Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Rycerze na dinozaurach – hit czy kit? – recenzja książki „Władcy Dinozaurów”

Zapewne wielu z Was, będąc dziećmi, zbierało figurki dinozaurów, książki na ich temat i żywiło ogólną fascynację tą tematyką. Większość wyrosła z tego, poświęcając życie dorosłym sprawom, ale są i tacy, którzy aż do starczych lat trwają w zachwycie nad wielkimi gadami – bo jak ich tu nie podziwiać? Taką osobą musiał być Victor Milán, a swoją pasję przelał na strony „Władców Dinozaurów”. Rycerze na tyranozaurach? Z jednej strony myślimy – ALE CZAD! Ale z drugiej pomysł budzi wiele wątpliwości…

„Dinozaury nie wymarły, to raz…”*

Należę do tych osób, które oglądały „Kung Fury” z wypiekami na twarzy i szczerym zainteresowaniem, a zatem na wieść o książce, w której rycerze dosiadają dinozaurów, cieszyłam się jak dziecko. Drogie mole książkowe, nie sposób się nie zgodzić, że takie połączenie może iść tylko w dwóch kierunkach: ALE CZAD lub ALE BADZIEWIE. Na razie wstrzymajmy się z oceną tego, którą drogę obrał Victor Milán…

Zrobienie pierwszego wrażenia przypadło oczywiście oprawie graficznej, o której nie można powiedzieć złego słowa. Ilustracja jest bardzo ładna, a ponadto okładka ma przyciągającą wzrok oraz dłoń fakturę gadziej skóry.

Przejdźmy jednak do konkretów – mamy tu do czynienia z parafrazą średniowiecznej Europy (choć autor zapewnia nas na początku powieści, że jego świat – Raj – absolutnie nie jest i nie będzie Ziemią!) i całą masą dinozaurów. Choć fabuła opiera się na politycznych intrygach, to nie sposób nie skupiać się cały czas na tym, że LUDZIE JEŻDŻĄ NA CHOLERNYCH DINOZAURACH. Wielkie gady zostały bardzo zręcznie wplecione w świat Nuvaeuropy i zdają się stanowić tak normalny element fauny, jak dla nas nosorożce czy niedźwiedzie. Fakt, są wykorzystywane jako bestie bojowe, ale kto choć trochę uważał na lekcjach historii, ten wie, że niejaki Dariusz III (i nie on jeden) też lubił zasłonić się kimś większym, rzucając w wir walki słonie bojowe. W Nuvaeuropie wielkie gady służą jako zwierzęta domowe, wierzchowce, pomagają przy pracy lub robią za opancerzone maszynki do mielenia wrogich armii. Więcej o ich odmianach dowiemy się z krótkich notek zamieszczonych na początku rozdziałów. Na szczególną uwagę zasługują tu także piękne ilustracje gadów wykonane tuszem lub czymś na jego podobieństwo. Dla miłośników dinozaurów istotny będzie fakt, że większość ras została zaczerpnięta z naszej ziemskiej paleontologii, choć wiele cech dodał gadom sam autor, przyprawiając naukę nutką fantastyki (triceratopsy uwielbiające krwawą walkę?).

Nie jest to jednak książka o dinozaurach, tylko… Pierwsze rozdziały nie mówią o fabule właściwie nic. Ktoś się bije na tle jakichś sporów o tron, mamy dwie frakcje podzielone na kilka mniejszych… Prawdziwy chaos nie objawia się tu jednak w opisach rzezi, a w morzu nazw, którym zalewa nas autor. Na jednej stronie potrafi znaleźć się dziesięć nazw miast, miejsc, postaci i przedmiotów, które nic nam nie mówią, a nawet wprowadzają w zakłopotanie. Po zerknięciu na ostatnie strony powieści czeka nas rozczarowanie, bo nie uświadczymy tam żadnego słowniczka. Trudno, trzeba sobie radzić, mając nadzieję, że później wszystko się wyklaruje.

Klaruje się tylko poniekąd, a więc ostatecznie bogactwo Raju jest zarówno jego mocną, jak i słabą stroną. Świat wykreowany z dbałością o najmniejsze szczegóły to coś godnego pochwalenia, ale sposób, w jaki Victor Milán go przedstawił, już nie. Ustępy z fikcyjnych książek wprowadzających czytelnika w świat dinozaurów czy w religię wyznawaną przez bohaterów to coś godnego podziwu, ale na dłuższą metę nie pomagają one usystematyzować wiedzy.

„…one szlaki dla nas przetarły u mas”*

Choć dinozaury nie są głównymi bohaterami powieści, to zdają się być wszechobecne. Autor bardzo sprawnie wplótł je w świat przedstawiony, tworząc przysłowia o dinozaurach, nazwy własne związane z dinozaurami, nazwy potoczne ich samych… Wszędzie tylko dinozaury, dinozaury, dinozaury. I one wypadają bardzo dobrze, nie można niczego zarzucić ani ich opisom, ani sposobom wykorzystywania przez ludzi.

Gorzej prezentują się natomiast bohaterowie ludzcy. Występują: wojowniczo-romantyczna (lecz głównie nijaka) księżniczka i jej irytujące koleżanki, upierdliwy poskramiacz dinozaurów oraz Człowiek Wieczna Kontestacja. Ten ostatni wypada chyba najlepiej (choć nie idealnie, bo jego nieustanne zaprzeczanie wszystkiemu w końcu daje się czytelnikowi we znaki) i szkoda, że autor nie poświęca mu więcej uwagi.

„Dinozaury nie umarły to dwa, póki są wciąż trwa ta gra”*

Z tych wszystkich składników powstała ona – miałka fabuła okraszona pokracznym klimatem chcącym udawać „Pieśń Lodu i Ognia”. Podobno autor zna się z Martinem i niektóre odniesienia to „puszczanie oczka” w jego stronę. Moim zdaniem to oczko jest co najmniej kaprawe, bo pseudopoważne tematy w powieści Milána prezentują się wręcz śmiesznie. Wątek gejowski, żarciki „dla dorosłych” czy wulgaryzmy wyraźnie mają dodać powieści pazura, a sprawiają tylko, że chichoczemy z politowaniem lub łapiemy się za głowę. Sama fabuła nie jest porywająca i czasem odbiorca zastanawia się, o czym tak właściwie czyta. Na początku brak konkretnej historii wręcz odpycha od lektury, a powieść potrzebuje kilkuset(!) stron, by się nieco rozkręcić. Jest kilka momentów godnych uwagi, ale całość prezentuje się raczej przeciętnie.

„Partaczy klan zjada własny ogon, mniam, mniam, po nim zajmie się nogą…”*

„Władcy Dinozaurów” mogli być powieścią genialną, przerysowaną i komiczną jak „Kung Fury” lub po prostu denną. Autorowi należy się szacunek za odwagę i podjęcie tematu wielkich gadów, jak również znakomite wplecenie ich w wykreowany przez siebie świat. W ostatecznym rozrachunku powieść wypada jednak gdzieś pośrodku, nie będąc ani porywająca, ani beznadziejna. Trochę się zawiodłam, bo liczyłam na coś świetnego lub tak głupiego, że aż śmiesznego. „Władcy” nie dostarczyli mi jednak ani rozrywki, ani zachwytu. Można przeczytać dla zabicia nudy.

Ocena: 3/5

Dyskusja