Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Skandynawom gratulujemy Siri Pettersen – recenzja książki „Dziecko Odyna”

„Dziecko Odyna” to pierwszy tom cyklu „Krucze pierścienie” – jak głosi zapowiedź wydawnicza – „oryginalnej sagi fantasy osadzonej na staronordyckim gruncie”. Dowiadujemy się z niej również, że „cykl ten ma szansę stać się dla literatury fantasy tym, czym dla kryminału stały się książki Larssona, Nesbø i Läckberg”. Czy rzeczywiście norweska pisarka Siri Pettersen potrafiła stworzyć opowieść, która dorówna popularnością poczytnym utworom rodaków? Czy dzięki niej Skandynawia nie będzie już kojarzyć się polskim czytelnikom wyłącznie z kryminałem?

To naprawdę debiut?!

Takie pytanie z pewnością zadaję sobie nie tylko ja, ale i wielu innych czytelników, którzy sięgnęli po powieść Norweżki. I słusznie, bo aż trudno uwierzyć, że „Dziecko Odyna” to pierwsza opublikowana książka Siri Pettersen. Próżno w niej szukać choćby drobnych niedostatków warsztatowych, charakterystycznych dla początkujących pisarzy. Jej debiutancki utwór to nie tylko prawdziwy diament wśród współczesnych powieści fantasy, ale w dodatku diament zdecydowanie oszlifowany! Nietypowy, oryginalny świat, nawiązujący w interesujący i nietuzinkowy sposób do motywów znanych ze skandynawskiej mitologii oraz norweskiego folkloru. Barwni, ciekawi bohaterowie, świetnie przemyślana i dopracowana intryga, porywająca, trzymająca w napięciu fabuła, a przede wszystkim przepiękny, hipnotyczny język. Pettersen po prostu pisze jak doświadczony literat.

Protest przeciwko dyskryminacji?

„Wyobraź sobie, że brakuje ci czegoś, co mają wszyscy inni.
Czegoś, co stanowi dowód na to, że należysz do tego świata.
Czegoś tak ważnego, że bez tego jesteś niczym.
Jesteś zarazą. Mitem. Człekiem”.*

Główny problem, jaki porusza „Dziecko Odyna”, to ksenofobia. Czołowa bohaterka powieści – Hirka – jest inna. W odróżnieniu od wszystkich, w miejscu, w jakim żyje, nie ma ogona. Brak jej także podstawowej, naturalnej zdolności (tzw. czerpania), którą wykazuje każdy mieszkaniec jej świata. Okazuje się, że ma to swoją, dotąd głęboko skrywaną, przyczynę. Jedno jest pewne. Hirka jest obca. Hirka do tego świata nie pasuje…

Siri Pettersen, w formie fantastycznej opowieści o podróżach między równoległymi rzeczywistościami, bardzo zgrabnie ujmuje tak uniwersalny i niezwykle aktualny, także w dzisiejszych czasach, problem dyskryminacji, lęku przed innością. Robi to w sposób bardzo umiejętny – z jednej strony dobitny i poruszający, z drugiej jednak nie ostentacyjny, dobrze wyważony. Powieść pobudza czytelnika do refleksji, zadania sobie ważnych pytań: „Czy inny musi oznaczać gorszy?”, „Dlaczego boimy się tego, co obce?”, „Czy wszystkie powszechne przekonania na temat tego, co nieznane, muszą być prawdziwe?”. Autorka nie odpowiada na nie wprost, robi za to coś znacznie bardziej efektywnego. Doskonale kreuje bohaterkę, będącą właśnie taką „obcą”, dyskryminowaną, ofiarą ksenofobii. A mimo to Hirki trudno nie polubić. Lubią ją postacie, które zdążyły ją bliżej poznać, zanim dowiedziały się o jej odmienności. I lubi ją czytelnik. Skoro więc kibicujemy „tej innej”, nieakceptowanej społecznie dziewczynie, może warto zastanowić się nad tym, czy ci, których odrzucamy na co dzień w swoim świecie, właśnie z powodu ich „inności”, nie okażą się w efekcie tak samo normalni i wcale nie straszni – mimo krzywdzących stereotypów – dokładnie jak Hirka…

Świat, który mógłby istnieć naprawdę

Trudno powiedzieć, co jest większym atutem powieści – świat przedstawiony, język czy bohaterowie. Wszystkie te elementy składają się bowiem na specyficzny urok, jaki udało się wyczarować autorce.

