Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Fantastyczna przechadzka po muzealnych realiach – recenzja książki „Stół króla Salomona”

Jesteś fanem znanych chyba już wszystkim „Bibliotekarzy”? Lubisz połączenia kryminału i fantastyki? Śledzenie losów bohaterów, którzy przeciskają się przez ciasne korytarze i szczeliny w poszukiwaniu odpowiedzi na zadane sobie pytania? Fascynujące historie o przeszłych zdarzeniach, opowiadane w muzealnym środowisku, wciskają cię w fotel? Możesz tak o tym słuchać i czytać całymi dniami oraz nocami? Jeśli na którekolwiek z tych pytań jesteś w stanie bez wahania odpowiedzieć „tak”, wówczas powieść Louisa Montero Manglano jest pozycją obowiązkową w twojej domowej bibliotece!

Louis Montero Manglano jest bratem Carli Montero („Szmaragdowa tablica”, „Złota skóra”), autorki książek z pogranicza literatury obyczajowej i kryminalnej. Okazuje się, że – tak samo jak siostra – lubi w swoich powieściach zawierać wątki historyczne. W „Stole króla Salomona” ich nie brakuje! Ale od początku…

Bohaterem – i jednocześnie narratorem – jest Tirso Alfaro, doktorant historii sztuki, który wciąż jeszcze szuka swojej życiowej ścieżki. Kto szuka, ten znajdzie, a zatem, kiedy Tirso napotyka intrygujące ogłoszenie o pracę, bez zbędnego rozmyślania decyduje się wziąć udział w rekrutacji. Nie tylko samo stanowisko jest niezwykłe, ale również instytucja, która dała ogłoszenie – Narodowy Korpus Poszukiwaczy. Czym się zajmuje? We wszelki możliwy sposób (niekoniecznie legalny) odnajduje i odzyskuje cenne dzieła sztuki będące dziedzictwem Hiszpanii. Na dalszych stronach powieści Tirso dołącza do grona poszukiwaczy i wyrusza na wyprawę, aby odnaleźć tytułowy stół króla Salomona. Za łatwo i za nudno – zwłaszcza dla czytelnika – byłoby bez żadnego antagonisty stojącego na drodze głównego bohatera i jego korpusu. O to można być spokojnym. Autor zapewnia sporą rywalizację pomiędzy poszukiwaczami.

Sam pomysł na fabułę nie jest szczególnie odkrywczy. Jednak nie w historii należy doszukiwać się fenomenu „Stołu króla Salomona”. To postać Tirso Alfaro nie pozwala nam oderwać się od książki. Bohater nie jest wybitnym specjalistą na swoim nowym stanowisku, jednak nadrabia brak doświadczenia inteligencją i jeśli nawet chwila stawia go przed wyzwaniem, na temat którego ma znikomą wiedzę, ratuje się umiejętnościami logicznego myślenia i łączenia faktów. Jak każdy popełnia błędy i pomyłki, ale zawsze wyciąga z nich wnioski. Często stosuje także wtrącenia o swoim nieidealnym życiu. Co to daje? Są one pewnego rodzaju odskocznią od właściwej akcji, aczkolwiek jednocześnie nie są wyrwane z kontekstu. Czytelnik ma wtedy czas, aby złapać oddech i za chwilę wrócić do epicentrum fabuły.

Do tego dochodzi niezwykle plastyczny język, którym autor posługuje się bardzo swobodnie i – co najważniejsze – świadomie. Dalsze punkty zdobywa humor. Bez niego książka mogłaby być po prostu nudna nawet dla pasjonatów historii. „Stół króla Salomona” jest dosłownie naszpikowany zabawnymi ciekawostkami o wojnach, rubieżach itd. Dowcip za każdym razem pełni funkcję pauzy, która pozwala na odpoczynek i relaks w czasie lektury. Nie należy myśleć, że opisy i opowieści o przeszłych dziejach zawsze są tą negatywną stroną powieści. Czy jest bowiem coś lepszego od czytania dla rozrywki i przy okazji wyciągania z lektury ciekawostek historycznych? Przyjemne z pożytecznym, czyli to, co lubimy najbardziej!

Każdy czytelnik jest wzrokowcem. Wszystkich nas przyciągają albo odpychają okładki. W końcu zainteresowanie odbiorcy stroną wizualną książki to także sztuka. Później następuje kolejny etap poznania, czyli przeczytanie kilku stron (zazwyczaj początkowych). W przypadku „Stołu króla Salomona” mamy do czynienia z estetyczną okładką, przedstawiającą głównego bohatera. Po wczytaniu się już w pierwsze słowa, powieść jeszcze bardziej zyskuje na atrakcyjności, a z każdym kolejnym rozdziałem jest tylko lepiej!

Niejeden miłośnik słowa pisanego może się zrazić objętością lektury. W dodatku informacja o sporej dawce historii może pogłębiać tę niechęć. Jednak zawsze trzeba po prostu sprawdzić na własną rękę.

Ocena: 4/5

Dyskusja