Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

From zero to hero – recenzja książki „Asystent czarodziejki”

W epickich – w dzisiejszym rozumieniu – opowieściach niemal zawsze pojawiają się potężni magowie i uwodzicielskie czarodziejki. Chyba żadna dobra historia z fantasy nie może obejść się bez bohaterów znających arkana sił nadprzyrodzonych. W końcu to magowie pełnią rolę strażników równowagi oraz obrońców ludu. To właśnie oni potrafią przechylić szalę zwycięstwa w krwawych starciach wielkich armii i dzięki ich dobrym radom protagonistom udaje się bezpiecznie dotrzeć do podnóży tajemniczej góry, w ogniu której mogą zniszczyć niebezpieczną biżuterię. Niestety nie tak łatwo jest się stać wielkim czarownikiem. Niektórym brakuje wystarczającej ilości mocy, zaś innym umiejętności. Jednak nawet ci mniej utalentowani mają szansę zaistnieć na magicznym rynku pracy. W końcu od dawna wiadomo, że żaden szanujący się mag nie poradziłby sobie bez zaufanego pomocnika…

Dzień z życia czarodzieja

Życie takiego asystenta przedstawia swoim czytelnikom Aleksandra Janusz. Chociaż z wykształcenia jest biologiem molekularnym, to już nie raz udowodniła, że zawodowo mogłaby zająć się pisaniem. Znamy ją jako autorkę „Dom wschodzącego słońca” oraz „Mandala”. Poza tym opowiadania jej pióra ukazały się w zbiorach „Księga strachu”, „Kochali się, że strach” oraz „Herosi”. Po osobie z tak bogatym literackim doświadczeniem można by oczekiwać naprawdę wiele. Niestety tym razem czaka nas małe rozczarowanie. „Asystent czarodziejki” zdecydowanie nie kwalifikuje się do literatury najwyższych lotów. Nie jest to książka zła, jednak nie każdy będzie się przy niej dobrze bawił. Dlaczego? Przekonajcie się sami.

Przez dwadzieścia pięć lat Vincent Thorpe pełnił funkcję pomocnika Margueritte de Breville, znanej w Arborii jako Szalona Meg. Chlebodawczyni bohatera jest jedną z najpotężniejszych czarodziejek, a wobec swojego asystenta bywa bardziej niż wymagająca i nieczuła. Vincent większość życiowych decyzji podjął kierując się pracą, przez co nie raz musiał wysłuchiwać narzekań swojej lepszej połówki – Amandine. Jednak teraz przyszedł czas na pożegnanie się z magią i zaplanowanie zasłużonej emerytury. Jak to jednak w książkach bywa: nic nie jest proste, a nasze plany zawsze biorą w łeb. Podobnie jest w przypadku Vincenta. Okazuje się bowiem, że zamiast spokojnego życia w domku na przedmieściach, czeka go cały szereg niebezpiecznych przygód… Wszystko dlatego, że Szalona Meg okazuje się kimś zupełnie innym niż wszyscy do tej pory sądzili, a z tarapatów w jakie wpadła wyciągnąć ją może jedynie jej wierny pomocnik. Do czego jednak dążyła prowadząc przez lata tajne misje oraz snując diabelskie intrygi? Jaki ma to związek z Wojnami Rozdarcia, które kilkaset lat wcześniej omal nie doprowadziły do zniszczenia świata? Co się stanie kiedy o wszystkim dowie się Gildia Magów i czy naszym bohaterom uda się odnaleźć w niej jakichkolwiek sojuszników?

Męski punkt widzenia?

Przez karty powieści przewija się cały szereg nietuzinkowych postaci. I chociaż każda z nich jest nieco stereotypowa, to pisarce udało się nadać im niepowtarzalny charakter, a ze sztampowych rozwiązań uczyniła wielkie atuty. W książce nie czeka na nas zbyt wiele niespodzianek – zdecydowaną większość wydarzeń jesteśmy w stanie przewidzieć z wyprzedzeniem, jednak w pozycji tej zdecydowanie nie chodzi o niespodzianki. Autorka na bazie klasycznych motywów stworzyła dzieło lekkie, przepełnione humorem oraz wartką akcją. Dzieło to zdecydowanie ma służyć dobrej rozrywce, a nie sprzyjać metafizycznym rozważaniom. Ot, kolejna dobra lektura na upalne letnie wieczory. Żeby jednak nie było tak cukierkowo, wypada wspomnieć o tym, co może stanowić największą wadę „Asystenta czarodziejki”.

