Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Niestraszne straszności – recenzja książki „Chwile ostateczne”

Przemierzając księgarnie, często możemy odnieść wrażenie, że horror jest wśród naszej rodzimej fantastyki nieco zaniedbanym i mniej lubianym krewnym. Nie chodzi nawet o jakość publikowanych książek, tylko o ich ilość. W porównaniu z scince fiction czy fantasy jest to gatunek nieomal zapomniany. Nie możemy też pochwalić się pisarzem, który chociaż trochę dorównywałby kunsztowi Stephena Kinga. W powietrzu czuć jednak powiew horrorystycznej wiosny – jej zapowiedzią mogą być dzieła Stefana Dardy znajdujące się na pograniczu thrillerów oraz powieści grozy. Ostatnimi czasy za pisanie historii z dreszczykiem zabrał się również Marcin Gryglik. Czy udało mu się powtórzyć sukces kolegi po piórze? Przekonajcie się sami.

Miasto, z którego jeszcze nikomu nie udało się uciec

Autor „Chwil ostatecznych” przenosi nas do fikcyjnej podwarszawskiej miejscowości o nazwie Boguty. Mieszkańcy tego niewielkiego miasta prowadzą normalne życie, aż do dnia, w którym budzi ich trzęsienie ziemi… Nagle okazuje się, że nikt nie może opuścić granic miasteczka! Zerwany został również jakikolwiek kontakt ze światem zewnętrznym (działają wyłącznie lokalne media). Brak internetu oraz zasięgu sieci komórkowych nie jest jednak największym problemem miejscowej ludności. Po ulicach Bogut grasuje bowiem seryjny morderca o jakże urokliwym przydomku, Wyprawiacz Skór. Władze i służby porządkowe stają przed szeregiem moralnych oraz logistycznych dylematów. Okazuje się, że polskie prawo w miejscu odciętym od reszty świata traci swoją siłę i znaczenie. Trudna sytuacja zmusza rządzących do stosowania stanowczych środków, niejednokrotnie łamiących prawa człowieka. No ale jak inaczej rozdysponować żywność, której zapasów nie da się uzupełnić? W jaki inny sposób zapobiec zamieszkom i panice? Czy bez drakońskich praw dałoby się ustrzec mieszkańców miasteczka przed niezrównoważonym zabójcą? Działania takie stanowią jednak broń obosieczną. Kiedy ustanowione przez państwo prawa przestają obowiązywać, nic nie będzie w stanie powstrzymać ludzi przed dokonaniem samosądów…

Fabuła w powieści Gryglika nie skupia się wyłącznie wokół losów jednego bohatera. Zamiast tego towarzyszymy całemu szeregowi mieszkańców Bogut, których z pozoru nic nie łączy (każdy z nich uprawia zupełnie inny zawód, mieszkają też w różnych częściach miasta i cieszą się odmienną pozycją społeczną). Szybko okazuje się jednak, że wszyscy oni mają wspólnego znajomego – Krzyśka, który niedawno uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu. Od samego początku wydaje się nam to podejrzane i szybko zaczynamy zastanawiać się, jaka jest jego rola w całej tej historii.

Nie bój się! To tylko zwykły seryjny morderca!

Duża ilość protagonistów w książce mającej tak niewielką objętość nie jest niestety zbyt dobrym pomysłem. Przede wszystkim pisarzowi nie udało się wykreować realistycznych postaci. Każdego z bohaterów poznajemy jedynie przelotnie i naprawdę bardzo trudno będzie nam zrozumieć ich czy polubić. Sam tekst jest strasznie poszatkowany, znaczna jego część składa się z zaledwie pół- lub półtorej stronicowych fragmentów. Z jednej strony sprawia to, że akcja jest niezwykle dynamiczna. Z drugiej natomiast powoduje, że nie czujemy się, jakbyśmy czytali książkę, lecz krótkie relacje. W powieści brakuje opisów, które pomogłyby czytelnikowi wczuć się w klimat. Poza tym większość utworu stanowią dialogi, które nie zawsze wydadzą się nam sensowne i naturalne. Wszystko to powoduje, że w trakcie lektury nie będziemy odczuwali strachu, a nawet lekkiego niepokoju.

Płytcy bohaterowie nie są jednak jedynym potknięciem pisarza. Autorowi można wytknąć częste powtórzenia oraz sztuczność w kreowaniu scen zbrodni. Gryglik topornie posługuje się językiem polskim, a prowadzona przez niego narracja bywa drętwa i nie budzi zainteresowania czytelnika. Niektórych odbiorców może denerwować maniera twórcy, polegająca na wymienianiu wszystkich bohaterów z imienia i nazwiska. Szczerze powiedziawszy lepiej by było, gdyby autor skupił się na nadaniu poszczególnym postaciom jakiejkolwiek osobowości. Co z tego, że znamy Łukasza Moczulskiego jako lekarza i przykładnego męża, skoro nie wzbudza on u nas żadnych emocji? Poza tym nieporadność i często nieracjonalne zachowanie wykreowanych przez pisarza postaci bywają mocno irytujące. Chyba żaden z czytelników nie będzie mógł powiedzieć z czystym sumieniem, że w podobnej sytuacji zachowałby się tak, jak główni bohaterowie tej powieści.

Usprawiedliwienie dla Gryglika może stanowić zakończenie utworu. Niestety, nawet jeżeli się z nim zapoznamy, nie będziemy mieli do końca pewności, czy wszystkie te potknięcia stanowią zabieg, który autor wprowadził specjalnie. Jeżeli chodzi o sam finał książki, to zapewne miał on budzić zdziwienie – niestety dla znacznego grona odbiorców nie będzie stanowił żadnej niespodzianki. Dużo szybciej niż występujący na kartach powieści protagoniści, domyślimy się bowiem, o co chodzi…

Ostatnie chwile z „Chwilami ostatecznymi”

Książce przydałoby się kilka poprawek. Przede wszystkim ponowna korekta tekstu, dzięki czemu dałoby się wyeliminować wszelkiego rodzaju powtórzenia i drobne literówki. Do tego można by zastanowić się nad nieco inną okładką. Obecna nie oddaje w pełni treści i klimatu powieści. Ilustracja jest raczej przeciętna i mogłaby zdobić jakąkolwiek inną pozycję o podobnej tematyce.

Publikację czyta się niezwykle szybko i lekko. Lektura powinna nam zająć jeden, góra dwa wieczory. Nie jest to dzieło ambitne ani szczególnie zapadające w pamięć, może być jednak dobrym pomysłem na długie wakacyjne podróże.

Ocena: 3/5

Dyskusja