Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Klasyczne fantasy dla najmłodszych – recenzja książki „Wyspa wtajemniczenia”

Trzymająca w napięciu historia przenosi czytelnika w niezwykły świat magii, opowiada także o zwykłych ludzkich radościach, zmartwieniach i smutkach. Wielotomowa seria Siódmy zmysł to obowiązkowa lektura dla wszystkich dzieci (7-10 lat), które lubią baśnie i magiczne przygody – tak o serii czeskiej autorki, Ilki Pacovskiej, pisze jej polski wydawca. I rzeczywiście – tak najkrócej, a jednocześnie najtrafniej można podsumować świat przedstawiony i fabułę (na razie) pierwszego tomu cyklu.

Dzieci lubią klasykę

Pacovska powraca do starej dobrej szkoły tworzenia klasycznego fantasy. „Wyspa wtajemniczenia” to przede wszystkim opowieść o magii i przyjaźni, pełna popularnych w literaturze tego typu stworzeń. Głównymi bohaterami jest troje dzieci – jedenastoletnia Hanka, dziewięcioletni Sławek i trzynastoletni Rafał. Każde z nich jest na swój sposób wyjątkowe – dziewczynka znajduje niezwykły pierścień i jest poszukiwana przez tajemniczego Wrona, młodszy z chłopców ma „dobrą rękę do roślin” i talent uzdrowicielski, a najstarszy odznacza się ponadprzeciętną inteligencją i szeroką wiedzą. Wszyscy troje wychowują się w ponurym i dość dziwacznym sierocińcu prowadzonym przez „siostry”, które także nie sprawiają wrażenia zwyczajnych wychowawczyń. Ich los nieoczekiwanie się odmienia, gdy Hanką zaczyna interesować się zagadkowa Pani, która posyła swojego sługę na jej poszukiwanie…

Brzmi trywialnie? Smoki, jednorożce, syreny i dżinny. Magiczne artefakty, zaklęcia, portale teleportacyjne. Podział mieszkańców świata na tych, którzy wykazują magiczne zdolności i tych zupełnie zwyczajnych. Szkoła magii i zmagania z pierwszym rokiem nauki tej nietypowej dziedziny. To wszystko przecież już było. Ale czy to oznacza, że straciło na aktualności? Ależ skąd! Dorosłemu odbiorcy książka może wydać się wtórna i mało oryginalna, jednak należy pamiętać, że to nie nie jest powieść dla nas – starych wyjadaczy, a dzieci potrafią czytać nawet setny raz kolejne, podobne do siebie historie i wcale nie oczekują wybitnych innowacji. Wprost przeciwnie, często wolą klasyczne modele opowieści opartych na dobrze znanych archetypach, do których są już przyzwyczajone. Nie będą marudziły na „odgrzewane kotlety” i „kopię Harrego Pottera”. Będą raczej po prostu cieszyć się przyjemną lekturą pisaną prostym językiem i zawierającą wszystko to, co mali miłośnicy fantasy lubią najbardziej.

Zaglądając pod miękką kołderkę fantastyki…

Poza warstwą fantastyczną książka ma jeszcze jeden istotny atut. Młodzi bohaterowie dają się lubić wcale nie ze względu na ich niezwykłe zdolności, ale dlatego, że pomimo nich są normalnymi dziećmi, przeżywającymi zwyczajne dziecięce radości i smutki. Martwią się szkolnymi niepowodzeniami, zawierają przyjaźnie, cieszą się z wakacji i wycieczek w ciekawe miejsca, obawiają niepewnego losu. Czytelnikom łatwo się z nimi utożsamić.

Pod płaszczykiem magiczności kryje się też bardzo uniwersalne drugie dno. Sierociniec Przytulne Domostwo to nieprzyjazne miejsce opisane w taki sposób, jak widzą je wychowankowie. Z perspektywy dziecka wygląda ono upiornie, przerażająco i dość abstrakcyjnie. Siostry-opiekunki sprawiają wrażenie demonicznych, a przyszłość młodzieży opuszczającej ten nietypowy dom dla sierot rysuje się jako coś mrocznego, bez cienia nadziei na szczęście. Z jednej strony wizja Przytulnego Domostwa może zdawać się surrealistyczna i dziwaczna, ale jeśli sięgnąć głębiej i odczytać ją jako pewnego rodzaju metaforę, można domniemywać, że autorka chciała celowo poruszyć istotny problem niechcianych dzieci i ich specyficznego sposobu postrzegania siebie i otaczającego świata.
Kiedy to się właściwie dzieje?

Jedyne, do czego można by się przyczepić, to nieokreśloność realiów świata przedstawionego. Większość opisów przedmiotów, odzieży, architektury czy obyczajów świata przedstawionego sugeruje, że akcja toczy się w rzeczywistości wzorowanej na czasach współczesnych lub niedawnej przeszłości, jednak w niektórych fragmentach pojawiają się rekwizyty czy sytuacje wskazujące na realia zbliżone do historycznych, quaziśredniowiecznych (mieszkańcy wioski ubrani w giezła, wygląd izby w chacie rybackiej, handel niewolnikami, zatrudnianie kilkunastolatków w kopalniach i kamieniołomach lub jako służbę we dworach). Trudno jednak powiedzieć, czy taka niekonsekwencja może przeszkadzać dzieciom, czy dostrzega ją tylko nadgorliwy dorosły, za mocno skupiony na szczegółach i kierujący się zbytnim racjonalizmem.
Testowane na żywym dziecku

Najlepszą rekomendacją dla tej książki będzie jednak nie to, że spodobała się mi – osobie dorosłej, rodzicowi, pedagogowi i nauczycielowi poloniście, ale że pokochał ją mój dziewięcioletni syn. To jego opinia powinna być tutaj tą najważniejszą i najbardziej miarodajną. A brzmi ona: „Jest super! Podoba mi się, że są tam chochliki, tuliki, syreny, driady, smoki i jednorożce”.

Ocena: 4/5

Dyskusja