Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Po różnych stronach bariery – recenzja książki „Przekłuwacze”

Powieść drogi w świecie podzielonym niewidzialnymi ścianami

Marki to młody chłopak, syn władcy Gniazda Brzóz. Nie należy ono do najbogatszych w Strefie, ale jest poważane i znane z produkcji nakręcanych zegarków. Marki, jak typowy nastolatek, ma kilka problemów, w tym ten najważniejszy – miłosny. Zakochany w córce władcy najpotężniejszego z Gniazd, nie ma co liczyć na związek. Kiedy zostaje skazany na śmierć za potajemne umawianie się na schadzki, na ratunek przychodzi mu tajemniczy Wiarołomca, najemnik-banita, który wyrzekł się współpracy z Bractwem płatnych żołnierzy. Tak rozpoczyna się podróż, która zaprowadzi nasz duet poza krańce znanego im świata. Czym są tytułowi Przekłuwacze i jak zakończy się podróż Markiego?

Z powyższego opisu można wyczytać najważniejsze cechy „Przekłuwaczy”. Jest to powieść drogi, umieszczona w realiach mniej stereotypowego fantasy. Podczas naszej intelektualnej podróży przez nieco ponad siedemset stron nie uświadczymy smoków, wszystkowiedzących czarodziejów czy setki tajemniczych stworzeń prosto z bestiariusza. Autor stawia raczej na realistyczne odwzorowanie rzeczywistości, chociaż swój koncept opiera o kilka nadprzyrodzonych zjawisk. Przodują wśród nich burze entropiczne – niewidzialne wyładowania, które nękają mieszkańców Strefy. Tajemnicza siła towarzyszy bohaterom przez praktycznie całą opowieść i niczym fatum nie odstępuje ich na krok, za każdym razem niosąc ze sobą niebezpieczeństwo. Są też tytułowi Przekłuwacze, których geneza nie jest do końca znana. Ba! Przez jakiś czas Marki i wiele innych osób są przekonani, że są to wyłącznie stworzenia z bajek. Niestety, prawda okazuje się zdecydowanie okrutniejsza. Przekłuwacze istnieją naprawdę, o czym nasz bohater przekonuje się w sposób wyjątkowo bolesny. Zamiast magii – w świecie wykreowanym przez Mariusza Kaszyńskiego – potężną mocą, przed którą wszyscy drżą ze strachu, jest elektryczność. Prąd przed wielu laty był wśród społeczności rzeczą normalną, jednak teraz został zapomniany, a co gorsza – wszelkie próby ponownego odtworzenia maszyn napędzanych energią elektryczną kończą się przywołaniem Przekłuwaczy i totalną anihilacją wszystkiego, co żyje. Tak właśnie prezentuje się świat, w którym Marki zaczyna swoją podróż.

Podczas tej odysei towarzyszyć mu będzie drużyna przypadkowo zebranych osobowości. Prym wśród tych wszystkich postaci wiedzie Wiarołomca Szymon. Jest on według mnie najciekawszą personą, gdyż ma za sobą niezwykle pasjonującą przeszłość, a także kieruje się nie zawsze do końca przez wszystkich zrozumiałymi motywacjami. Nie boi się podejmować niepopularnych decyzji i zawsze stawia dobro grupy ponad inne kwestie. Poza tym to świetny tropiciel i jeszcze lepszy szermierz. Zawzięcie poszukuje prawdy i zrozumienia. Jest typem wędrownego filozofa z mieczem – taki Sokrates w pełnym rynsztunku. Oczywiście nie można zapomnieć o Markim, pierwszym z głównych bohaterów. Nastolatek targany pragnieniami, wyjątkowo uzdolniony, który, decydując się na pozostawienie swojej Strefy, teoretycznie zostawia za sobą spaloną ziemię. W praktyce niejednokrotnie będziemy mieli do czynienia z momentami słabości, w których to wspomnienia będą do niego powracały. Dwójka protagonistów dociera do Gniazda Psów, w którym to – po kilku zwrotach akcji – dołączają do nich Drewal, Marszałek i głównodowodzący straży obecnie panującego władcy Gniazda, a także Perseu, prawowity dziedzic i następca, który (wplątany w sieć intryg) musi martwić się o swoje życie. Drewal poprzysiągł Perseu wierność, dlatego, gdy macki obecnej władzy chcą się pozbyć konkurenta do tronu, ucieka razem z Markim i Wiarołomcą. Tak zaczyna się podróż przez Strefy.

