Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Technika Wstrzymanego Ptaka” – recenzja mangi „Dragons Rioting. Tom 1”

Manga pod tytułem „Dragons Rioting. Tom 1” obrazuje problem każdego z dorastających nastolatków: „nie gap się na cycki!”. Tytaniczny wysiłek woli to nie wszystko, co jest potrzebne do utrzymania w ryzach swego spojrzenia. Przydatna jest również znajomość sztuk walki.

Głównym bohaterem dzieła jest Rintaro, u którego we wczesnych latach życia zdiagnozowano „zespół bojaźni okołokobiecych”, czyli tak zwany „syndrom zboka”. Czym to się objawia? Otóż, gdy krew zbiera się w jednym miejscu, wtedy zwiększa się obciążenie serca. Na szczęście ojciec protagonisty nauczył go Szkoły Odbicia Bladego Księżyca W Jeziorze oraz wysłał do liceum o nazwie „Męski Czyściec”. Niestety, okazało się, że w 99% uczęszczają tam dziewczyny, a w takim wypadku – zaczyna się walka o życie.

„Dragons Rioting. Tom 1” jest doskonałą bronią w ręku ignoranta sądzącego, że japońskie bajki to tylko erotyzm i głupota. Zanim jednak zacznie się malować transparenty z napisami „Zgorszenie!” należy najpierw sprawdzić, czym jest Ecchi. Nazwę tę noszą dzieła zawierające łagodną erotykę, a także wykorzystujące fanserwis, czyli np. krótkie spódniczki czy spore biusty, ale nie ma w nich scen seksu. W dziele Tsuyoshi Watanabe nie chodzi o to, aby trzymać je podczas czytania tylko jedną ręką (if you know what I mean), lecz żeby dobrze się bawić. Co prawda są tu piersi, których pozazdrościłaby Pamela Anderson, ale dlatego, że taką formę wybrał autor, co doskonale uzmysławia męki, przez jakie przechodzi protagonista. Miseczki A nie są tak wielkim zagrożeniem, gdy ma się „syndrom zboka”. Przede wszystkim – pozycja wydana przez WANEKO jest dla odbiorców od szesnastego roku życia, ponieważ młodsi mogą jej nie zrozumieć.

Najmocniejszą stroną mangi jest poczucie humoru. Choroba Rintaro brzmi kuriozalnie, lecz jest przedstawiona jako niezwykle poważna i ogromnie zagrażająca życiu. Ten absurd bawi już wówczas, gdy widzimy głównego bohatera wykorzystującego sztuki walki, aby przedrzeć się przez tłum dziewcząt bez choćby krótkiego kontaktu fizycznego. Jakby tego było mało, scenarzysta raczy czytelnika tekstami typu: „Czeka mnie śmiertelne przedawkowanie biustu!”. Poziom warstwy słownej wiele osób może uznać za infantylny, ale docelowym odbiorcą nie jest przecież snob. Podczas rozpatrywania zakupu mangi trzeba odpowiedzieć sobie na jedno ważne pytanie: „czy uważasz, że zespół bojaźni okołokobiecych jest zabawny?”. Jeśli tak, to nie należy wahać się ani chwili. Portfel nie ucierpi, a samopoczucie sporo zyska.

Kawał dobrej roboty wykonał nie tylko scenarzysta, ale też Yamato Yamamoto, odpowiedzialny za rysunki. Przeważają na nich głównie postacie, a tło przyjdzie podziwiać bardzo rzadko, ponieważ zachwyt wywołują głównie uczennice i to na nich skupił się ilustrator. Manga przepełniona jest walkami i akcją, a ilustracje mają w sobie mnóstwo dynamiki i świetnie oddają tempo dzieła. Okraszono je wyrazami dźwiękonaśladowczymi typu „gaaap” czy „zerk” (gdy ktoś się gapi lub zerka), a także nazwami ciosów i uników („Technika Wstrzymanego Ptaka” nie wzięła się znikąd).

Mimo wszechobecnej komedii, autor potrafił zmieścić w „Dragons Rioting” sporo patosu oraz pozytywnych uczuć, takich jak np. przyjaźń. Nie ma co się okłamywać: jest to lekkie dzieło, ale nie ma tam tylko walk i biustów (choć to one przeważają).

Pozycja Tsuyoshi Watanabe jest idealna dla osób z poczuciem humoru. Za niecałe dwadzieścia złotych gwarantuje dobry nastrój na cały wieczór, a samopoczucie można poprawiać sobie kilkakrotnie, ponieważ w Polsce ukazały się trzy tomy, natomiast czwarty wyjdzie pod koniec czerwca. Sceny walki są nie tylko zabawne, ale też pełne akcji. A co do bohaterek – ich waleczność bez wątpienia dorównuje urodzie!

Dyskusja