Większość z wykreowanych przez autorkę postaci to kobiety. Jednak jak już wcześniej wspomniano głównym bohaterem powieści jest mężczyzna. Niemal czterdziestoletni mężczyzna! Niestety Aleksandrze Janusz nie udało się wczuć w punkt widzenia brzydszej płci, przez co jej protagonista zachowuje się jak nastoletnia dziewczyna… Myśli, które wypowiada są zbyt infantylne, jak na dorosłego faceta. Poza tym, znajomością nazw kolorów czy ubrań bije na głowę niejedną kobietę… Jest to o tyle dziwne, że bohater modą się nie interesuje. Zresztą literatka w ogóle niezbyt umiejętne wprowadza na scenę nowych bohaterów. Zazwyczaj przebiega to następująco: narrator wymienia z imienia oraz, niebotycznie długiego, nazwiska jakąś osobę, po czym opisuje w dwóch, trzech zdaniach jej wygląd. Takie pójście na łatwiznę raczej nie świadczy o prozatorskim kunszcie. Podobne zagrania są po prostu nudne i sztuczne, a dobry pisarz powinien zdawać sobie sprawę, że należy ich unikać. Część czytelników może również narzekać, że chociaż każdy z bohaterów ma swoją historię, to zdają się one nieco płytkie (jakby je ktoś sklecił na kolanie w poczekalni u dentysty).

Niezwykle trudno jest nam określić czas, w którym rozgrywa się akcja. Z jednej strony zachowania bohaterów oraz panujące wszechobecnie zwyczaje przypominają nam Anglię sprzed stu czy nawet dwustu lat. Z drugiej zaś strony bohaterowie posługują się takimi urządzeniami jak zmywarka (co prawda napędzana magią, ale jednak). Warto wspomnieć o jednym z ciekawszych zabiegów wykorzystanym przez autorkę jakim jest połączenie magii z matematyką. Sprawia to, że zaklęcia stają się bardziej skomplikowane i trzeba je każdorazowo dostosowywać do zaistniałej sytuacji. To właśnie dzięki temu czary rzucane w tym uniwersum są takie fascynujące. Sposób w jaki pisarka przedstawia złożoność magii sprawia, że można by ją uznać za współczesną dziedzinę nauki. Poza tym pozytywnie zadziwia nas niezwykłe zróżnicowanie osób posługujących się nadprzyrodzonymi zdolnościami. Duża gradacja bohaterów pod względem poziomu mocy oraz umiejętności sprawia, że czary i osoby z nich korzystające stają się znacznie bardziej realistyczne niż w seriach pokroju „Harry’ego Pottera”.

Co z tą magią?

„Asystent czarodziejki” to dopiero pierwszy tom „Kronik rozdartego świata”. Miejmy nadzieję, że przy pisaniu kolejnej części Aleksandra Janusz doszlifowała nieco kreowanie postaci, bowiem właśnie one są największym mankamentem pozycji. Autorkę może nieco tłumaczyć fakt, że jest to zdecydowanie książka dla młodzieży. Mimo wszystko gdyby nieco ją dopracować, to również starsi czytelnicy mogliby spędzić przy niej miło czas – zwłaszcza teraz, w okresie wakacyjnym. Na plus powieści działa jednak wartka akcja i fakt, że pisarka niezwykle lekko posługuje się piórem. Wydawnictwo Nasza Księgarnia naprawdę przyłożyło się do publikacji tego dzieła. Nie znajdziemy w nim niemal żadnych błędów, a okładka powieści jest przepiękna i stanowi jeden z jej największych atutów.

Ocena: 3/5

Dyskusja