans pomiędzy nimi i jeszcze bardziej skupiają uwagę czytelnika na nierealności świata i jego znaczeniu.

W efekcie pierwszy tom stanowi ciekawy wstęp do baśniowej historii, opowiadającej o żądzy, okrucieństwie i zmianach psychicznych, jakie w człowieku może wywołać postawienie go w sytuacji, z jaką wcześniej nie miał styczności. Jodorowsky, z pomocą Liu, ponownie starał się wstrząsnąć światopoglądem odbiorców, co zapewne udałoby się z pełną siłą, gdyby tylko nie fakt, że w ogromnej części swojej twórczości dokonuje… dokładnie takiego samego zabiegu. Co prawda nie umniejsza to atrakcyjności „Królewskiej Krwi”, dlatego też polecam ją wszystkim fanom dobitnie pokazanych fantastycznych fabuł, skupiających się na brudzie świata i ludzkiej moralności.

Dyskusja