Rzeczywistość, w której rozgrywa się akcja „Dziecka Odyna” jest naprawdę oryginalna, realistyczna, jednocześnie bogata i spójna. Autorka wykreowała ją z ogromną dbałością o szczegóły. Wiele uwagi poświęciła panującym w niej stosunkom społeczno-politycznym, jej historii, wierzeniom, obyczajom i tradycjom. To uniwersum, które ma własne mity, legendy, przekonania społeczne, stereotypy, przysłowia, charakterystyczne powiedzenia, frazeologizmy, konstrukcje językowe, nazwy potoczne. Pisarka zatroszczyła się też o stworzenie niesamowicie bogatego i różnorodnego świata roślin wraz z ich praktycznymi zastosowaniami. Wszystko to sprawia, że realia powieści wydają się bardzo wiarygodne.

Pettersen posługuje się prostym, ale przy tym niezwykle czarownym i wysublimowanym językiem. Mocno skupia się na życiu wewnętrznym swoich postaci, ich przemyśleniach, przeżyciach i emocjach, nie zapominając przy tym jednak o nieustannym popychaniu do przodu wartkiej akcji. Pisarka sprawnie posługuje się metaforą i symboliką, którą z pewnością zrozumieją osoby interesujące się norweskim folklorem, jednak jest ona wprowadzona w taki sposób, że czytelnicy nieobeznani z tą tematyką nie powinni czuć się w żaden sposób zdezorientowani. Jedyne, co im grozi, to nieodkrycie niektórych ukrytych sensów, w gruncie rzeczy niekoniecznych do cieszenia się lekturą.
Bohaterowie – nie tylko ci pierwszoplanowi – są realistyczni, świetnie wykreowani i dopracowani. Każdy z nich jest „jakiś”, na swój sposób interesujący, posiada unikalną osobowość i wyraźnie nakreślony rys psychologiczny. Pomimo fantastycznej otoczki, wydają się bardzo prawdziwi. Budzą silne emocje – jednych czytelnik od razu polubi, innych szczerze znienawidzi. Ich losy po prostu chce się śledzić.

Dodatkowe smaczki to niezwykle interesujące rozważania na temat religijności i polityki. Siri Pettersen w ciekawy sposób porusza problematykę bezwarunkowej, ślepej wiary i reakcji zbiorowości na kryzys panującej religii, a także żądzy władzy i podziałów społecznych (Czy zawsze są one wynikiem niegodnych motywacji? Czy są potrzebne?). Autorka pokazuje te kwestie z różnych perspektyw, przedstawia odmienne podejścia, poglądy i racje, dostarczając czytelnikom mnóstwo sposobności do zagłębienia się we własnych refleksjach, także tych dotyczących realnego świata, w którym przecież również występują te same uniwersalne zjawiska.

To trzeba przeczytać!

„Dziecko Odyna” to zaskakująco dobry debiut i książka, którą z czystym sumieniem mogę polecić każdemu, z niecierpliwością oczekując na kolejne tomy cyklu „Krucze pierścienie”. Z pewnością po nie sięgnę, szczególnie po spektakularnym, tajemniczym zakończeniu pierwszej części, które otwiera mnóstwo nowych możliwości dalszego kreowania świata przedstawionego. Zapewniam, że po jego przeczytaniu będziecie aż kipieć z ciekawości, co takiego jeszcze szykuje dla swoich odbiorców Siri Pettersen!

Ocena: 5/5

Dyskusja