Nie chcąc psuć przyjemności z czytania, ominę szczegóły okoliczności, w jakich kompania przedostaje się przez niewidoczną barierę i dociera do kolejnych krain. W sumie zwiedzimy dwie – jedną wysoce rozwiniętą technologicznie, w której po torach poruszają się parowozy, a w dłoniach żołnierzy groźnie błyszczą karabiny i drugą, znacznie bardziej zacofaną, przypominającą erę kamienia łupanego. W przygodach w obu, oprócz głównej osi fabuły, jaką jest podróż i zawiązywanie przyjaźni, autor przemyca motywy poboczne. Szczególnie zarysowany wydaje się temat religii, który pojawia się w każdej ze Stref. Muszę powiedzieć, że do tego tematu autor podszedł dosyć jednostronnie i przedstawił religię jako wroga logicznego sposobu myślenia, który może być dla niegodziwców motywacją do przejęcia władzy. Nie dane będzie spotkać nikogo, kto w pozytywny sposób odzwierciedlałby religię, kogoś, kto nie byłby szaleńcem bądź sadystą. Z drugiej strony Kaszyńskiemu bardzo dobrze wyszedł wątek wojny (a raczej rebelii), w której to zarówno strona rządowa, jak i powstańcy mają swoje racje i ani jedni, ani drudzy nie cofną się przed niczym. Obozy śmierci czy tortury na małoletnich żołnierzach – strefa nowoczesna to dyktatura pod egidą Podwójnej Trójcy i laicko nastawionych rewolucjonistów, wysadzających pociągi z hasłem „Boga nie ma!” na ustach. W tej wojnie zbrodni dopuszczają się obie strony konfliktu, co pokazuje jej okrucieństwo.

Najmocniejszą stroną książki jest właśnie część druga, w której historia nabiera rozpędu i zabiera czytelnika w raczej niezbyt popularne rejony ery węgla i stali. To właśnie w tym akcie dzieje się najwięcej, mamy do czynienia z najbardziej wyrazistymi wypowiedziami postaci. O ile początek ma prawo do tego, aby nie atakować czytelnika od razu trzęsieniem ziemi jak u Hitchcocka, tak już trzeci akt powinien podtrzymywać zbudowane napięcie, prowadzące nas do wielkiego finału. Niestety, tak się w tym przypadku nie stało, przez co powieść pod koniec lekko kuleje, zatracając magnetyczny charakter. W finałowych rozdziałach dzieje się też zdecydowanie mniej, nowe postacie nie są już tak charyzmatyczne, a oprócz dającego się przewidzieć, choć interesującego, zakończenia, ostatni akt zawodzi. Do końca nie zostaną rozwiązane także wszystkie tajemnice, co z jednej strony pozostawia pole do popisu wyobraźni czytelnika, z drugiej jednak może oznaczać, że autorowi zabrakło jakiegoś logicznego wytłumaczenia wykreowanego przez siebie świata i po prostu postanowił to zostawić tak, jak jest…

Podsumowując – „Przekłuwacze” to ciekawa powieść drogi z kilkoma wyrazistymi postaciami, fantastycznie zarysowaną środkową historią i z lekko zawodzącym finiszem. Dla fanów nietypowego fantasy – pozycja, którą mogą postawić na swojej półce.

PS Książka zawiera śladowe ilości krwi, przekleństw i naprawdę dobrego humoru, co można poczytywać za wadę (zwłaszcza to ostatnie).

Ocena: 3/5

Dyskusja