Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wacław w Krainie Czarów – recenzja książki „Bank Violettkäfer. Dział Depozytów Nadzwyczajnych”

Bartłomiej Jucha przenosi nas do niezwykłego świata, pełnego magii oraz stworzeń żywcem wyjętych z bestiariuszy. Przemierzając kolejne karty napisanej przez niego powieści poczujemy klimat „Harry’ego Pottera”, „Alicji w Krainie Czarów”, „Czarnoksiężnika z Krainy Oz”, ale też gier RPG – zwłaszcza „Wolsunga”. Rzadko się zdarza, aby ktoś, czerpiąc z tylu różnych źródeł inspiracji, zachował umiar i stworzył dzieło w miarę oryginalne. Tym razem możemy mówić o sukcesie.

Kiedy przestajesz być mugolem…

Głównym protagonistą książki jest Wacław, syn zmarłej przed laty Polki oraz Johna Jeffreya Willwooda II – właściciela znanej europejskiej sieci banków. Wacek to nieuleczalny nudziarz i nieudacznik, dodatkowo dotknięty przez los chorobliwym lękiem przed wszelkiego rodzaju brudem oraz zarazkami. Nie ma w nim za grosz ambicji ani siły przebicia, które cechują jego despotycznego ojca i brata. W życiu liczą się dla niego spokój, jak również porządek. Najbezpieczniej czuje się w swoim nienagannie wysprzątanym mieszkaniu. W związku z tym odrzuca kolejne propozycje awansu w pracy, uważając, że nie ma to jak siedzieć na kasie w banku. Mało która dziewczyna dopatrywałaby się w nim rycerza na białym rumaku (wątpliwe, żeby Wacław w ogóle pomyślał o dotknięciu takiego brudnego zwierzaka). Zadatków na herosa po prostu brak. Co to w ogóle za bohater? On ma nas zachwycić? Bawić do łez i poprowadzić na wielką wyprawę po baśniowych krainach? Powiecie, że to niemożliwe, ale jednak!

Żeby syn nieco się ogarnął, ojciec postanowił zastosować terapię szokową i mianował go prezesem banku umiejscowionego na całkowitym odludziu. Traf chciał, że nie była to zwykła zrujnowana rudera na końcu świata. Wbrew swojej woli Wacław stanął na czele placówki będącej niegdyś własnością tajemniczego rodu Violettkäferów. Z biegiem czasu protagonista odkrywa coraz więcej sekretów znajdujących się w starym budynku oraz jego, na pierwszy rzut oka niewidocznych, lokatorów. Okazuje się bowiem, że poza zasięgiem wzroku Ślepaków (ludzi takich jak ty czy ja) skrywa się świat pełen czarów i fantastycznych stworzeń. Zaś z usług banku, którym kieruje młody Willwood, zamierza korzystać wielu nadprzyrodzonych mieszkańców Ukrytych Krain. Główny bohater zostaje rzucony na głęboką wodę, a żeby dowiedzieć się, jak sobie z tym wszystkim poradził, koniecznie musicie przeczytać książkę!

Co się znajduje po drugiej stronie lustra?

Poza Wacławem Willwoodem w powieści występuje cały korowód barwnych i niedających się zapomnieć postaci. Wśród nich znajdują się przyjaciele głównego bohatera: owadożerny wampir Istvan (będący przy okazji niespełnionym muzykiem i kompozytorem), ożywiony za sprawą niezwykłej sztuki niemieckiego sculpomanty gargulec Joachim, do tego wyverna syberyjska o jakże swojskim imieniu Katarzyna, która zachowuje się niczym pies, oraz stary opiekun posiadłości z iście Pilipukowskim charakterem – Pan Antoni. Każda z tych postaci jest zupełnie inna, jednak nie sposób którejkolwiek z nich nie obdarzyć sympatią. Już po kilku stronach zaczniemy traktować ich jak starych dobrych znajomych. Przy bliższym poznaniu również Wacław sporo zyskuje. W trakcie swoich licznych przygód zmienia się diametralnie. W dalszym ciągu nie jest herosem biegnącym bez strachu na ratunek uwięzionym w wieży księżniczkom – często odczuwa strach, zmęczenie, poirytowanie i z chęcią rzuciłby to wszystko w kąt. Czuje się jednak odpowiedzialny za obowiązki, jakich się podjął, i z każdym kolejnym dniem jest coraz bardziej otwarty oraz pewny siebie. To zdecydowanie pozytywna przemiana, którą czytelnicy będą śledzili z nieukrywanym zadowoleniem.

Pisarz łączy ze sobą legendy i wierzenia z różnych kręgów kulturowych. Dzięki temu (poza oryginalnymi pomysłami) otrzymujemy ciekawe wykorzystanie stereotypowych schematów. W książce nie zabraknie obowiązkowego dla literatury fantastycznej motywu wędrówki oraz dojrzewania głównego bohatera. Chwilami jest to wręcz klasyczna powieść drogi, w której protagonista musi przebyć setki kilometrów i zrealizować kolejne questy po to, żeby osiągnąć cel. Jeżeli ktoś lubi tego typu utwory, to „Bank Violettkäfer. Dział Depozytów Nadzwyczajnych” zdecydowanie przypadnie mu do gustu. Największym atutem książki, pomimo ciekawego uniwersum oraz nietuzinkowych postaci, pozostaje jednak jej klimat. Serce wielu czytelników zostanie podbite przez pająka, pełniącego rolę przewodnika Wacława w jego wędrówce. Jest to tak bardzo w stylu Hayao Miyazakiego, że nie można nie poczuć się jak w bajce. Wielu odbiorców będzie również zachwyconych Królestwem Srebrnych Buków, stanowiącym magiczną alternatywę dla ziem Polski.

Wacławie! Podążaj Żółtą Ścieżką!

„Bank Violettkäfer. Dział Depozytów Nadzwyczajnych” można uznać za niezwykle udany debiut. Powieść Bartłomieja Juchy jest wciągająca, a jeden z jej największych atutów stanowi wartka akcja. Poza tym to pozycja pełna humoru. Część bohaterów jest mocno przerysowana, chwilami absurd goni absurd a niemożliwe staje się możliwym. Niejednego czytelnika wszystko to rozbawi do łez, zaś osoby bez poczucia humoru powinny najzwyczajniej trzymać się od tego tytułu z daleka. Nie jest to bowiem książka, która zmusi nas do głębszych refleksji na temat życia i śmierci.

Recenzja nie może się jednak skończyć na bezkrytycznym wychwalaniu pisarza, dlatego teraz czas na kilka uwag. Przede wszystkim autor musi jeszcze dopracować swój warsztat literacki. W trakcie lektury zdarzają się powtórzenia oraz pewne zgrzyty językowe, które mocno kłują w oczy. Takie niezgrabne zdania powinny bez trudu zostać wychwycone przez korektę. Poza tym wydawnictwo Nokturn mogłoby zastanowić się nad innym projektem okładki. Nie chodzi o to, że jest ona jakoś specjalnie brzydka. Po prostu ciemne kolory i pewien minimalizm sprawiają, że jest zbyt mroczna i nie pasuje do treści. Gdyby utwór był poważniejszy lub autor chciał stworzyć horror, to proszę bardzo. Jest to jednak dzieło z dużą dawką humoru i szalonej, niedającej się pojąć rozumem magii. Ilustracja powinna być nieco bardziej zwariowana, dzięki czemu czytelnik lepiej wczułby się w klimat stworzonego przez Bartłomieja Juchy uniwersum.

Ocena: 4/5

Dyskusja