Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Galaktyczne szachy – recenzja „Zgiełku Wojny”

Rozwój często idzie w parze z wojną. Z myślą o bitwach powstawały wszelkie zdobycze nauki, ale także walczono o nowe udogodnienia. Tak też jest w wizji Kennedy’ego Hudnera, miłośnika militariów oraz fantastyki naukowej. Nie przedstawia on czasów, gdy wraże maszyny przemieszczały się w atmosferze, lecz prezentuje galaktyczne batalie.

Ludzkość zostawiła za plecami Starą Ziemię i skolonizowała inne światy. Udało się to dzięki tunelom czasoprzestrzennym, które niczym polskie autostrady przyspieszyły podróż do innych układów gwiezdnych z planetami spełniającymi warunki do zamieszkania. Z tym że w przypadku kosmicznych dróg nie ma mowy o ciągłych remontach. Jednak jest coś gorszego od bramek z opłatami. Wormhole są tak istotne, że cena jest znacznie wyższa, niż w przypadku naszych szos. Należy opłacić ją życiem wielu istnień. W sektorze Victorii jest siedem tuneli, przez co ten obszar odgrywa ogromnie ważną rolę pod względem komunikacyjnym i handlowym. Cesarstwo Tilleke i Dominium Zjednoczenia Ludowego ostrzą zęby na ten fragment kosmosu – konflikt jest nieunikniony. W takiej sytuacji znalazła się protagonistka dzieła.

Książki nie ocenia się po okładce, bla bla bla. Ocenia się, ponieważ dobre dzieło niesie ciekawą treść, ale także cieszy oko i doskonale prezentuje się na półce. Okładka „Zgiełku Wojny” zadowoli wielu czytelników, gdyż zaprezentowane na niej okręty są futurystyczne i monumentalne, a więc doskonale zwiastują treść pozycji. Ponadto, wśród stron można znaleźć cztery, które znacznie się wyróżniają, ponieważ wykonano je z grubego, połyskliwego papieru, a na nich zamieszczono ilustracje stworzone przez Łukasza Matuszka. Znajdują się tam fregaty, niszczyciele oraz inne maszyny należące do trzech głównych frakcji. Taki dodatek cieszy, pomaga wyobrazić sobie przedstawione w fabule statki i przede wszystkim wzbogaca wydanie. Rysownik sprostał zadaniu, bo jego prace są na wysokim poziomie i oddają klimat powieści, jednak można mu zarzucić zamiłowanie do kolców. Każdy okręt ma na poszyciu odstające szpikulce, co byłoby ciekawe w stylu budowania jednostek na przykład przez Dominium, ale do Tilleke już nie pasuje. Oczywiście jest to kwestią gustu, ale z pewnością wielu odbiorców zgodzi się ze mną, że czasem lepiej wyglądałyby obłe i gładkie kształty, aniżeli stalowe rekonstrukcje jeżozwierzy.

Pozytywnym aspektem książki jest sposób ukazania walk w przestrzeni kosmicznej. Jeśli wydarzenia należałoby opisać w dwóch słowach, to „galaktyczne szachy” pasują jak ulał. Majestatyczne batalie zarówno wielkich flot, jak i samotnych jednostek oraz genialne strategie wciągają niczym czarna dziura. Kennedy Hudner pisze tak, że nie sposób odejść od książki, ponieważ potyczki w kosmosie prezentuje z ogromnym rozmachem. Autor bezustannie zaskakuje zwrotami akcji i nie sposób odgadnąć, jak potoczą się losy bohaterów. Fani science fiction będą zadowoleni, lecz także osoby dopiero rozpoczynające przygodę z tym gatunkiem literatury, śmiało mogą sięgnąć po „Zgiełk Wojny”. Wszelkie terminy techniczne serwowane są w dokładnie wymierzonych dawkach, więc każdy bez problemu połapie się, o co chodzi.

Lwia część fabuły dzieje się poza atmosferą planet, jednakże pisarz znalazł miejsce w swym utworze na zaprezentowanie choćby przebiegu szkolenia rekrutów Królewskiej Floty Victorii. Starcia okrętów liniowych, krążowników i niszczycieli są niezwykle emocjonujące, ale nie samym strzelaniem laserami powieść żyje, dlatego też warto lepiej poznać Emily Tuttle oraz jej przyjaciół. Każde z nich obrało inną drogę wojskowej kariery, co zapewnia czytelnikowi przyjrzenie się z bliska pracy na mostku czy też abordażowi wykonanemu przez marines. Cała heca zaczęła się od spisku, który nie zachwyca tak jak batalie, ale również jest wciągający. Bohaterowie – wraz ze swymi rozterkami, planami i poczynaniami – doskonale uzupełniają dzieło.

Pozycja wydana przez Drageus Publishing House jest fantastyką naukową, ale mimo to czyta się ją lekko i szybko. Podzielono ją na ponad siedemdziesiąt rozdziałów, w których często zmienia się perspektywa poznawania historii, co przyspiesza pochłanianie kolejnych zadrukowanych stron. Zapewnia to też czytelnikowi szersze spojrzenie na zaistniałe wydarzenia, dzięki czemu bez problemu opowie się on po jednej ze stron konfliktu oraz znajdzie ulubioną postać.

„Zgiełk Wojny” to solidna dawka galaktycznych spisków i walk. Akcja jest jak pijany człowiek – nigdy nie wiesz, w którą stronę skręci. Dzieje się tak dzięki taktykom obieranym przez dowódców okrętów. Autor za ich pomocą stworzył niebywale zaskakującą fabułę. Wszelkie zagrania strategów mogą wywołać uśmiech na twarzy, tak jak i polski akcent, czyli marine Wiśniowski, którego przodek bez wątpienia musiał być husarzem.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja