Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Pióro jest groźniejsze od miecza – recenzja książki „Plagiat”

Wrocław zostaje ogłoszony Europejską Stolicą Kultury. Z tej okazji ulicami miasta przejść ma parada o nazwie „Wrocław Otwartym Sercem Europy”. Przygotowań nie zakłócają pogłoski o planowanym udziale bojówki nacjonalistów. Policja bagatelizuje zagrożenie, uważając przecieki za przesadzone. W końcu dochodzi do tragedii, a na demonstracji ginie dwójka studentów. Ich śmierć pozornie wydaje się przypadkowa – ot, nieszczęśliwy zbieg okoliczności i pokaz bezmyślnej agresji. Jednak dziennikarz „Korespondenta Wrocławskiego”, Marcin Faron, zdaje się widzieć więcej w całej sprawie, niż zaangażowane w to służby. Podążając szlakiem znaczonym kolejnymi trupami zaczyna zagłębiać się w aferę, sięgająca szczytów władzy. Czym jest tytułowy plagiat i czy śmierć studentów była jedynie przypadkiem?

Mogłoby się wydawać, że „Plagiat” jest kolejnym, typowym przedstawicielem gatunku kryminałów. Maurycy Nowakowski zgodnie z kanonami przędzie sieć tajemnic i zagadek, zręcznie wodząc czytelnika za nos. Będziemy podążać tropami pomiędzy wrocławskimi blokowiskami, zawitamy w drzwiach dziekanatu jednej z najlepszych prywatnych uczelni w mieście, czy nawet zapuścimy się do biur poselskich. Po drodze wszystkie domysły czytelników będą jeszcze bardziej gmatwały się z powodu coraz to nowych postaci, odkrywanych nagle wątków, czy też nagłych zgonów, które zmienią perspektywę o sto osiemdziesiąt stopni. Oprócz wszystkich tych elementów, które spodziewamy się biorąc kryminał do ręki, spotka czytelników jeszcze coś więcej. Głównym bohaterem powieści jest Marcin Faron, dziennikarz, który w redakcji „Korespondenta Wrocławskiego” wylądował trochę z przypadku. Zmuszony jest do pisania o kulturze, podczas gdy jego bardziej interesuje nakręcająca się sprawa tajemniczej śmierci. Wątki związane z pracą mediów odkrywają przed nami zasady rządzące tym światem. Rzeczywistość terminów, deadlinów, ilości wyświetleń i chwytnych tytułów, mających zwrócić uwagę czytelnika. Chcąc zrobić dobry materiał nierzadko trzeba poświęcić swoje zdrowie, czasem nawet życie. Poza wątkami związanymi ze światem prasy, będziemy mogli dowiedzieć się tego i owego o świecie muzyki. Widać tutaj ten szczególny znak zostawiony przez Maurycego Nowakowskiego, który napisał książki biograficzne Phila Collinsa i Petera Gabriela. W „Plagiacie” wkłada w ręcę Basi Świątnickiej i Wojtka Krzykowskiego pracę „Rollowany Rock” na temat historii rocka, w której demaskuje mechanizmy działające koncernami muzycznymi i nie tylko. Wspólna praca doktorska dwójki studentów to nie tylko ciekawostka i osobista wycieczka autora w sobie najlepiej znane rejony – to także istotny element fabuły.

Wspomniałem już trochę o Marcinie Faronie, głównym bohaterze, niezmordowanym pismaku, dla którego najważniejsza jest prawda. Jest osobą zdeterminowaną w osiągnięciu wyznaczonego sobie celu, potrafiącą naginać zasady i balansować na granicy kariery zawodowej. Nie jest on raczej typem macho, z błyszczącymi bicepsami i wypiętą klatą. Kiedy wyobrażam sobie Marcina Farona widzę raczej faceta w okularach i w czerwonym swetrze, mającego ten niebanalny błysk w oku. W całej historii nie mogło oczywiście zabraknąć fascynującej kobiety, przyciągającej uwagę głównego bohatera. Chociaż wstrzymałbym się z ferowaniem przedwczesnych wyroków, ponieważ Iwona Wilczek jest osobą będącą jednocześnie obiektem męskiego pożądania, z drugiej strony będąc strasznie irytującą, upartą i dumną. Z całych sił stara się ściągać Marcina w stronę kultury, jednocześnie ograniczając jego samotne zapędy w stronę historii rodem z tabloidów. Obserwowanie rozwoju tej nietypowej relacji jest świetną zabawą i chęć ujrzenia, jak to się wszystko zakończy motywuje czytelnika do przewracania kolejnych kartek. Historia w książce nie byłaby tym samym gdyby nie postać Anity Komar – przebojowej businesswoman z problemami osobistymi. Pani Komar jest specjalistka od PR i wszelkich jego przejawów, także tych niezbyt czystych. Z tego powodu mogła nagromadzić sobie wrogów, którzy tylko czekają na jej potknięcie. To ona jest odpowiedzialna za organizację feralnego marszu, który odbija się w jej życiu głośnym echem. Jest to tak naprawdę postać o dwóch twarzach – z zewnątrz wydaje się być kobietą spełnioną, która osiągnęła zawodowy sukces. W środku jednak kryje się jednak małżeństwo bez miłości i zdrada, nadużywanie alkoholu i zakazany romans ze studentem. Wisienką na torcie są dwie panie : Julia Dorobek i Elżbieta Kruk. Obie toczą zaciekłą wojnę o krzesło rektora na Europejskiej Wyższej Szkole Dziennikarstwa i Komunikacji – instytucji edukacyjnej, dookoła której oplata się gęsta sieć intryg. Dzieli je praktycznie wszystko, dlatego przyglądanie się słownym utraczkom jest prawdziwą przyjemnością, zwłaszcza, że pisarz niezwykle zręcznie je opisał.

Jednak w każdej beczce miodu musi się znaleźć łyżeczka dziegciu. Tą goryczką w „Plagiacie” jest zakończenie całej historii. Podczas czytania końcowych momentów opowieści można dojść do wniosku, że autorowi w pewnej chwili po prostu zabrakło pomysłu na to, aby w wyrafinowany sposób rozwiązać supeł wcześniej przez siebie zapleciony. Maurycy Nowakowski potrafił zbudować interesującą intrygę, opakować ją we wciągającą atmosferę, by wszystko to zepsuć wstawiając ni z tego ni z owego nowy wątek, który kompletnie nie klei się z konstrukcją całości. Twórcza niemoc poskutkowała pójściem po najmniejszej linii oporu i zbanalizowaniem finałowych scen „Plagiatu”.

Mimo odstającego poziomem od reszty książki zakończenia trzeba ten kryminał zaliczyć do udanych. Decydując się na zakup książki miejcie na uwadze przede wszystkim dobrze zaprojektowane i ciekawe postacie oraz zręcznie poprowadzoną linię fabularną, z ciekawymi wstawkami. A zakończenie? Cóż, najwyraźniej było jakimś kiepskim plagiatem.

Ocena: 4/5

Dyskusja