Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Your dungeon has been breached!”… again. – recenzja gry karcianej „Boss Monster: Niezbędnik Bohatera”

Z „Boss Monsterem” zapoznałam Was w jego recenzji, a teraz wracamy do tematu, gdyż światło dzienne ujrzał dodatek do tej sympatycznej, pikselowej gry. „Niezbędnik Bohatera”, jak głosi napis na pudełku, zawiera 26 nowych kart do ulepszania bohaterów… i bossów.

Obrazek

W podstawowej wersji gry, jeśli nie wybudowaliśmy szybko komnat zadających obrażenia, herosi mogli łatwo zadać naszemu bossowi kilka dotkliwych ran. Podobnie działo się pod koniec, gdy pojawiali sie bohaterowie legendarni (choć wbrew pozorom to ta pierwsza sytuacja była groźniejsza, bo pod koniec dysponowaliśmy większą ilością kart i przede wszystkim czarów). Wyobraźcie sobie, co by było gdyby tych walecznych poszukiwaczy skarbów wyposażyć dodatkowo w bronie i zbroje… Masakra!

Zanim przejdziemy do konkretów, przyjrzyjmy się pudełku. Grafiką nawiązuje do opakowania „podstawki” i w skrócie informuje nas, co znajdziemy w środku. Choć jest niewielkich rozmiarów, to nie do końca rozumiem jego format, bo karty są dużo mniejsze i przymocowane w środku za pomocą tekturki. Nie mam pojęcia, dlaczego nie można było zrobić kartonika wielkości karty.

Obrazek

Same karty nie odbiegają jakością od tych z podstawowej gry i – podobnie jak one – są opatrzone pikselowymi grafikami i zabawnymi opisami. W skład wspomnianych 26 elementów wchodzi 20 przedmiotów, 4 wypaśne komnaty oraz 2 czary. Już po pierwszym spojrzeniu na te liczby możemy odczuć pewien niedosyt w kwestii nowych pomieszczeń i magii, ale miejmy nadzieję, że „Niezbędnik Bohatera” nie będzie ostatnim dodatkiem i otrzymamy jeszcze więcej fikuśnych pułapek i siedlisk poczwar.

Obrazek

Na tę chwilę skupmy się na przedmiotach, bo to one są istotą omawianego dodatku. Sama rozgrywka pozostaje niezmienna; dla szybkiego przypomnienia: wybieramy bossa, budujemy komnatę, dobieramy bohaterów i prowadzimy ich przez podziemia. Nowa akcja pojawia się w momencie przybywania herosów do „miasta”. Razem z nimi wyciągamy jedną kartę przedmiotu i – jeśli symbol skarbu się zgadza – dajemy go odpowiedniemu poszukiwaczowi. Niektóre „itemy”, opatrzone specjalną informacją, możemy ekwipować każdemu typowi bohatera.
Bohater posiadający jedną z nowych kart jest znacznie silniejszy – otrzymuje więcej punktów wytrzymałości, zdolność omijania pułapek lub potworów, a nawet dodatkowe życie! Aha, a więc ten paskudny dodatek powstał po to, by pognębić nas – bossów? Skądże znowu! Jeśli śmiałek i jego broń (lub inny fant) przejdą przez lochy, zadają ich gospodarzowi zasłużoną i spodziewaną ranę. Jednak jeśli potwór pokona nieproszonego gościa, może przywłaszczyć sobie jego ekwipunek.
Każda z kart posiada osobną zdolność, która może zostać wykorzystana przez bossa do gnębienia przybyszów lub innych graczy.

Obrazek

W ostatecznym rozrachunku, nowe elementy utrudniają pierwsze tury gry, by później nieco wspomóc bossów w dążeniu do zwycięstwa. Działanie czarów i komnat jest znikome, gdyż po dołożeniu ich do ogólnej puli dość trudno na nie trafić. Jednak jak można się domyślić, są to specjalne karty oddziałujące przede wszystkim na nowe przedmioty.

Nie ma co się rozczulać, trzeba podsumować:
Jeśli podoba się Wam „Boss Monster” i często sięgacie po ten tytuł na wieczorach towarzyskich, możecie śmiało zainwestować około dwudziestu złotych, by nieco urozmaicić rozgrywkę i ustrzec się przed rutyną. Sama gra ma potencjał, więc miejmy nadzieję, że niebawem pojawi się więcej nowych kart.

Dyskusja