Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Nadszedł czas rozliczenia – recenzja książki „Pasterska Korona”

„Ostatni tom ŚWIATA DYSKU!” – taki napis rzuca się w oczy z okładki „Pasterskiej Korony”. I po części jest on prawdziwy – nie da się ukryć, że to ostatnia książka z tego uniwersum, jaką przyjdzie nam przeczytać. Jednak o ile dla wiernych fanów Pratchetta jest to informacja zbędna i jednocześnie smutna, dla osób niezaznajomionych z serią może być myląca. Chociaż książka stała się pewnego rodzaju pożegnaniem autora z czytelnikami oraz rozliczeniem twórczości, nie jest ostatecznym zamknięciem wątków poruszanych przez lata w powieściach opowiadających o Świecie Dysku.

„Pasterska Korona”, jak dowiadujemy się z posłowia, nie jest dziełem skończonym. Chociaż ma początek, środek i koniec, sir Terry Pratchett mając więcej czasu, poprawiałby ją jeszcze, próbując dojść do perfekcji. I czuć to w trakcie lektury. Choć teoretycznie wszystkie puzzle znajdują się w pudełku i da się z nich ułożyć obrazek, który coś przedstawia, brakuje szczegółów i rozwinięcia. Bez wątpienia powieści przydałby się ostateczny szlif.

Mimo wszystko na kartach książki mocno czuć charakterystyczny styl Pratchetta. Całość napisana jest lekko i z humorem, a jednocześnie mrocznie, strasznie czy poruszająco kiedy trzeba. Nie brakuje również typowych dla autora nawiązań do mitów i legend oraz odniesień do naszej rzeczywistości. Słowem – nawet pod koniec swojego życia autor nie stracił pisarskiego drygu.

„Pasterska Korona” opowiada historię Tiffany Obolałej – znanej bohaterki z poprzednich części cyklu – która musi uratować świat przed inwazją elfów. I chociaż to wokół niej kręci się cała opowieść, w trakcie lektury poznamy także dalsze losy wielu innych postaci pojawiających się we wcześniejszych książkach ze Świata Dysku. I wszystkie postacie są żywe i wyraziste, nawet jeśli pojawiają się tylko na chwilę. Niektóre z nich wydają się żegnać z czytelnikiem i ich pojawienie się oraz kontekst tego wystąpienia wskazuje, że autor był świadomy, że to prawdopodobnie jego ostania powieść. Właśnie dlatego można uznać „Pasterską Koronę” za swego rodzaju rozliczenie.

Wydarzenia przedstawione w książce, chociaż od początku potrafią zainteresować i wciągnąć, przebiegają nieco zbyt szybko. Można nawet powiedzieć, że potraktowane są powierzchownie i brakuje im głębi. Nawet główna bohaterka nie miała tutaj zbyt wiele do zrobienia. Potraktowana została raczej jako postać, której życie śledzimy w trakcie rozgrywających się wokół niej zdarzeń. W tym aspekcie powieści głównie czuć pewne nienasycenie. Pewne fragmenty historii mogłyby zostać jeszcze rozwinięte i wtedy czytałoby się o nich jeszcze lepiej. Nie zmienia to jednak faktu, że cały zamysł fabuły jest intrygujący i zmusza czytelnika do przeczytania „jeszcze tylko jednego rozdziału”.

Nie bez powodu autor życzył sobie, aby wszystkie jego niedokończone teksty zostały zniszczone. W przypadku „Pasterskiej Korony” byłaby to jednak ogromna strata. Chociaż powieści daleko do ideału, porusza wiele niezamkniętych wątków i stała się pewnego rodzaju rozliczeniem i pożegnaniem z czytelnikami. W tej roli sprawdza się bardzo dobrze, dlatego wierni fani sir Pratchetta powinni koniecznie ją przeczytać.

Ocena: 4/5

Dyskusja