Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Wszystko, co ma imię, istnieje”* – recenzja książki „Ofiara dla burzy”

W stolicy historycznej krainy Nawarra, leżącej na pograniczu Hiszpanii i Francji, Pampelunie, młodych rodziców spotyka największa z tragedii – ich nowo narodzone dziecko umiera śmiercią łóżeczkową. Czy aby na pewno? Co znaczy niewytłumaczalne zachowanie ojca dziewczynki i niezachwiane przekonanie jej babci, że to nie była „zwykła” śmierć? Inspektor Amaia Salazar staje przed – z pozoru trywialnym – zadaniem, które zaczyna przeradzać się w największy koszmar nie tylko stróża porządku, ale i człowieka w ogóle. Jakby tego było mało – znani czytelnikowi z poprzednich tomów serii – morderca Berasategui i matka pani komisarz wiszą nad nią niby miecz Damoklesa. W końcu wszystkie znaki na niebie i ziemi zaczynają zwiastować nadchodzące tornado, przed którym nie ma schronienia…

„Every day for us something new”**

Hiszpanka Dolores Redondo, absolwentka prawa i była restauratorka, zaczynająca przygodę z pisarstwem od literatury dla dzieci, swoje umiejętności ukazała w pełni, dopiero tworząc cykl zainspirowany miejscem swego urodzenia (San Sebastián w Kraju Basków).

„Czarna seria”, „kryminał” oraz „znana na całym świecie autorka thrillerów” to hasła z okładki, które od razu przykuwają uwagę, nie dają się łatwo zapomnieć i doskonale reklamują książkę. Bowiem zamykająca trylogię Baztán pozycja „Ofiara dla burzy” porywa czytelnika w każdym tego słowa znaczeniu. Porywa jego zmysły, uczucia oraz wyobraźnię w niezwykłą podróż po tajemniczym i jakże nieznanym regionie na pograniczu największego państwa Półwyspu Iberyjskiego oraz kraju serów i wina. Od samego początku do ostatniej strony trzyma w niezwykłym napięciu, kiedy to – nie mogąc doczekać się rozwikłania zdawałoby się tego węzła gordyjskiego – brnie coraz dalej. Dalej w świat mitów, legend, wierzeń i rzeczywistości – namacalnej, brutalnej, nieokiełznanej jak Matka Natura.

Wzrok przyciąga piękny i zwodniczo spokojny projekt okładki w złoto-zielonej kolorystyce (bardzo klimatyczne zdjęcie dziewczynki idącej w głąb lasu), która zaczyna zastanawiać dopiero, gdy zauważymy, że zewsząd napiera na nią czerń… A potem jest jeszcze ciekawiej – książkę otwierają cytaty, sprawiające, że czytelnik już wie, że na pewno wybrał dobrze. Na przystawkę mamy fragment duchowej autobiografii fantastycznego Oscara Wilde’a, czyli „Portretu Doriana Graya”, potem przytoczone – dające dużo do myślenia – hiszpańskie wierzenie ludowe z regionu Baztán i w końcu nieśmiertelną superballadę Metalliki – „Nothing Else Matters”. I tak zaczynamy podróż przez 57 rozdziałów dyscyplinujących niemal 550 stron książki.

„Never cared for games they play”**

Autorka, biorąc przykład z mistrza suspensu Alfred Hitchcocka, od razu serwuje nam wybuch wulkanu. I to bliźniaczego pamiętnemu Wezuwiuszowi z czasów cesarstwa rzymskiego. Pierwszy rozdział bowiem, w zalewie różu, miękkości i pluszu, jest jednocześnie obrazem zbrodni tak potwornej, że aż nie mieści się w głowie. A dalej to już tylko z górki – misternie tkana intryga, sieć kłamstw, oszustw, półprawd i władzy. Pajęczyna tego, co nie istnieje, oblepiająca krzywe zwierciadło rzeczywistości. Drugie i trzecie dno, zmowa milczenia i jawna kpina z praw boskich i ludzkich. A naprzeciw tego – piękno hiszpańskiej przyrody, bogactwo wierzeń i… magia chwili.

Czytelnik wraz z główną bohaterką ma wrażenie bycia raz w świecie rzeczywistym, a raz w przerażającej baśni, której nie powstydziliby się bracia Grimm. Nieskończona miłość przeplata się tutaj z niewyobrażalną żądzą, poświęcenie z niewiarygodnym okrucieństwem, a zdrowy rozsądek walczy o swoje z najgorszymi demonami ludzkiej duszy i umysłu.

„So close no matter how far”**

Przeżycia bohaterów i ich dylematy moralne, dotyczące absolutnie każdego aspektu życia, kumulują się tak bardzo, jakby śmierć miała zabrać ich już niedługo i postanowili doświadczyć wszystkiego tu i teraz – mocno, szybko, na sto procent. Cicha, niekończąca się walka ze współpracownikami o uznanie, nagłe, nie do końca zrozumiałe problemy z szefami, pojawiające się niemalże znikąd kłopoty małżeńskie. A do tego porażająca fascynacja niewłaściwym, choć jakże niepospolitym mężczyzną, nagła utrata w bestialski sposób zamordowanego przyjaciela i cień matki – potwora z najgłębszych czeluści piekieł. Tak oto wygląda życie Amaii Salazar podczas śledztwa.

Żywe i dowcipne, ale także frapujące i przerażające zarazem dialogi. Niebagatelne, porażające wielokroć pomysły. Akcja, która pędzi na łeb, na szyję, pozornie zwalniając, by nagle i nieoczekiwanie znów wcisnąć w fotel.
Nieczęsto zdarza się także, by powieść wciągała tak absolutnie, że – kompletnie pochłonięci lekturą i głusi na wszystko inne – nie zwracamy uwagi na poprawność językową. W tym przypadku tak właśnie jest – jeśli więc jakiekolwiek błędy przypadkiem są w powieści, to nie mają szans się ujawnić z starciu z wielkim talentem autorki i świetnym tłumaczeniem Marii Mróz. Chapeau bas!

„Open mind for a different view”**

Doskonały thriller, który rozgrywa się na pograniczu dwóch światów: widocznego i tego za zasłoną wierzeń, zabobonów i magii. Czarnej magii. Niebywale brutalny kryminał, gdzie nikt nie zostaje oszczędzony – ani dziecko, ani matka, ani przyjaciel czy kochanek. Świetna pozycja, która pozwala błyskawicznie oderwać się od przyziemności i zanurzyć całkowicie w doskonale wykreowany świat. Książka dopracowana w każdym szczególe. Wyjątkowa. Porywająca. Książka, której czytelnik nie chce, bojąc się, że więcej nie zniesie, i od której jednocześnie nie może się oderwać.

Dla fanów hiszpańskiej prozy, thrillerów i kryminałów. Dla ludzi o mocnych nerwach, otwartym umyśle i pasji czytania. Dla wielbicieli silnych kobiecych postaci, których życie nie oszczędza. Dla wszystkich. Zawsze. Wszędzie. O każdej porze. Lecz najlepiej nocą, gdy przez chmury prześwieca tylko blady sierp księżyca, a wszechogarniająca cisza desperacko wciska się w każdą komórkę ciała. Wtedy „Ofiara dla burzy” smakuje najwyborniej.

* Cytat pochodzi z recenzowanej powieści – „Ofiara dla burzy” Dolores Redondo.
** Śródtytuły to cytaty z ballady „Nothing Else Matters”, napisanej przez Jamesa Hetfielda.

Ocena: 5/5

Dyskusja